Fantasy · 6 min czytania
Ponad Wszystkim ... rozdizał 2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
ROZDZIAŁ DRUGI
Mój Anioł odszedłszy wczoraj, nie pojawił się... I chociaż cały czas miałam otwarte okno, wyglądałam przez nie z zapłakanymi oczami... Obiecał... Nie dotrzymał słowa... Nie pojawił się... Wtedy go potrzebowałam, ale czuję, iż teraz jego obecność byłaby bardziej kojąca... Dlatego płaczę... nie potrafię już zapomnieć o Karolu ani na chwilę... Spragniona jego dotyku, przytulam się do poduszki... W snach nawiedza mnie jego obraz kroczącego w smugach deszczu... Już zapomnieć nie potrafię... Śmiać się też nie umiem... Nie mówiąc o spokojnym śnie... Śpię 3 godziny... Czekam... Chwytam się każdej nadziei, że jeszcze może się pojawi w oknie... Że cichutko zapuka do moich drzwi... Otacza mnie betonowy Titanic... Czuję, że wraz z nim tonę... opadam na dno rozpaczy i przygnębienia... Z każdym dniem jest gorzej... i chociaż mówią, że czas leczy rany ... ja w to nie wierzę... W moim przypadku jest całkiem inaczej... Śmiać się nie potrafię... Pragnę, by mój Anioł jak najszybciej się pojawił, przyniósł mi na skrzydłach Karola... Tak chcę... Normalnie już nie funkcjonuję... Wyczekuję w ciemnym kącie postaci... Mojego Anioła... Tylko mojego....
Powiedział mi kiedyś, że jest i zawsze będzie... Więc skoro tak, to gdzie on jest teraz??!! ... Moja bezradność sięgnęła granic ... siedziałam na parapecie, wzrok miałam utkwiony w jeden martwy punkt... Ludzie myśleli, że jestem duchem, ponieważ byłam tak pobladła... Nic nie potrafię jeść... nie funkcjonuję już... Pragnę tylko jednego ... zapomnienia... I mojego Anioła... Ach, gdzie teraz jesteś??!!
Wieczorem, kiedy straciłam ostatnie resztki nadziei, postanowiłam skończyć ze sobą... Miałam dość życia... Nie widziałam w nim sensu ... żyłam złudną nadzieją...Teraz postanowiłam zaczerpnąć ukojenia... To była natychmiastowa decyzja ... bardzo podbudowana... Pragnęłam tego z całych sił... Postanowiłam spaść z okna... Polecieć choćby przez moment poczuć się jak mój Anioł... Bez skrzydeł... Cała we łzach... Po prostu spaść... Na samo dno rozpaczy ... zarzekną się samobójstwa !!
Białe mury upadły... Jestem pewna... On nie przyleci... A Karol do mnie nie wróci... Stanęłam na krawędzi... Wychyliłam się lekko za okno, spojrzałam na ruchomą ulicę... Było głośno, każdy się dokądś spieszył... Było mi jakoś lżej... Ale sama nad sobą próbowałam zapanować... Uspokoić swoje zmysły... Bo wszystko sprzeciwiało się przeciwko mnie, całe moje ciało mówiło : nie skacz, n i e s k a c z , n - i - e s - k - a - c - z !!... Ja jednak, uparcie trwałam w swoim postanowieniu... Niebo było atramentowo ... granatowe... Gwiazdy spoglądały