Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 7 min czytania

Poniedziałek

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Z ulgą zatrzasnęła za sobą drzwi i zamknęła zamek.

- Co za paskudny dzień. - Powiedziała sama do siebie. - A na dodatek jeszcze się nie skończył.

Chyba nikt szczególnie nie przepada za poniedziałkami, a już Anna szczególnie. Zazwyczaj ma taki nawał pracy, że nie dość, że musi zostawać po godzinach, to jeszcze często zdarza się, że koniecznym jest, by popracowała w domu do późnych godzin nocnych. Dzisiejszy poniedziałek również nie należał do wyjątków. Zapowiadał się długi wieczór i co najmniej tak samo długa noc.

- Najgorsze jest to, - czasem przebiegała jej przez głowę taka myśl - że nawet kot nie przyjdzie się przywitać.

Pewnie i by przyszedł, gdyby go miała. Niestety przy jej trybie życia, Anna nie mogła sobie pozwolić nie tylko na partnera życiowego, ale nawet na kota. A bardzo kochała te zwierzaki, gdyż towarzyszyły jej niemal od zawsze. Czasem tylko odwiedzała ją matka.

- Aniu! - Usłyszała za sobą głośny szept dochodzący z dużego pokoju. - Mamuś? - Rozpoznała głos rodzicielki. Wprawdzie nie spodziewała się jej, ale mama uwielbiała składać jej niezapowiedziane wizyty.

Anna zapaliła światło i weszła do pokoju, gdzie spodziewała się zastać, jak to nie raz miało już miejsce, zaspaną matkę, która czekając na jej powrót, kładła się "na chwilę" na kanapie.

Jakież było jej zdziwienie, gdy pokój okazał się pusty, a już na pewno nie było w nim miłego gościa, którego miała nadzieję zastać i który wyszeptał jej imię. Anna poczuła, że gęsia skórka powoli pokrywa całe jej ciało. A mrok za oknami bynajmniej nie dodawał otuchy.

- Jest tu kto!? - Spytała głośno i na tyle pewnie, na ile pozwalało je ściśnięte z przerażenia gardło.

Omiotła pokój spojrzeniem w poszukiwaniu intruza, jednocześnie sięgając ręką do torebki po paralizator, który dostała w prezencie od matki. I tak jak się można tego było spodziewać, nie otrzymała odpowiedzi na zadane przed chwilą pytanie.

Pobieżny przegląd pokoju nie pomógł w zlokalizowaniu potencjalnego napastnika. Kiedy gruntowniejsze poszukiwania również nie przyczyniły się - na całe szczęście, jak pomyślała Anna - do odnalezienia autora szeptu, dziewczyna stwierdziła w duchu, że to ze zmęczenia musiało jej się wydawać.

Ania zasiadła przy biurku i włączyła komputer. Czekało ją dokończenie raportu na jutro, a to oznaczało tylko jedno. Należało się zaopatrzyć w sporą ilość kawy. Wyłączyła monitor i udała się do kuchni zaparzyć dużą "małą czarną".

Woda żwawo tańczyła a gwizdek nałożony na czajnik, wyśpiewywał sobie tylko znaną melodię. Gdy napój podtrzymujący jawę był gotowy, Anna również poczuła się przygotowana do rozpoczęcia, a właściwie kontynuacji rozpoczętej pracy. Trzymając oburącz gorący kubek z nalaną po brzegi kawą, szła ostrożnie do pokoju.

Brązowa plama błyskawicznie rozpełzała się po jasnym dywanie, wczołgując się pod stopy przerażonej Anny, która z trzęsącymi się rękoma wpatrywała się w migoczący ekran monitora.

- Jestem pewna, - powtarzała w myślach od dwóch minut - że go wyłączyłam. Zawsze wyłączam, gdy odchodzę na dłużej.

Nawet osiem kubków kawy takiej jak ta, która zdołała dotrzeć już do krańców swych możliwości wsiąkania w dywan, a także która zdołała już prawie wyschnąć, nadając mu nowy, niepowtarzalny wzór i kolor, nie zdołałoby tak silnie pobudzić ciała i umysłu Anny, jak ten włączony…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%