Filozofia · 9 min czytania
Porcelanowa lalka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Pamiętam stojącą w rogu szafy lalkę mojej siostry, Laury. Laleczkę z porcelany. Była jej nierozłączną towarzyszką nawet, gdy Laura dorosła. Absurdalnie zastanawiałem się, czy lalki miewają uczucia. Czy widzą? Jeśli tak, co myślała porcelanowa laleczka, widząc, jak moja siostra wyskakuje przez okno?...
Teraz, gdy po latach odważyłem się wejść do zakurzonego pokoju, odnalazłem ją wzrokiem, leżącą w tym samym miejscu. Podszedłem powoli, choć jedyną płochą tu rzeczą były cienie. Przez poszarpane, poplamione zasłony, osmolone dymem i brudem, wydobywał się blask wschodzącego słońca. Próbowałem ignorować natłok myśli i wspomnień związanych z tym miejscem.
Spojrzałem na lalkę i wyciagnąłem wskazujący palec. Gdy kurz schodził z lalki wraz z nim, na mojej twarzy zastygało przerażenie. Tak bardzo zmieniła się siostrzana zabawka z porcelany. Pamiętałem jeszcze jej usteczka, słodko wymalowane błyszczącą czerwienią. Małe, wydatne, perwersyjnie zaciśnięte usta. Pod moim palcem ujrzałem je wygięte, spływające w dół brody z czasem. Pamiętałem prosty nosek, którego już nie było, choć zawsze widniał, prowokujący swą małością. Rumiane policzki były bez kształtu i wyrazu. Dumne, świetliste oczy były lodowate i zamglone, jak wzrok szlachcianki wyrwanej z zaczytania. Drobne rączki ułamane. Sukienka poszarpana, bucików już nie było. Nie było też kapelusiku barwy akwamarynu, a złociste loczki, tak ułożone, rozsypały się niedbale wokół małej główki. Dumna, nieposkromiona w swej bieli porcelanowa laleczka. Tak krucha. Prawie tak, jak jej dwie bliźniaczki, lalka ze szmatek i z alabastru. Wszystkie należały do Laury. Nikt nigdy nie wiedział, dlaczego odeszła, i dlaczego skacząc, trzymała je w objęciach. *
- Ja już nie umiem. Odejdź. To był bezwiedny szept. Tylko trawa usłyszała. Muśnięcie słów okryło ją na krótko ciepłymi kropelkami pary. Leżała twarzą do ziemi, opierając czoło o kamień. Rosa wieczorna spływała jej po policzkach. Lalka roześmiała się cicho, tak gorzko i żałośnie, jak tylko potrafiła. Trucizna płynęła w jej żyłach, i paliła, i piekła bez litości. Śmiech przemienił się w rozpaczliwy szloch. Słone krople żarły skórę twarzy tak wychudłej, iż wyglądała jak folia naciągnięta na czaszkę. Złożyła dłonie w błagalnym geście. Uniosła podbródek znad ziemi, rozejrzała się błękitnymi oczami zapadniętymi w oczodoły i krzyknęła jak wystraszony ptak. - Zostaw mnie w spokoju! Wyniszczenie fizyczne było niczym w porównaniu z ruiną wewnętrzną. Z jej ust wydobył się niewyraźny bełkot, po czym przetoczyła się na bok i zwymiotowała krwią na burzę jasnych, lecz zabrudzonych ziemią, skołtunionych włosów. - Nienawidzę Cię. Ręce zaczęły jej przeraźliwie drżeć. Uniosła się na łokciach do pozycji siedzącej. Chwyciła dłonią gałąź pobliskiego młodego drzewa i wstała. Dygotała jak w febrze, trzymała się gałęzi i zgniatała ją zamarzającymi od chłodu wieczora palcami. - Skoro nie zostawisz mnie, zostaw chociaż ją. Nienawidzę jej, ale nie zabijaj. - Szeptała rozglądając się za szmacianą siostrą. - To tylko zemsta – odpowiedział po chwili uporczywego milczenia. - Zemsta za moją krzywdę?! - Zabiję ją, byś zobaczyła, co dzieje się ze zbyt słabymi. Myślisz, że ją nienawidzisz? Kochasz ją, mimo że nigdy jej nie znałaś. Kochasz, bo ona cię rozumie. Nie zna, ale rozumie. Końcami palców uniósł w górę jej podbródek. - Jestem zły – szepnął cicho pochylając się nad jej twarzą – a ona, jak przedtem ty, nie uwierzy. - Zabij mnie, ale zostaw ją. To tylko lalka... Łzy napłynęły jej do oczu. Mężczyzna wciągnął powietrze i przekręcił jej głowę w bok z potężną siłą. W jej karku rozległo się chrupnięcie, przypominające pękający kamień, na który ktoś nieopatrznie stanął obcasem. Lalka z porcelany nie wydała z siebie żadnego odgłosu. Osunęła się na ziemię cicho i lekko - bez przerażająco smutnej muzyki i zwolnienia, które towarzyszyłyby jej śmierci na filmach.
Szmacianka, jej siostra, cała dygocąca ze strachu, patrzyła na to z półotwartymi ustami. - Zabiję, ale nie zostawię. – wyszeptał, spoglądając z bólem na…