Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 4 min czytania

Poranek

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Budzi mnie niegłośny charkot mego budzika. Zaraz wstanę. Przeciągam się rozkosznie, a moje kostki chrupią sobie w takt jakiejś melodii. Śpiewam sobie do niej ziewając nieustannie. Wreszcie spuszczam nogi z łóżka. Obydwie. Nigdy nie wstaję, ani lewą, ani prawą nogą. Błądzę ręką po potarganych włosach, targając je jeszcze bardziej i myśląc co by tu zjeść na śniadanie. Z tego wszystkiego jak zawsze wyrywa mnie widok mojego małego ogródka. Wynajmuję pokój u jednej starszej pani. Jest to niewielka klitka, w której mieszczą się tylko: łóżeczko biureczko i niewielka szafeczka. Jedynym pocieszeniem dla mnie, dla tej, która uwielbia wymagającą przestrzeń jest całkiem sporych rozmiarów balkon, który stopniowo zapełniam roślinami tak, że już nie mam się gdzie poruszać. Jak zwykle wdycham wilgotny, świeży zapach i rozmyślam o brązowych włosach między palcami, o niebieskich oczach, które zamykają się w zapomnieniu. O zapachu, który zapada w pamięć bardziej niż wszystko inne. I znów nie wiem czy to tylko sen, iluzja i kłamstwo, czy prawda. Wiem, na szczęście, że szczerość gdzieś w tym leży. Jestem idealistką, wierzę, że to marzenie się spełniło i nadal się spełnia. Nie rezygnuje z marzeń, mam nowe. Krok mój zamienia się w taneczną burzę zmysłów, wykonywaną na palcach. Pocałunki jakie przesyłam mijanym sprzętą są tylko wyrazem uwielbienia dla siebie i szczęściem, jakie ogarnia moją duszę z całych sił. Tak naprawdę nienawidzę ich. Wbijam z całej siły paznokcie w przegub, żeby to, co, jak pamiętam było prawdą, okazało się prawdą. Nie błądzę wśród niemych znaków. Po prostu chciałabym być już pewna. Żeby naprawdę to, co było niewymowne, stało się wymowne. Żeby to, co mnie dręczy i męczy było wspaniałością, ideą…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Poranek — czytnik · opowiadania