Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 27 min czytania

Portrecistka śmierci

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Leżeli w łóżku obok siebie, wśród białych fałd puchatej kołdry nie było ich prawie widać. Było już sporo po północy, ale oni nie zamierzali jeszcze zasypiać. Właśnie skończyli się kochać, co o dziwo nie było dość częstym zjawiskiem, jak na sypialnie dwojga młodych ludzi. Artur zaciągał się z wolna papierosem i patrzył jak niebieskawe kłęby tytoniowego dymu rozpraszają się w nasyconym hormonami powietrzu, ona natomiast leżała nieruchomo jak cmentarny nagrobek, trwając w zamyśleniu. Zgasił niedopałek w popielniczce z zielonego szkła i odłożył ją na szafkę nocną. W niczym nie zmąconej ciszy dało się usłyszeć bicie ich serc. Artur postanowił przerwać milczenie. -Powiedz mi coś kochanie. Jesteśmy już ze sobą ponad miesiąc, a tak naprawdę się nie znamy. Czemu nie chcesz mi powiedzieć niczego o sobie? -Wiesz już wystarczająco dużo – odparła oschle. -Wiem praktycznie tylko to, jak się nazywasz! Jedyne co nas łączy to seks, ale ty i tak wydajesz się w niego nie angażować. – powiedział smutno, jakby z wyrzutem. -To nie tak, ja… ja po prostu… z resztą nie ważne. -I właśnie tak kończy się każda moja próba porozmawiania z tobą. „Nie ważne” nie załatwi wszystkiego. -Pogadamy rano, teraz chce mi się spać. – powiedziała, po czym odwróciła się na prawy bok i zamknęła oczy. -Super… miłych snów! – odparł, prawie krzycząc. Również odwrócił się do niej plecami. Wyglądali jak para obrażonych przedszkolaków, które pokłóciły się o pierwszeństwo zabawy plastikową koparką. Artur długo jeszcze nie mógł usnąć, rozmyślając czy rzeczywiście zrobił dobrze zakochując się w Karolinie. No cóż, nie mógł nic na to poradzić, miłość nie jest niewolnicą umysłu, czasem płata niemałego figla, wybierając jako obiekt uczuć najmniej odpowiednią osobę. W rzeczywistości było wiele rzeczy, których Artur nie wiedział o Karolinie. Ogólnie rzecz biorąc była to cała jej burzliwa przeszłość. Często zastanawiał się, dlaczego jest taka małomówna i zamyślona, szczególnie po ich zbliżeniu. Nie mógł jednak znać powodu tego zachowania, wiedziała o tym tylko ona i nie kwapiła się, aby dzielić się tym z kimkolwiek, nawet, a może szczególnie, z nim. Karolina mieszkała kiedyś ze swoimi rodzicami, dopóki nie zginęli oni w pożarze. Była jedynaczką. Pewnego wieczora, miała wtedy niespełna 12 lat, jej ojciec jak co wieczór, osuszał kolejną butelkę piwa. Ona siedziała w swoim malutkim pokoiku bawiąc się starą lalką, którą miała odkąd sięgała pamięcią wstecz. Zawsze uciekała do swojego świata, kiedy ojciec zaczynał pić. Często kończyło się to kolejnymi siniakami, zarówno dla niej jak i dla jej matki. Tego wieczora mamy nie było w domu, była na nocnej zmianie w fabryce słodyczy, pracowała na dwa etaty, aby wykarmić rodzinę i utrzymać przynajmniej minimalny status życia. Ojciec dopił piwo i wyłączył telewizor. Wydawał się jakiś nieobecny, lecz tym razem nie było to skutkiem upojenia alkoholowego. W jego pustej, zapitej głowie zrodziła się myśl, idea, która normalnemu człowiekowi wydałaby się chora i niemoralna. Stefan wstał, zatoczył się i wpadł na drzwi od pokoju córki. Zapukał delikatnie, aby jej nie przestraszyć. Chwycił za klamkę, były zamknięte. „Gówniara się boi” pomyślał. Przesunął spoconą dłonią bo tłustych włosach i zapukał jeszcze raz. Cisza. „Otwórz kochanie, to ja, tatuś” wybełkotał swoim chropowatym głosem. Chwile później usłyszał chrzęst zamka i drzwi uchyliły się powoli. Tuż przed nim stała Karolina, ubrana w sprany i nieco przetarty miejscami łachman, który pierwotnie był różową sukienką. Stefan wszedł do pokoiku. Drzwi zamknęły się. Kilka sekund później usłyszeć można było krzyk Karoliny, stłumiony po chwili brudną, męską dłonią. Wtedy ojciec zgwałcił ją po raz pierwszy. Robił to później jeszcze wiele razy, kiedy matki nie było w domu. Zabronił Karolinie komukolwiek o tym mówić, a na zachętę uderzył ją w twarz otwartą dłonią. Teraz, mając dwadzieścia dwa lat, wciąż o tym pamiętała. Po każdym razie kiedy kochała się z Arturem wracały do niej koszmary z przed lat. Sytuacja, którą tak bardzo chciała wymazać ze swojej pamięci powracała często, czy tego chciała czy też nie. Czuła wtedy to samo, co podczas tych strasznych chwil z tym facetem, zwanym, chyba na wyrost, ojcem – nienawiść. Nienawidziła całego męskiego rodzaju. Mimo to zawsze miała jakiegoś partnera, który prędzej czy później jednak definitywnie znikał z jej życia.

Słońce wstało tego ranka punktualnie o 5:30. Jego jaskrawe promienie muskały włosy Karoliny, przechodząc wcześniej przez szybę. Stopniowo przesuwały się coraz niżej i niżej, aż wreszcie dotarły do jej zaciśniętych powiek. Otworzyła oczy, lecz musiała od razu zamknąć je z powrotem, gdyż oślepiający blask wypalał jej źrenice. Przeciągnęła się leniwie, uchyliła ostrożnie lewą powiekę, potem to samo zrobiła z prawą. Kiedy wzrok przestawił się na warunki dzienne wstała z łóżka i ubrała kapcie. Poczłapała do kuchni zaparzyć świeżą kawę. Była niesamowicie rozczochrana, w nocy miotała się po całym łóżku, nękana koszmarami. Mniej więcej po minucie obudził się również Artur. On też przeciągnął się ospale i usiadł zrezygnowany, widząc, że druga strona łóżka jest pusta. Przynajmniej jedno mieli ze sobą wspólnego – wstawali w taki sam sposób. Spojrzał na budzik leżący na nocnej szafce i przeklął pod nosem, było dopiero wpół do siódmej. Na uczelni musiał być dopiero za godzinę, więc mógł spać jeszcze co najmniej dwadzieścia minut. „Walić to” pomyślał i rozprostował nogi. Do jego nozdrzy dotarł pobudzający zapach kawy. Chociaż jego umysł był otępiały wydedukował gdzie znajduje się obecnie Karolina i szybkim krokiem dotarł do kuchni. -Dzień dobry kochanie – podszedł i chciał pocałować ją w policzek, ona jednak uniknęła tego uchylając się. – co się stało? Znów wstałaś lewą nogą? -Nie ważne. -Cholera! Znowu to twoje „Nie ważne”! Nie mogłabyś chociaż raz zachowywać się normalnie?! –podniósł nieco głos. -Chcesz powiedzieć, że jestem nienormalna?! To chcesz mi powiedzieć?! – wykrzyczała, czując ściskanie w gardle. Wiedziała, że zaraz się popłacze, choć tak naprawdę nie miała ku temu powodów. Po prostu chciała płakać. -O co znowu ci chodzi? Masz zły humor, rozumiem, ale nie musisz na mnie wrzeszczeć od rana! -Ty nie wiesz jak to jest, kiedy na ciebie wrzeszczą. – odparła smutno, zaczynała szlochać. -Jaka specjalistka od wrzasków… - powiedział ironicznie, po czym przełknął spory łyk ciepłej kawy, która chwilę wcześniej znalazła się w kubku. -A żebyś wiedział! Nie przeżyłeś tego co ja! -A co takiego niby przeżyłaś? Ojciec wyżywał się na tobie wrzeszcząc ci od rana do ucha? – chciał jej dopiec, ale nie zdawał sobie sprawy, że wspomnienie o ojcu tak ją poruszy. Karolina wybiegła z kuchni zasłaniając twarz dłońmi. Po chwili Artur usłyszał trzask drzwi wejściowych. „Wybiegła z mieszkania. Nie dobrze… Bardzo kurwa nie dobrze… chyba za bardzo się uniosłem…”. Położył głowę na stole i zamknął oczy. Tak bardzo ją kochał, tak wielkim darzył ją uczuciem. Może jednak dla dobra obojga powinien z nią zerwać? Wciąż myślał, starał się przewidzieć przyszłość, oceniał ich szanse na normalny związek. „To się kurwa nie uda” stwierdził wreszcie i spojrzał na godzinę wyświetlaną na zegarku zamontowanym w kuchence gazowej. Leżenie na kuchennej ławie zajęło mu blisko pół godziny, więc wstał i szybkim krokiem udał się do sypialni. Ubrał te same rzeczy co dnia poprzedniego, nie chciało mu się przeszukiwać szafek w poszukiwaniu świeżej bielizny. Od dziecka wyznawał zasadę „Po co się myć, skoro można się podrapać?”. W pośpiechu opuścił mieszkanie, aby zdążyć na uczelnie.

Kiedy wrócił do domu było około 17:00. Po wykładzie wstąpił jeszcze do klubu „Rain” z kilkoma kolegami. Lubił tam chodzić, zawsze wypił kilka piw i rozluźnił się nieco przy grze w bilard. Kiedy otworzył drzwi mieszkania i wszedł do środka od razu uderzył w niego zapach farb olejnych i terpentyny. Woń aż wwiercała się w jego płuca. Owa gama aromatów oznaczała tylko jedno – Karolina maluje. Zdjął buty i skierował się do salonu. Tam smród był jeszcze silniejszy, ale po jakimś czasie receptory nosa przyzwyczajają się, i praktycznie nie czuje się już uciążliwego zapachu. Pierwsze na co zwrócił uwagę przekraczając próg były rozłożone sztalugi, na których znajdował się obraz. Nie widział go wcześniej, więc domyślił się, że to dzisiejszy twór Karoliny. Nie odrywając wzroku od płótna powiedział głośno „Wróciłem już!”, po czym podszedł, aby bliżej przyjrzeć się malowidłu. Przedstawiało ono mężczyznę zachlapanego krwią w okolicach brzucha i klatki piersiowej. Leżał na czymś, co wyglądało na sofę, również czerwoną od posoki. Na szyi zaciśnięty miał dziwny biały przewód, być może kabel. Na obrazach Karoliny, które widział kiedyś w jej mieszkaniu, tematyka była zbliżona. Epatowała z nich przemoc, krew, ogień. Artur nigdy nie rozumiał dlaczego obrała sobie akurat taką tematykę. Być może chciała zaszokować odbiorcę, lub po prostu w dzieciństwie oglądała za dużo horrorów. Przyjrzał się dokładnie facetowi na obrazie. Skądś znał jego twarz, wydawała się dziwnie znajoma. Była namalowana bardzo dokładnie, mimo, że w dużym pomniejszeniu. Każda zmarszczka miała swoje odwzorowanie na płótnie w postaci delikatnej czarniawej kreski. „O kurwa…” pomyślał i pobiegł do sypialni. Była pusta, ale profilaktycznie rozejrzał się kilka razy, licząc, że dostrzeże jakiś ruch w kącie lub za łóżkiem. Nic takiego się nie stało, więc obrócił się na pięcie i skierował do kuchni. Zaletą małych mieszkań jest to, że kiedy czegoś w nich szukamy nie musimy błądzić od świtu aż do zmierzchu, patrząc w każdy zakamarek. Teren do przeszukania nie jest wcale wielki, więc dużo łatwiej znaleźć zagubioną rzecz. W tym przypadku właśnie tak było, z zaznaczeniem tego, że szukany był nie przedmiot a osoba. Drzwi wyjątkowo było zamknięte. Odkąd tu mieszkał zawsze zostawiał je otwarte, ułatwiało to wieczorne wycieczki na trasie kanapa-lodówka. Chwycił za klamkę i zaczął powoli pchać je do przodu. Nie ruszając się z miejsca popchną drzwi z całej siły, po chwili uderzyły w ścianę od strony kuchni. Były rozwarte na oścież. Ujrzał właśnie to, co spodziewał się zobaczyć, choć wierzył, że jednak myli się w przewidywaniach. Po środku kuchni stała Karolina. Ubrana była w ubrudzony farbą łachman, przypominający fartuch. Artur był wręcz spanikowany, ręce pociły mu się niesamowicie. -Cześć! Napijesz się kawy? Właśnie zrobiłam sobie, tobie też mogę nalać. – jakby na dowód tego podniosła do góry zielony, parujący kubek, który trzymała za ucho. Uśmiechnęła się. -Ekhem… - odchrząknął Artur – oczywiście, tak, jasne, mnie też zrób, chętnie. – wyjąkał ciężko. -Jesteś jakiś dziwny, coś się stało? – zapytała troskliwie. -Nie, nie… ja tylko… widziałem twój nowy obraz. Bardzo ładny. – chciał dodać „Tylko dlaczego ten zamordowany facet to ja?!”, ale ostatecznie postanowił o to nie pytać. -A tak, miałam przypływ natchnienia –uśmiechnęła się pod nosem - i wzięłam się za malowanie. Z resztą… nie ważne. Idź do salonu, zaraz przyniosę ci kawę. – odwróciła się i zaczęła nalewać ciemną parującą ciecz do czerwonego kubka. Artur wyszedł z kuchni i skierował się w stronę stojącego na szafce telewizora. Miał zamiar go włączyć, ale ostatecznie uznał, że lepiej będzie porozmawiać w ciszy. Usiadł na sofie, był w szoku. Sam nie wiedział dlaczego tak się zdenerwował, przecież to tylko obraz. Karolina jest w świetnym humorze, może dziś nawet się nie pokłócą, jak mieli to ostatnio w zwyczaju. Z resztą co mogłaby mu zrobić tak piękna dziewczyna? Była przecież taka delikatna, taka kobieca… Jego wzrok utkwił na tapicerce sofy. Brązowa, gładka skóra wydawała się taka martwa. Zastanawiał się przez moment czemu akurat takie określenie przyszło mu do głowy. Wtem coś sobie uświadomił, coś co przyprawiło go o dreszcze i kolejny atak paniki. Zorientował się, że namalowana na obrazie sofa, to ta sama, na której właśnie spoczywa. Siedział jak na szpilkach, pocił się. Tu jest coś nie tak. Wszystko tego wieczora było niecodzienne i dziwne. Coś wisi w powietrzu i nie jest to bynajmniej miłość. Postanowił otrząsnąć się nieco, prawą ręką poprawił włosy i zaczął powoli podnosić się na nogi. Coś go jednak powstrzymało. Tym czymś był biały kabel zaciśnięty na jego krtani. Artur popatrzył w kineskop telewizora. Odbijały się w nim dwie postacie. Jedna z nich, kobieta, miał w oczach coś przerażającego, coś co nazwane mogłoby być tylko w jeden sposób - mord. Dusiła mężczyznę siedzącego na sofie przy pomocy cienkiego kabla, prawdopodobnie od żelazka lub tostera. Próbował się wyswobodzić, szarpał się i czuł, że długo tak nie wytrzyma. Tlen zaczynał się kończyć, a cała szyja paliła tępym bólem, jakby sparzona. Był zaszokowany, nie chciał wierzyć w to co się dzieje, oddałby wszystko, by zaraz obudzić się, by to wszystko okazało się snem… W rzeczywistości nie był to jej pierwszy raz. Na sumieniu miała już ludzkie istnienia. Pewnej letniej, gwieździstej nocy, kiedy Karolina miał 15 lat, jej rodzice spali zmęczeni po całodziennych kłótniach o to kto, co i za ile kupił oraz dlaczego nie zostało to wydane na piwo. Ona jednak nie mogła zasnąć. Poprzedniej nocy on znów do niej przyszedł. Zrobił to kolejny raz, znowu był pijany. Bolała ją ręka, ojciec wykręcił ją,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Portrecistka śmierci — czytnik · opowiadania