Akcja · 29 min czytania
Porwanie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Uchylone drzwi wzbudziły jej niepokój. Po cichu wślizgnęła się do środka. Wywrócony stolik i resztki czegoś, co było kiedyś całkiem przyzwoitym wazonem dobitnie świadczyły, że coś musiało się stać... Przeszła do następnego pomieszczenia. Na podłodze walało się mnóstwo porozrzucanych książek. Jej wzrok zatrzymał się na jednej z nich. Gdyby ONI tylko wiedzieli co się tam znajduje... Coś, a raczej ktoś z siłą imadła chwyciło ją za usta. Odruchowo chwyciła haust powietrza. Poczuła chloroform. Znała go doskonale. Już kiedyś miała z nim do czynienia. Świat zawirował w jej oczach i zapadła ciemność...
***
- Jeszcze raz, tylko spokojnie- niewielka grupka osób siedziała przy stole. Po całym pokoju walały się jeszcze książki i inne przedmioty codziennego użytku. Przemek wziął głęboki oddech, próbując uspokoić nerwy i zaczął mówić: - Mieliśmy się spotkać z Anką u mnie w domu. Poszedłem po zakupy. Anka miała klucze... Cholera... Oni mają jej klucze... – dla wszystkich stało się jasne, że trzymanie TYCH notatek w domu Przemka nie jest już bezpieczne - Tym zajmiemy się później. Mów dalej - Kiedy wróciłem... - ... zastałeś demolkę. Tylko skąd ONI wiedzieli o skrytce? - Nie wiem. Ale raczej nie mieli zbyt precyzyjnych informacji, skoro tego nie znaleźli – Przemek wskazał na mały notesik, leżący teraz na stole. Pod nim znajdowała się książka. W jej kartkach była wycięta prostokątna dziura rozmiarów notesika – Znalazłem jeszcze to – podał przyjaciołom kawałek kartki, zapisaną drobnym druczkiem;
{i}Mamy twoją laskę. A ty masz coś co należy do nas. Oddaj nam to, a my oddamy dziewczynę.{/i}
I nic poza tym. Żadnych wskazówek, podpowiedzi, miejsca spotkania... Nic. - Słuchaj Przemo. Dzisiaj śpisz u mnie. Baśka zabiera notatki. A Anką zajmiemy się jutro. I tak jej teraz nie pomożemy. Trzeba tu sprzątnąć – Wilk uciął mało przyjemną pogawędkę i jednocześnie myśli Przemka.
* * *
Część 22 / 2
Wilk spojrzał w witrynę sklepu. Od jakiegoś czasu robili niezbędne zakupy w pobliskim hipermarkecie. I wtedy go zobaczył... Ta twarz... znał ją doskonale... Krótkie włosy, krzaczasty wąs. I ta paskudna szrama na lewym policzku. Facet był ubrany w czarną skórzaną kurtkę, zielone bojówki, a z za pasa wystawała kolba popularnego glocka. - Przemek, gazu! – Przemek spojrzał w witrynę sklepową i rzucił się w kierunku wyjścia. Dokładnie przeciwnie tam, gdzie za zakrętem znikł Kamil. Po paru minutach szybkiego biegu obejrzał się za siebie. Nie było go. Ale to wcale nie znaczyło, że go zgubił. Zwolnił kroku i wszedł do „EMPIKU”. Chwycił pierwszą lepszą książkę i udając, że czyta opis na okładce, zerkał w kierunku wyjścia. Po paru minutach i przejrzeniu paru kolorowych okładek jakiś romansideł wyszedł. Rozejrzał się. I nic. Tym razem padło na Wilka... Nie śpiesząc się poszedł w kierunku dworca PKP- umówionego miejsca spotkania na tego typu sytuacje... Tymczasem Kamil biegł wzdłuż zatłoczonego, sklepowego pasażu. Spojrzał za siebie. Bez trudu dostrzegł przeciskającego się za nim typa. Już wiedział, co zrobi... Wybiegł ze sklepu wyjściem znajdującym się na końcu pasażu. Ruszył w kierunku dworca. Kluczył między uliczkami, jednak nie specjalnie starając się zgubić pościg. W końcu znalazł się przed dworcem. Jego najlepsze dni już dawno minęły. Odpadający tynk był pomazany sprayami. Dwie opustoszałe kasy biletowe mówiły aż za wiele o stanie polskiej kolej. Raczej ciężko tu było spotkać jakichkolwiek ludzi. Jedynie chłopak z ciemnymi włosami i w ciemnej kurtce czytał jakąś gazetę, na ławce przed dworcem. Wilk skręcił w prawo, jednocześnie upewniając się, że ścigający go facet widział jego manewr. Dostrzegł pistolet w jego ręce. Kiedy facet dobiegł do rogu szarej kamienicy, powitał go silny kopniak wycelowany prosto w mostek. Padł strzał. Kula utkwiła w ścianie na wysokości czwartego piętra. Z impetem upadł na ziemię. Wypuścił z ręki pistolet, który teraz leżał dwa metry za nim. Szybko obrócił się na brzuch, próbując wstać. Wilk tylko na to czekał. Skoczył na niego przygniatając go na powrót do ziemi. Odbił się od jego pleców i wylądował tuż obok pistoletu. Schylił się po niego, poczym wycelował lufę prosto w pierś faceta. - Czego chcesz? - Spieprzaj – huk wystrzału i świst kuli parę centymetrów od ucha, były dobrym argumentem, rozwiązującym język przeciwnikowi – miałem wydusić z was te cholerne notatki. Chciałem to załatwić szybko i bezboleśnie. - Yhm, z kulką między oczami – pomyślał Wilk, poczym bez najmniejszego ruchu powieką zapytał – Myślisz, że jestem na tyle głupi by nosić je ze sobą? - W dupie to mam. Za 3 godziny notes ma być w zielonym pudełku ukrytym w tej kasie. Inaczej wyślemy ci trupa dziewczyny – Wilk był wściekły. Najchętniej zacisnąłby kciuk, który wciąż się bielił na spuście. Ale nie mógł. Zrujnowałby w ten sposób cały jego plan. - ZJEŻDŻAJ. SŁYSZYSZ? SPADAJ STĄD BO CI ROZWALE TEN BRZYDKI ŁEB. Udał, że odchodzi. Wsadził pistolet za pasek i ruszył przed siebie. Kątem oka obserwował gościa, dopóki ten nie zniknął za rogiem. Wtedy odwrócił się i kiwnął głową w kierunku chłopaka siedzącego na ławce. Założył ciemne okulary, które miał w kieszeni, przykleił sztuczne wąsy i w końcu wywrócił na drugą stronę dwustronną kurtkę. Dyskretnie pokazał chłopakowi wypukły prostokąt w kieszeni. Podrzucił w górę czerwony breloczek i ruszył śladem porywacza. Przemek przeglądał gazetę jeszcze przez parę minut. Powódź w środkowej Afryce... Bywa... Trzęsienie ziemi w Chinach... Monika mówiła coś, że ostatnio zaczęła biegać. Może właśnie dlatego żółtki mieli jazdę? Przy jej masie, to by było możliwe. Nieważne... Zrozumiał sygnał Wilka; mają czekać na jego sygnał. Czerwony breloczek w rzeczywistości był mikronadajnikiem. Dzięki niemu mógł obserwować każdy ruch Wilka. Zwinął gazetę i wrzucił do śmietnika. Nieśpiesznym krokiem ruszył w kierunku domu. Jednak za najbliższym rogiem, spokojny, leniwy krok zamienił się w szybki, nerwowy bieg. Kupił w sklepie papierniczym dokładnie taki sam notes jak ten co był ukryty w książce w bezpiecznym domu Basi. On też miał swój plan. Nie zniósłby bezczynnego czekania. Nie całą godzinę potem odezwał się telefon Przemka. Reszta ekipy siedziała przy stole grając w karty, dla zabicia czasu. Byli prawie wszyscy; Przemek, Maciek, Krzysiek, Justyna, i Basia. Brakowało tylko Wilka. I Ani... Przemek siedział przy biurku przyglądając się rozdaniu. Przed nim leżała idealna kopia notesu z bezcennymi notatkami. Ze zmienionymi szyframi, wskazówkami i innymi niezbędnymi informacjami potrzebnymi do odnalezienia TEJ broni. Męska cześć ekipy była ubrana w ciemne ubrania taktyczne, każdy z nich miał pod ręką kominiarkę. Dziewczyny miały nie brać udziału w akcji, więc siedziały w luźnych, wygodnych ciuchach. Byli przygotowani na to że będą musieli wejść do jaskini lwa, żeby odbić Ankę. Na dźwięk telefonu wszyscy rzucili się do biurka i otoczyli ciasno Przemka, który przełączył telefon na głośnik - Słuchamy cię, Wilku. - Widzicie mnie? –mówił szeptem. Nie chciał się zdemaskować. - Wszyscy spojrzeli na monitor komputera. Na mapie miasta wyraźnie pulsowała czerwona plamka z napisem „Wilk” - Bez problemu. - Siedzę w krzakach przy ruinach jakiejś starej fabryki. W środku jest nasz znajomy. Jak wchodził do środka, gadał coś o zakładniczce. Nie mam pojęcia ilu jest ich w środku. Co robimy? - Nie mamy wyjścia. Musimy zaryzykować. A jak tam glock? - Trzy kule. Trochę mało. – Wilk się uśmiechnął słysząc soczyste przekleństwo w słuchawce swojego telefonu. - Zaraz tam będziemy. Gramy o wszystko. Trudno – Przemek wyłączył komputer i przepiął czerwoną stację nadajnika do swojego laptopa.
***
Przemek zatrzymał swojego Land Rovera Discavery w jakiejś ciemnej uliczce. Bez trudu odnaleźli fabrykę. Stojąc za rogiem obserwowali opuszczony budynek. - Tam! Na górze, drugie okno od prawej – szepnął Maciek – wydawało mi się, że widzę jakiś ruch. – Wszyscy obrócili głowy w kierunku wskazanego okna, starając się cokolwiek zobaczyć. - Rzeczywiście Ci się wydawało – szepnął Krzysiek, po dłuższej chwili. W tym momencie coś błysnęło z pobliskich krzaków. Dopiero teraz dostrzegli zamaskowanego Kamila. W krzakach było na tyle miejsca, że wszyscy się zmieścili. Obserwowali budynek. Sprawiał przygnębiające wrażenie. Miał powybijane okna, a jego front był zarośnięty jakimiś krzakami. Z prawej strony było widać otwarte na oścież drzwi. - Mamy jakiś plan? - Tak, wejść do środka, po cichu odnaleźć Ankę i wyjść. I nie dać się zabić. - Tylko? - A masz coś lepszego? - Nie. - No więc właś... -Chłopaki, cisza – Krzysiek przerwał dyskusję Przemka i Wilka. Z ruiny wyszedł jakiś facet. Podobnie jak ten z blizną miał ciemną skórzaną kurtkę, bojówki i buty taktyczne. Widać było pistolet nieznanej marki, niedbale wsadzony za pasek. Wsiadł do terenowego hummera. Samochód ruszył i po chwili zniknął za rogiem. Przemek zauważył chytry uśmiech Wilka. - Co jest? - Pamiętasz mój nadajnik? - Pamiętam. Ty... ty chyba nie powiesz mi że udało Ci się że podczepiłeś szczura do samochodu? - Już Ci nie muszę mówić. Po za tym mam jego numery – Kamil poklepał się po jednej z licznych kieszeni w swojej kurtce. – Dobra panowie, koniec gadania. Nasza zakładniczka nas wzywa... Bez problemu podkradli się do drzwi. Przemek szedł pierwszy, za nim Kamil z glockiem i na końcu Krzysiek. Przemo ostrożnie wyjrzał zza drzwi. Nikogo nie było. Wślizgnęli się do środka. Zobaczyli szyb windy. Nie używany od lat był zawalony gruzem i szkłem. Na lewo od niego było przejście do innego pomieszczenia. A dalej krótki korytarzyk. Po prawej stronie były schody prowadzące na wyższe kondygnacje. Wilku zajrzał do sąsiedniego pomieszczenia. Okazało się być dużą halą produkcyjną. Nikogo nie było. Ruszyli więc wzdłuż małego ciemnego korytarza. Po paru krokach znaleźli się przy zamurowanej ścianie. Dostrzegli z prawej strony kolejne przejście. Znaleźli się w starym, zrujnowanym kiblu. Na szczęście również opustoszałym. Ruszyli więc po wcześniej napotkanych schodach. Na piętrze po prawej stronie znaleźli grube stalowe drzwi z małymi okienkami, rodem z jakiejś tajnej, wojskowej bazy. Za nimi znajdowała się kolejna opuszczona hala. Przedstawiała się upiornie. Wszędzie walało się pełno gruzu. W połowie hali brakowało stropu. Resztki sufitu leżały na podłodze, albo wisiały na stalowych drutach. Po drugiej stronie hali zobaczyli resztki szklanych ścianek działowych, a z sufitu zwisały duże płaty zardzewiałej blachy. Znaleźli tam jeszcze puste pomieszczenie z napisem „LABOLATORIUM CHEMICZNE”. Wtem usłyszeli kroki na najwyższej kondygnacji. Zaraz potem rozległ się głośny śmiech. -Hehehe, nie dożyjesz do wieczora moja droga – Przemek, Kamil i Krzysiek wymienili spojrzenia. Serca stanęły im w gardłach. Zaczęli podkradać się na trzecią kondygnację. Najciszej jak tylko umieli. Słyszeli tylko nerwowe, rytmiczne bicie serc. Każda kolejna sekunda trwała jakby godzinę, a każdy krok, mimo iż bezgłośny, wydawał się wystrzałem armatnim. W końcu kucali za ścianą, za którą spodziewali się znaleźć Anię i porywaczy. Przemek spojrzał na przyjaciół. Na ich twarzach zobaczył jednocześnie przerażenie i determinację. Wilk wyjął swojego glocka i bezgłośnie odbezpieczył go. Kiwnęli mu na znak, że są gotowi. Przemek ostrożnie wyjrzał zza rogu i natychmiast cofnął twarz. - Wyłaźcie. I tak was widziałem – Wpadli. Przemek spojrzał przepraszająco na przyjaciół – No już, bo ją zabiję. Wyszli. Nie mieli innego wyboru. Znaleźli się na kolejnej dużej hali. Po środku była olbrzymia dziura w podłodze. Tuż przed nią siedziała przywiązana do krzesła dziewczyna. Przemek wiedział kto to jest. Ania. Było w niej coś dziwnego. Obok niej stał znajomy typ z blizną. Przystawiał do jej głowy pistolet. - Rzuć broń – Broń wilka upadła z metalicznym odgłosem na podłogę. Kopnął ją. Zatrzymała się parę kroków przed nim – Wiedziałem, że przyjdziecie. Czekałem na was. A teraz dajcie notatki, a puszczę was wolno - Przecież są na dwrocu. - Gówno prawda, nie wierzę wam. Liczę do trzech; Raz... - Czekaj, dogadajmy się... -...dwa... - Nie zabijaj! – Przemek był blady. Gorączkowo szukał wyjścia z sytuacji... - ... trzy! – rozległ się huk wystrzału. Przemek się wzdrygnął. - NIE!!! – Przemek zobaczył czerwoną chmurę krwi przy głowie ofiary. Rzucił się do przodu, nie zważając na nic. Porywacz uniósł pistolet do góry. Huk drugiego wystrzału przetoczył się po pomieszczeniu. Osunął się na kolana. Przewrócił się i zniknął w dziurze. Wilk ruszył biegiem i zatrzymał się tuż przed krawędzią. Spojrzał w dół. A on leżał na grubej betonowej płycie. Na czole miał małą czerwoną plamkę. Patrzał przed siebie nieruchomymi oczami. Blizna na policzku wyglądała paskudniej niż kiedykolwiek. Kamil ściskał z całej siły dymiącego jeszcze glocka. Nie mógł oderwać wzroku od trupa. Przemek dopadł krzesła. Delikatnie podniósł twarz dziewczyny. Patrzyła na niego martwym wzrokiem. Teraz miał pewność. To była ona. - Nie... żyje... - tylko tyle zdołał wykrztusić. Krzysiek stał nieruchomo i obserwował sytuację. W ogóle się nie poruszał. Był zszokowany tym co się stało. Wilk odwrócił się od przepaści. Po woli ruszył w kierunku Przemka. Zatrzymał się za krzesłem. Nie chciał patrzeć na twarz martwej przyjaciółki. Przemek dotknął szyi ofiary. Wyczuł jakieś dziwne zgrubienie pod palcami. Po chwili zerwał gumową maskę. Zobaczyli twarz trzydziesto- paroletniej kobiety. Miała regularne rysy i krótkie czarne włosy. Wszyscy poczuli pewną ulgę. To nie Ania ***
Tymczasem Maciek siedział na piętrze opuszczonego dworca. Dyskretnie obserwował przez okno okolicę. Nie daleko dworca zatrzymał się jakiś terenowy hummer. Wysiadł z niego gość podobny do tego, którego opisywali mu Przemek z Wilkiem. Rozejrzał się wzdłuż ulicy i ruszył w kierunku budynku, a po chwili zniknął w jego wnętrzu. Maciek obserwował przez małą szczelinę podłodze miejsce ukrycia zielonego pudełka. Bandzior bez trudu znalazł notes i zabrał go ze sobą. Maciek nie przejął się tym zbytnio. Wiedział, że prawdziwe informacje leżą bezpiecznie na biurku w mieszkaniu Kamila. Chciał, metodą Wilka, śledzić typa. Lecz dosyć trudno jest śledzić samochód na piechotę. Dlatego poczekał, aż samochód odjedzie i poszedł w kierunku domu.
***
Gra w karty była wyjątkowo ciężka i nieprzyjemna. Równie ciężka atmosfera panowała między przyjaciółmi. Siedzieli przy stole w mieszkaniu Kamila. Zazwyczaj w trakcie kolejnych rozdań w ich ulubionego oszusta, przetaczały się salwy śmiechu, gra zwykle dynamiczna i pełna napięcia, dziś była monotonna i…