Przyjaźń · 7 min czytania
Poprostu prawdziwe cz.7 OSTATNIA
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Oboje byli szczęśliwi. Julka od początku pragnęła przeżyć pierwszy raz właśnie z Patrykiem. Kochała go i ufała mu bezgranicznie. Spotkali się jak zawsze w szkole. Patryk podbiegł do Julki z czarującym uśmiechem: - Hej Skarbie! – Powiedział i pocałował ją w usta. - Hej. – Powiedziała rozmarzona Julia. – Dzięki za wczoraj. Było super!. - No mam nadzieje – Odpowiedział Patryk z uśmiechem. – Widzimy się dzisiaj po lekcjach? - Oczywiście! Ale wybacz muszę już iść na lekcje. – Odpowiedziała i przytuliła go serdecznie. W klasie jak zawsze przy oknie siedziała Emilia. Z zaciekawieniem w oczach zwróciła się do przyjaciółki: - No! Nareszcie! Opowiadaj! - Emilka później Ci wszystko opowiem. Wiesz, jaki jest profesor. – Uśmiechnęła się. Po lekcji Emilia szybko dogoniła Julię. Załapała ją za rękę i zatrzymała ją. - No mów! - No to, od czego mam zacząć? – Uśmiechnęła się złowieszczym uśmieszkiem. - Hahahha nie rozśmieszaj mnie! Mów, jakie były twoje przeżycia! W końcu to twój pierwszy raz! Julka usiadła na schodach i zaczęła opowiadać. Z każdym jej słowem oczy Emilii powiększały się a usta otwierały coraz mocniej. Gdy skończyła Emilia powiedziała: - Szczęściara z Ciebie! Wychodzicie gdzieś dzisiaj? - Tak. A co? Miałaś jakieś plany związane z nami? - Nie. Tak się pytam – Puściła oczko i poszła uśmiechnięta. Po szkole Julka szybko wbiegła do domu. Nie mogła doczekać się spotkania z ukochanym. Ubrała się w niebieską krótką sukienkę, balerinki i wzięła małą torebkę. Wyszła wcześniej żeby się nie spóźnić. Usiadła w parku i spojrzała na zegarek. Za piętnaście szesnasta. Patryk miał być dziesięć minut temu. Może uciekł mu autobus? Odetchnęła. Tą ciszę przerwał dzwonek telefonu. Julka pospiesznie wyciągnęła telefon: - Emilia? Co jest? - Julka! Julka! Przyjeżdżaj szybko! Jak najszybciej się da! – Wykrzyczała do słuchawki. - Ale co się stało?! Gdzie mam jechać!? - Patryk! Patryk jest w szpitalu! Przyjeżdżaj jak najszybciej! Julii stanęło serce. Co się mogło stać?! Szybko pobiegła do szpitala. Miała blisko, więc zajęło jej to pięć minut. Podbiegła do pielęgniarki w recepcji i zapytała się gdzie może znaleźć Patryka: - Sala numer dziewiętnaście – Odpowiedziała pielęgniarka z łzami w oczach. Wbiegła po schodach. Nie chciała czekać na windę. - Numer dziewiętnaście. Gdzie ta cholerna sala! – Wykrzyczała. Znalazła. Nareszcie. Uspokoiła się i weszła do sali. Na łóżku leżał nieprzytomny Patryk. Był bardzo blady. Wokoło siedzieli rodzice i Emilia. Byli załamani. Nie wiedziała, co powiedzieć. Podeszła bez słowa. - Jesteś… - Powiedziała Emilia. - Co się stało?! Powiedzcie, co się stało! – Powiedziała Julka ze łzami w oczach. - On… - Głos matki Patryka załamał się. – On… Julka On umiera… - Po jej policzku popłynęły łzy. Nogi Julki ugięły się. Upadła na ziemię. Ojciec rodzeństwa szybko ją podniósł: - Wszystko w porządku? – Zapytał. - Co ma być w porządku?! Co?. Jak to umiera!? On nie może umrzeć! Co się do cholery dzieje?! - Wyjdźmy. – Powiedział. Złapał ją za rękę i pospiesznie wyszli z sali: - Julka… On jest chory… Umiera… Już nic nie poradzimy. Nie wiem, co robić. Lekarze nie dają szansy nawet na obudzenie. Każą mi się z nim żegnać. Powiedz mi jak mam się żegnać z własnym synem?!…