rodzina · 7 min czytania
Poranna kawa
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Podczas mojej nieobecności przestawił regał z książkami do kąta na wprost kibla. Moje książki na wprost kibla! I nie dosyć, że zrobił to bez mojej zgody, to jeszcze nie raczył wszystkich poustawiać na półkach. Wpychając je na ścisk na górną półkę, nagle kucnęłam, bo kilka spadło na podłogę. I w tym momencie uderzyła mnie ciężka antyrama. Spadła z wysoka prosto na moją głowę.
- Cholera! – zaklęłam. – Co za dureń ustawia antyramę na ruchliwym regale? - Przymknij się, dobrze?! - Brakowało kilku centymetrów, a uderzyłaby mnie w skroń. Albo w oko. Mogła się stać tragedia, mogłam umrzeć albo stracić oko. - Skończysz wreszcie? – odezwał się Maurycy. – Chciałbym mieć trochę spokoju. - To przez ciebie! Kto ustawia ciężkie antyramy tak wysoko? A gdyby spadła na któreś z dzieci? Pomyślałeś o tym?! Mogłaby je zabić!
Kucałam jeszcze przez chwilę na podłodze, w tym czasie młodsza córka Gabrysia przytuliła mnie i pocałowała w miejsce, w które uderzyło zdjęcie oprawione w ramkę. Bolało, intensywnie je masowałam. Podniosłam się z klęczek i poszłam do kuchni zaparzyć kawę w expresie przelewowym. Cudowną kawę z Kolumbii, której coniedzielny rytuał parzenia i picia towarzyszył mi od dłuższego czasu.
Po chwili wróciłam do pokoju męża, by zabrać resztę moich książek walających się po podłodze. Specjalnie nadepnęłam mu na nogę, udając, że zrobiłam to przypadkiem. Uderzył mnie w biodro i wciąż trzymając zaciśniętą pięść planował drugie uderzenie.
- Jesteś wariatką! Wiesz? – syczał jak wąż, siedząc na podłodze i popijając swoją kawę z pomarańczowego kubka. – Słusznie zrobili, że wyrzucili cię z pracy.
Ustawiałam książki, słuchając jego złośliwych, bezpodstawnych tekstów. Nie miał racji, chciał mi zwyczajnie dokuczyć. I dokuczał, śmiejąc się przy tym szyderczo. Jak mały człowieczek.
- Bardzo dobrze, że cię wyrzucili! Nic nie umiesz! Do niczego się nie nadajesz! Ciebie też powinienem stąd wyrzucić. Nie jesteś tutaj nikomu potrzebna. - Zamknij się! – krzyczałam, trzęsąc się w środku. – Gabrysiu, zamknij drzwi od pokoju taty. Nie mogę go słuchać.
Część 22 / 2
On jednak nie zamierzał przestać, nakręcał się jeszcze bardziej. Istny diabeł w niego wstąpił.
- Magda! – powiedział do starszej córki, wciąż dręcząc mnie złośliwym rechotem. – Przynieś telefon! Chcecie porozmawiać z babcią? Zadzwonimy do babci i powiecie, że mamę wywalili z roboty. - Jak to wywali? – dziwiła się córka. – Przecież mama pracuje.
Zaczął wybierać już numer w telefonie, w trybie głośnomówiącym. Słyszałam sygnał. Umawialiśmy się inaczej, że nikomu o tym nie powie. A już nigdy, przenigdy moim rodzicom, którzy wyśmialiby mnie i uważali, za nieudacznika, jak mieli niestety w zwyczaju to czynić, gdy spotykało mnie jakieś nieszczęście. Definiując, że wszystko zawsze działo się z mojej winy. Nie! Tego było już za wiele!!
Wściekła wkroczyłam do pokoju. Podniosłam z podłogi jego kubek z kawą i wylałam ją na niego. A następnie kilkakrotnie uderzyłam go nim w głowę. I wybiegłam, rzucając kubek na podłogę. Zamknęłam się w łazience na zasuwkę. Znam go, wiem jaka mogła spotkać mnie za to kara. Tym razem stało się inaczej.
- Boli! – usłyszałam głośne wycie. - Boooli!
Zaniepokojona zajrzałam do pokoju. Klęczał na podłodze,…