Romans · 11 min czytania
Porywy serca (część pierwsza)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Odpływała w miłosnym uniesieniu. Jego silne dłonie, pewnymi ruchami wodziły po jej smukłym ciele. Karolina było jej na imię. Zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia. Jego oczy -tak ciemne, tajemnicze - były niczym studnia bez dna - wyrażały to, czego pragnęło jej serce. - Damian, tak bardzo cię potrzebuję - szeptały drżące usta, podczas gdy długie, blond włosy delikatnie opadały mu na szyję. Szczupłe ręce przytulały głowę mężczyzny, a piersi, lekko spływały po spoconym torsie. Tak trwali, dopóki, upojeni namiętnością, nie zasnęli wtuleni w siebie: on - pięćdziesięciosześcioletni detektyw na emeryturze, i ona: dwudziestopięcioletnia, ładna dziewczyna, która tak błogo uśmiechała się przez sen, bowiem życie, nie przysparzało jej zbyt wielu trosk. Niczym dziecko przytuliła się, jakby szukając schronienia. On wtedy, w półśnie, przygarnął ją pewnym ruchem do swych ramion. Jej ciało rozluźniło się, a uśmiech ponownie spłynął na usta. W domu panowała absolutna ciemność i cisza. Ożywcze promienie słońca padły na jego twarz i wybudziły ze snu. Usłyszał dźwięczny śmiech znad perłowych zębów. Spoglądała wyczekująco, wychwytując najdrobniejszy ruch, gest czy spojrzenie spoza tajemniczych oczu swego kochanka. Po chwili zapytał - Nie śpisz, aniołku? - nie od razu odpowiedziała, ale świetliste ogniki zatańczyły jej w oku. Patrzyła, jakby delektowała się chwilą. Najbardziej na świecie, pragnęła ująć w palce obraz jego twarzy, uchwycić barwę słów, dotyk skóry, następnie zamknąć w jakiejś tajemnej skrytce, a klucz zabrać ze sobą, by nikt nie odkrył tych skarbów. -Lubię obserować cię jak śpisz. Masz wtedy taki łagodny wyraz twarzy. W ogóle, lubię na ciebie patrzeć - powiedziała. Uśmiechnął się i czule pogłaskał ją po głowie. Westchnęła tak lekko, z radosną nutą w głosie, gdy nachylił się, by ucałować jej włosy. Wówczas, główka Karoli spoczęła na męskim ramieniu. - Co jemy? - zapytał. Z irytacją poruszyła się niespokojnie. "Jak on może psuć tę chwilę?" - pomyślała. Czasami wszakże, potrafiła myśleć, a nawet zachowywać się jak dziecko. Nigdy nie zastanawiała się nad błahymi sprawami - rodzice zapewniali jej wszystko czego pragnęła, była bowiem ich jedyną, ukochaną córką. Obecnie, także nie musiała martwić się o to, co będzie jadła lub piła. Nawet o rozrywki nie troszczyła się, będąc z ukochanym. Natomiast, gdy czegoś potrzebowała, po prostu zwracała się z odpowiednią prośbą do niego. Nie była jednak, aż tak próżna, by nie doceniać wartości pieniądza. Praca kelnerki nie była bardzo opłacalna, ale dawała jej odrobinę niezależności, której mimo wszystko potrzebowała. - Hm... może zamówimy pizzę? -nieśmiało zaproponowała. - A, tak, niezły pomysł! Nie będziemy musieli wychodzić z łóżka, żeby zrobić zakupy - odparł z entuzjazmem. Sięgnął do komody przy łóżku i wyjął ze środka opasłą książkę telefoniczną. Karolina zamknęła oczy i zaczęła marzyć. W skrytości ducha żywiła pragnienie, o którym nie miała do tej pory odwagi mu powiedzieć. Zegar wydzwaniał melodię - było wpół do jedenastej, gdy zasiedli do śniadania. Damian łapczywie pochłaniał kawałki ciasta, gdy dziewczyna odparowała: - Chcę mieć dziecko. - Na te słowa zakrztusił się, i dopiero po chwili, gdy zaskoczenie trochę ustąpiło, zaczął: - Kochanie, skąd taki pomysł? Przecież wiesz, że mam już dwoje dorysłych dzieci. Wiele trudu kosztowało mnie to, żeby je wychować, zadbać o ich wykształcenie, by mieli godną przyszłość. Nie sądzę, żebym chciał mieć więcej dzieci. Jestem na to za stary. W odpowiedzi, Karolina skurczyła się w łóżku. Czuła się jak mała, szmaciana lalka wystawiona na pośmiewisko, lecz rozczarowanie wydobyło z niej coś jeszcze... to nutka gniewu czaiła się w mroku podświadomości. - A co ze mną? Nie pomyślałeś, że mogę pragnąć dziecka? - podniosła wzrok na jego twarz, po czym natychmiast spuściła, bo zdawało jej się, że dostrzegła w ukochanych oczach błysk współczucia. Poczuła wzgardę do tego spojrzenia, a jednocześnie zdominowało ją uczucie upokorzenia. I wciąż zadawała sobie pytanie: "Czy on ją kocha? A jeśli tak, to dlaczego nie może dać jej tego, czego ona pragnie? " Przytulił ją, ale ona była jak odrętwiała. Coś w jej sercu zgasło, i nie miało więcej powrócić.
Drugiego dnia, Karolina odczuwała jeszcze pozostałości wczorajszego napięcia. Była sama w domu. Przemknęła jej myśl, żeby zadzwonić do Damiana, chciała porozmawiać z nim, żeby zatrzeć ślady wczorajszej rozmowy. Niezręcznie byłoby spotkać się z nim po południu, gdy wróci z pracy, po tym jak wczoraj nie odzywała się do niego przez wiele godzin . "Dlaczego chodzi do tej głupiej pracy, skoro nie musi? W końcu jest na emeryturze. To mi powinien powięcać cały swój czas" - rozmyślała. I przyszedł jej do głowy pomysł, żeby zrobić romantyczną kolację. Jak to dobrze, że wzięła dzień wolny od pracy, i nie musi nigdzie się śpieszyć. Zorganizuje wszystko tak, że będzie nią zachwycony. W euforii wybiegła z domu po zakupy. Wyminęła kilka eleganckich domów, z równo przystrzyżonymi trawnikami. Po drodze spotkała sąsiada, który uśmiechnął się na jej widok i serdecznie powitał: - Witaj Karolino! - Hej Krzysiu - odpowiedziała grzecznie, nie