Inne · 10 min czytania
Popiół Feniksa
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Stał samotnie na wzgórzu patrząc na spokojne morze. Wiedział, że nie ma innego wyjścia. Podróż... To było nieuniknione. W gruncie rzeczy tylko na to czekał całe życie. Wszystkie cele, marzenia, plany zmierzały wiecznie w tym kierunku. Musiał w końcu stanąć przed tą, właśnie tą decyzją. Przeczuwał już od dawna, że w końcu nastąpi ten dzień. Nie, nie było to przeczucie konkretnej sytuacji, ściśle określone i klarowne, a raczej jedno z tych setek milionów, które każdy z nas miewa praktycznie codziennie. Przeczucie nadchodzącego deszczu, za chwilę mającej się rozbić szklanki, zbliżającego się rozstania z bliską osobą. Każde było niemalże pewnością, mimo braku wyraźnych oznak. Zjawiało się tak po prostu, najczęściej w najbardziej błahych momentach życia, przy przekręcaniu klucza w zamku, spacerze bez celu wciąż tymi samymi, tak bliskimi, lecz zupełnie niewidzialnymi ulicami lub gnaniu do celu bez możliwości osiągnięcia go. Jego przeczucie nadeszło tak po prostu, dotknęło go wraz z nowym dniem, pozostawiając niezatarte piętno. Nie było, jak to czasem bywa, nieuzasadnionym lękiem, przykrą obawą, groźbą smutku, ani też nadzieją radości czy szczęścia. Tak naprawdę nie było nawet zapowiedzią zmian. Po prostu zrodziło się w nim, nie dając nawet wyraźnej sugestii, czym tak właściwie jest. Jedyną jego oznaką było to dziwne oczekiwanie, które nie pragnęło spełnienia. Syciło się samo sobą nie zostawiając zwykłej czekaniu pustki mającej być miejscem dla zbliżającego się celu. Przeczucie początku i końca, bez żalu za przeszłością, bez perspektyw na przyszłość, z nieistniejącą teraźniejszością. Tabula rasa. Nadszedł czas, że przeczucie stało się pragnieniem. Nie było to jednak pragnienie szczęścia czy miłości, samotności czy wieczności, tylko upadku dotychczasowych ideałów, które, w czysto intuicyjny sposób, zostały pozbawione sensu istnienia. A ideały te nie były w żadnym stopniu negatywne. Chęć wybicia się ponad ogół, stworzenia czegoś wielkiego, co pomoże światu, a nawet poświęcenie części życia na pomoc w znalezieniu siebie innym. Wszystko to jednak straciło blask, musiało zgasnąć i przejść w zapomnienie, podobnie jak tysiące innych skrawków codzienności niknących w zakolach pamięci. Ideały skrawkami codzienności... Jak najbardziej, jeżeli to intuicja nadaje im status. Potrafi zdradzić niewprawnych słuchaczy, jednak bywa tak silna, że nawet słuch absolutny zachwyci operą fałszywych dźwięków. Tym razem zwyciężyła nawet pragnienia duszy każąc podążać za sobą bez chwili wahania. Rześka bryza była zapowiedzią nieuniknionej bliskości końca. Koniec musiał nastąpić. Każda skała, głaz i kamień klifu zdawały się temu poddawać. On wiedział, że powinien pójść za ich przykładem. Nie było już odwrotu. Nie znalazł się tu, by móc się teraz wycofać. Pozorna decyzja była przecież już dawno podjęta. Myśl o ucieczce nie miała nawet odwagi pojawić się w jego umyśle. Liczył się tylko ten czas i to miejsce. Była to niemalże pewność, iż przyszedł na świat właśnie dla tej chwili. Podróż... Nie wiedział czego szukać ani gdzie podążać. Jedynie piętno przeczucia mówiło mu, że decyzja jest słuszna. Wyruszyć przed siebie i odnaleźć czasoprzestrzeń życia. To nie było łatwe zadanie, zważywszy na zupełny brak jakichkolwiek wskazówek czy znaków. Kreowanie nowego świata swojego umysłu, zapełnianie czystych kart pamięci, bo przeczucie przyniosło przecież z sobą również potrzebę zapomnienia, składanie skrawków czasu w życie – jedynie to wyznaczało trakt. Zamknął oczy, by chłonąć całym sobą niepowtarzalność tego uczucia. Nie liczyło się już nic oprócz pragnienia wolności będącej integralną częścią Podróży. Życie gnało nadal dzikim pędem. Obejrzał się jeszcze raz za siebie. Tego właśnie pragnął. Poczuć żar płonącej Duszy – Feniksa.
* * *
Nogi niosły go same. Wiedziały gdzie zmierzają, chodź umysł nadal błądził wśród popiołów duszy. Mijał dawne przestrzenie swojego dzieciństwa, zaułki młodości, krainy dorosłości, nie pozwalając sobie na chwilę wytchnienia. A przecież odpoczynek to to, czego teraz potrzebował najbardziej. Jego życie właśnie się skończyło, był skrajnie wyczerpany po długotrwałym procesie umierania, a czekała go jeszcze długa droga. Nie mógł marnować sił na mentalne wędrówki po czasach minionych. Ten rozdział dawno już się zakończył, choć pamięć nadal próbowała walczyć. Przesuwała przed jego oczami obrazy domu rodzinnego wraz z wiecznie uśmiechniętą i niezłomną matką, zabaw z siostrą i braćmi na słonecznych łąkach tuż obok sadu, ukazywała te długie chwile spędzone na rozmowach z dziadkiem o życiu i jego znaczeniu, przypominała wspólne snucie planów wraz z przyjaciółmi przy ogniskach w krótkie letnie noce i wspólne szalone wyprawy, gdy świat wydawał się wielki i wspaniały. W końcu, nie…