Erotyka · 15 min czytania
Porządny
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
P o R z Ą d N y ...
Interes kwitł i tryby w jego mechanizmie pocierały się o siebie równomiernie z cudownym zgrzytem na końcu.
Do burdelu zawiózł go kierowca taksówki, oczywiście do takiego, który płaci jakąś prowizję z tytułu "naganiania" klienta. Taksówkarz wiedział, że do budynku płatnej rozkoszy jechali najczęściej młodzi, nie doświadczeni, pragnący pozbyć się trądziku (bo słyszeli, że to niezły sposób) lub starzy z bagażem doświadczeń przygniatających i działających lepiej niż grawitacja na ich możliwości męskie w łóżku. Pasażer nie był ani jednym, ani drugim. Był jak zauważył skwapliwie kierowca, plując na swą starczą zazdrość, młody. Młody zaś uważał się za obciążonego doświadczeniami swego wieku aż nad to. Jechał nie dlatego, że nie posiadał dziewczyny, właśnie miał i tu był cały kurewski problem, jak czasem wypowiadał się wśród znajomych. Panna jak to panna, niezła szprycha, innych nie podrywał. Posiadała jeden poważny defekt, który go podniecał i jednocześnie sprawiał, że to co tak pięknie i zdrowo stwardniało w spodniach opadało w równie szybkim tempie. Otóż była dziewicą i zadeklarowała mu jak smarkula z podstawówki, że taka zamierza być do ślubu. „Niech się teraz kurwa, jebie”. Mruknął w zaciśniętą pięść, na której opierał swoją głowę patrząc nieprzytomnie na mijane ulice. Przez pierwszy miesiąc było to zabawne, a nawet ekscytujące, bo tak samo jak te smarkule zaciskała uda. Jednak po jakimś czasie zaczęła robić to z zacięciem przeoryszy w klasztorze. W końcu był na skraju wyczerpania nerwowego. „Ale teraz jadę sobie popierdolić, kurwa! A ona z tą swoją czystością do ślubu może się wyjebać.” Zarechotał do siebie z udanego, według siebie dowcipu. Wyjął paczkę papierosów wtykając jedną śmierć owiniętą bibułą w usta. - Nie palimy, nie palimy – zagadał przyjaźnie kierowca, mrugając w tylne lusterko. Schował więc papierosa i paczkę gdzie po ukraińsku widniał napis „Tjutjunowyj dim szkodit zdorowju tix, xto was otocziue”. Chłopak nie kwapił się z rozszyfrowaniem, choć ukraiński znał dobrze. W całym świecie piszą to samo, tak samo, z takim samym skutkiem. Dojechali. Jeszcze się wahał, ale już wyciągał dłoń w stronę drzwi. Wyszedł z taksówki i miał ochotę wrócić. Stał w brudnej, zapuszczonej bramie, gdzie ktoś sprejem wybazgrał zgrabnie „Pierdolić Roztocze - Narol”, litera „l” miała dziwnie długi ogonek, jakby malowana z pewnym strachem, że dogonią i zatłuką, i jak nic pewnie dogonili i zatłukli, jak psa. Tacy są i pewnie pozostaną polscy fanatycy sportu. Rozejrzał się uważniej i dojrzał rząd drzwi, jak rząd starych krzyży nie różniący się zbytnio między sobą. Szybko pojął, że drzwi na prawo, to burdel, na lewo pewnie też, a i te w środku to też nie zgromadzenie mensy. Kierowca widząc zaniepokojenie na twarzy swego klienta, który właśnie otwierał portfel by zapłacić należność, wskazał drzwi na lewo. Chłopak podziękował, ładnie się ukłonił i poszedł w kierunku naznaczonym przez życzliwego kierowcę. Uderzyło go to, że w środku było jak u mamy. Spodziewał się czerwonego, ciemnego korytarza, w którym stałoby dwóch goryli, z wytatuowanymi na bicepsach słowami wzgardy lub też Mater Dolorosą. Zamiast tego ujrzał przedpokój z wieszakiem i kuchnię. W niej też tak jakoś normalnie, że aż pieprzenia się odechciewało. Stał tam stół, garnki, gdzieś obok kuchenka gazowa, stara i poobdzierana. Kuchnia od czegoś co zapewne miało być salonem oddzielona była tylko stołem zrobionym na mini bar, stał na nim półmisek z owocami, jakaś brudna ścierka przykrywała stos naczyń i dwa kubki po kawie, na jednym odciśnięta była czerwona szminka. Za barem, trochę głębiej stał pochylony nad kuchenką w dziwnym białym fartuchu jakiś facet o wyglądzie mało zajmującym, robił herbatę ostro przy tym kichając i wciągając powietrze nosem. Na czarnych butach wojskowych przyklejone miał z pół pobliskiego bagna, jak nie więcej. Odwrócił się, wycierając nos w rękaw spojrzał na młodzieńca tępym wzorkiem, tak jakby ten nie miał prawa tu być. - Idź pan dalej – mruknął w końcu i odwrócił się kichając wprost do świeżo przygotowanej herbaty. Dalej był ten "salon" tylko. Meble też odbiegały od tych filmach. Nie miały w sobie nic z burdelu nawet tego najskromniejszego. Były takie zwyczajne, szare z bazaru, stolik z kwiatkami i lustro nad łóżkiem oraz naprzeciw, gdyby ktoś chciał się pooglądać w trakcie pieprzenia. Chłopak jęknął widząc to wszystko. Zachęcany jednak krótkimi seriami smarknięć osiłka z kuchni usiadł w jednym z foteli. Spojrzał na łóżko naprzeciw lustra i złapał się na tym, że myśli, gdzie mógłby ewentualną dziwkę przelecieć. Przecież wiedział doskonale, że przy tym ciągle charczącym i smarkającym kuchcie spokojnie gatek nie spuści nawet dla loda. Przerzucił wzrok na ściany, w poszukiwaniu czegoś inspirującego. Kolejną niespodzianką były tapety pomieszczenia. W sumie fototapeta dla ścisłości. Żadnych rewelacji, słońce, plaża, para całująca się przy ostatnich promieniach zachodzącego słońca, opłukiwana bryzą wieczorną. Żadnej gołej dupci, wszytko ładnie, elegancko, słodko i zwiewnie, jak na jarmarku. Chłopak ściągnął ręce, które zsiniały mu już zimna. Stwierdził, że lepiej nie będzie się od razu rozbierać, znaczy zdejmować kurtki. Miał niejasne wrażenie, że oszczędzają na ogrzewaniu, pewnie stwierdzają, że dupczenie i tak dość rozgrzewa. Chłopak sklął pod nosem pogodę i jeszcze raz swoją dziewczynę po czym wyciągnął szluga z bocznej kieszonki kurtki. Zza „barku” wysunął się wąsaty łeb. - Pan weźmie, tu strzepuje – po czym zaryczał podając mu popielniczkę. Chłopak wziął ją wstając ze swego siedziska, które wypuszczało go z niechęcią, nęcąc by wrócił, bo ogrzane jest i wymoszczone jakby specjalnie dla jego kanciastej dupy. Po chwili wszedł jakiś obcy facet o budowie misia bramkowego, spojrzał na tego w kuchni, tamten kiwnął głową i już go nie było. - Ogrzewanie panu podkręcę, nie? – odezwał się do chłopaka i poszperał coś przy zajmującym pół ściany starym kaloryferze. Czy coś zrobił nie wiadomo, bo nie zmieniło to atmosfery w salonie. Nadal było kurewko zimno i tylko zapalony papieros dawał jako takie ciepło. Nareszcie pojawiły się dziewczyny. Rozczarowaniem było, że przyszły tylko cztery. Trochę znudzone, jakby niedospane. Jedna o oczach gorączkowo podkrążonych z chusteczką higieniczną w dłoni, wpatrywała się tempo przed siebie przystępując z nogi na nogę. Druga była mała i gruba, wcisnęła się jakimś cudem w czarną sukienkę jakby szła na pogrzeb ukradkiem ziewała zezując na zegarek przewieszony w kuchni nad zlewem. Trzecia szczupła, prawie bez piersi, widać to było za prawie przezroczystej bluzki, na nogach klapki i dżinsy, żuła gumę, wyzwolona młódka, która czystym przypadkiem przesiaduje w każdo popołudnie w burdelu. Czwarta wyglądała już bardziej jak filmowa dziwka; sukienka w falbanki, pończochy przypięte do ładnego koronkowego pasa, na szyi aksamitka i nawet dokładny makijaż. Chciała się podobać, choć nos miała kanciasty, rysy twarzy nieciekawe, nogi chude i krzywe, zbyt wydęty brzuch jak u kobiety, która urodziła co najmniej czwórkę dzieci. Zupełna pomyłka. Wszystkie były zakatarzone, ale chusteczkę trzymała tylko jedna, reszta pociągała nosem, mało estetycznie przewracając od czasu do czasu oczami. - Weź się pan w końcu zdecyduj – powiedziała filmowa dziwka, wycierająca wydobywającego się gila w gołą dłoń - wieje tutaj. Chłopak potarł ręce o siebie i doprawdy nie miał pojęcia, która z nich wygląda najmniej odpychająco. W końcu została ta szczupła w dżinsach, bardzo przypominała jego…