Horror · 11 min czytania
Popaprańcy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
„Popaprańcy”
Nie mam pojęcia, kiedy to się wszystko zaczęło. W jednej chwili była cisza i spokój, a w drugiej w mgnieniu oka całe miasto ogarnął szał zabijania. Nie było tu mowy o motywach rodem z „Komórki” Stephena Kinga. Nikt tutaj w nocy nie szedł spać na boisku. Ani chwili wytchnienia, ludzie ogarnięci szałem zabijania byli aktywni całą dobę. Zanim skupimy się na tym, co dzieje się teraz, warto jeszcze wspomnieć o samym sposobie zarażenia. Jak wspomniałem nie wiem do końca jak i od kogo to się zaczęło. Wiem tylko, że roznosi się cholernie szybko i to nie przez sam bezpośredni kontakt i ugryzienie. To świństwo wisi w powietrzu i ja to czuję. Nie wiem jak wytłumaczyć to, że sam nie latam jeszcze wściekły i nie zabijam ludzi, ale zdaję sobie sprawę, że jest to tylko kwestia czasu. To trwa już jakieś dwa może trzy miesiące, straciłem rachubę czasu. Szczerze mówiąc jestem tym wszystkim wyczerpany. Zdarzyło mi się nawet parę razy modlić żebym rano obudził się dziki i wściekły. Jednego jednak nie dopuszczam do głowy, mianowicie nie mam zamiaru dać się zagryźć popaprańcom. Gnoje nic a nic nie straciły na inteligencji. A że w każdym człowieku siedzi gdzieś w środku chęć zabijania, torturowania i znęcania się na wszelkiego rodzaju sposoby, to oni to właśnie robią. Parę dni temu widziałem jak grupka zarażonych bawiła się młodą dziewczyną sprawdzając, który z nich wygryzie jej na żywca większy ochłap mięcha. Straszny widok, wzmocniony przerażającym uczuciem, że nic a nic nie można zrobić… Zapomniałem wam wspomnieć o jednej ważnej rzeczy. Oni jak chcą potrafią zachowywać się całkiem normalnie. Nie raz można natknąć się na wydawałoby się zdrową osobę, a za parę sekund czujesz jak jej kły wbijają się prosto w twoją krtań. Dla sprostowania, ten konkretny przypadek może wam się przytrafić tylko raz w życiu. Tak mniej więcej przedstawia się aktualna sytuacja, skupmy się teraz na chwili obecnej, bo tak się składa, że jestem w tak zwanej czarnej dupie i mam przed sobą ostro wściekłego sukinsyna, który wdarł mi się nad ranem do kryjówki i nawet przez chwilę nie udawał normalnego. Stoi w tej chwili trzy metry ode mnie. Z gęby cieknie mu gęsta ślina pomieszana z krwią, co oznacza, że całkiem niedawno udało mu się dopaść jakiegoś innego nieszczęśnika. Cała sprawa z popaprańcami ma się o tyle dobrze, że da się ich utłuc jak każdego innego normalnego człowieka. Dziwnie to brzmi, ale jeśli chce się przetrwać trzeba się do tego przyzwyczaić. Sam jestem już blisko setki, bardzo blisko. Wiecie co, jeśli tylko uda mi się ubić tego ogromnego skurwiela będę miał dziś mały jubileusz. Bo ten właśnie będzie setny!!! Nauczyłem się patrzeć im w oczy bez lęku. Nie zrozumcie mnie źle, boję się jak cholera, po prostu umiem już wpatrywać się w nich bez zmrużenia oka zupełnie tak samo jak to robią oni. Daje mi to zawsze parę sekund przewagi zanim rzucą się wściekle do ataku. Z tym, że tym razem wyjątek zdawał się potwierdzać regułę, bo ten zasraniec wpadł do środka, rozejrzał się, postał chwilkę, oblizał się z uśmiechem i ruszył… Wydają z siebie przeraźliwe, mrożące krew w żyłach dźwięki. Zupełnie nieludzkie. Kiedy tylko się do zbliża wymierzam mu kilka ciosów metalową rurką, którą zawsze mam przy sobie. Udaje mi się go trochę oszołomić, jest okazja żeby się wymknąć. Zrywam się do ucieczki, dobiegam do drzwi, ale tutaj czeka na mnie kolejna przykra niespodzianka. Nasz ogromny przyjaciel przyprowadził ze sobą swoją dziwkę. Kobieta przed przemianą musiała zostać ostro poturbowana, pewnie jej koleś tak ją oprawił. Wypłynięto oko, wybite zęby, cała twarz jak po walce bokserskiej. W prawej ręce dość wyraźnie można było dostrzec otwarte złamanie przedramienia. Tak się zagapiłem na jej szpetną mordę, że nie zauważyłem, kiedy wyrywa mi z ręki rurkę. Mało tego, postanowiła zrobić z niej od razu użytek, a ja byłem celem podróży wprawionego w ruch narzędzia. Cios w głowę powalił mnie na ziemię i od razu poczułem w ustach metaliczny smak krwi. Leżąc na ziemi kątem oka widzę, że babsko już wykonuje kolejny zamach. Tępy ból, niesamowity pisk w głowie…straciłem przytomność…
- Hej ocknij się w końcu, nie mamy całego dnia! – z początku zupełnie jakby z sąsiedniego pokoju, a z czasem tuż nad swoją głową słyszałem próbujący dotrzeć do mnie damski głos. Otworzyłem powoli oczy i zobaczyłem piękną młodą dziewczynę rozglądającą się nerwowo i patrzącą raz po raz na mnie. Oszczędziłem sobie głupiego tekstu z zapytaniem czy umarłem i czy ona jest aniołem. Nie było mi do śmiechu. Ból głowy bardzo szybko dał o sobie z powrotem znać, a ja przypomniałem sobie o incydencie z popaprańcami. - Co się stało z tymi gnojkami? Kimkolwiek jesteś dziewczyno uciekaj nim się na ciebie rzucę, bo one na pewno mnie pogryzły! - Nic ci nie będzie, odstrzeliłam im łby zanim zdążyły się do ciebie na dobre zbliżyć. Swoją drogą musisz mieć pustą makówkę skoro po takich ciosach nadal jesteś wśród żywych – zażartowała i uśmiechnęła się delikatnie, a ja jak tylko mogłem najszczerzej odwzajemniłem uśmiech wykrzywiając chwile potem twarz w grymasie bólu. Musiało to wyglądać komicznie. - Kim jesteś? – zapytałem, ale nie odpowiedziała na pytanie. Szarpnęła mnie mocno i kazała wstawać. Powiedziała tylko szybko, że nie ma na to w tej chwili czasu i że musimy spadać, bo wkoło kręci się mnóstwo zarażonych. Dziewczyna miała przy sobie broń, nie mam…