Filozofia · 5 min czytania
Poranek
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Budzę się i zdaję sobie sprawę, że nic nie uległo zmianie. Podświadomie staram się jeszcze mieć zamknięte oczy, bo mam nadzieję, że coś się zmieni, że to minie, a ja będę mógł normalnie zacząć kolejny dzień. Zamykam usta i czuję jak bardzo są wypalone, jak lepiące są ich powierzchnie. Ich wygląd przypomina wypaloną ziemie, tak suchą, że widać pęknięcia, które proszą o kropelkę wody. Dotykam ich dłońmi i ponownie napawa mnie chęć ich drapania, odrywania kawałek po kawałku, aby poczuć ich prawdziwą miękkość, naturalność, żeby znowu mogły poczuć jak to jest być nie narażonym na ciągłe działanie powietrza. Powietrza, które działa na nie niczym ognisty podmuch zabierający ostatnie drobinki wilgoci. W końcu decyduję się na podniesienie powiek. Leżąc na boku widzę siebie w lustrze. Boję się swojego odbicia, które przypomina człowieka zmęczonego, wyczerpanego kolejnymi porankami i ciągłym poczuciem bezsilności. Odwracam się na plecy i nabieram powietrza. Odczuwam niemoc. Nie mogę go wciągnąć przez moje nozdrza, a więc nic nie uległo zmianie. Otwieram usta i czuję jak tlen wypełnia moje płuca, czuję jak się podnoszą i jednocześnie odczuwam ból głowy, który towarzyszy mi co rano już od dłuższego czasu. Jedna część mnie pragnie się podnieść i zacząć walkę z moją bezsilnością, a druga już dawno została pokonana i nie ma sił aby ponownie wstać i walczyć. Nogi są ciężkie, jakbym miał przykute je do ołowianych kul. Nabieram powietrza jeszcze kilka razy i uświadamiam sobie, że teraz mój organizm przebudził się ze snu. Jakże dobrze mi się śniło nie mając świadomości, że podczas nocy mój organizm powraca do stanu z wczorajszego poranka. Sięgam ręką pod łóżko i wyciągam poranny „zestaw śniadaniowy”. Rolka papieru toaletowego i mała fiolka kropel do nosa. Rozwijając papier, mam coraz mniej siły i woli w sobie aby przyłożyć go do mojego nosa i z całych sił postarać się opróżnić przegrody, o których nigdy bym nie pomyślał, że mogą sprawić tak wiele problemów. Zdaję sobie sprawę, że im bardziej się staram tym mam coraz większe zawroty w głowie, a mój stan się nie poprawia. Narasta we mnie złość, a bezsilność…