Inne · 5 min czytania
Poświata
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Łomot. Drzwi skrzypnęły. Rozpętała się burza, taka, jaką Jan od dawna nie widział. Błyskawice mknęły ku wierzchołkom drzew z prędkością światła, by zaraz zalał je deszcz mieszany z gradem. Jan biegał po całym domu, by zdążyć pozamykać wszystkie okna przed ulewą i silnym wiatrem. Około północy, gdy nawałnica nieco ustała, postanowił sprawdzić czy stara szopa przy jego domu nie uległa zniszczeniu. Chociaż nie miał tam nic cennego, to czuł się do niej przywiązany. Spędzał tam całe dnie reperując stare graty, dla zabicia czasu. Nie miał bowiem nawet z kim porozmawiać, gdyż od roku był wdowcem, a nie dane mu było mieć dzieci, chociaż zawsze ich pragnął. Na pierwszy rzut oka zdawało się, że szopa wyszła z tego bez szwanku. Jednak coś zwróciło uwagę Jana. Błysk. Tak, jakby ktoś zaświecił latarkę między szparami desek szopy, i szybko zgasił. Jan wszedł do niej, i zaczął się rozglądać. W ciemności nie było to łatwe, gdyż porozrzucane wszędzie narzędzia, farby, deski i inne klamoty plątały się popod nogami, i łatwo było znaleźć się na podłodze z guzem na głowie czy przetartym łokciem. Nagle powiał silny wiatr, sprawiając że drzwi szopy z głośnym hukiem zatrzasnęły się. A może to nie wiatr? Jan mimo wszystko przestraszył się nie na żarty, bo usłyszał też głosy. Jakby wycie. Nie, nie tak to można nazwać. To było coś bardziej przejmującego, ale tak jak błysk, szybko ustało. Jan wyszedł z szopy, zamknął ją na kłódkę, i wrócił do domu. Już przy drzwiach zdawało mu się, jakby w kuchni błysło światło. Takie jak chwilę temu widział między deskami. Pomyślał, że albo głupieje na starość, albo to jeszcze błyskawice. Tak! To muszą być błyskawice. Przecież komu chciałoby się straszyć zwykłego chłopa, mieszkającego w lesie, który w dodatku nie ma nic cennego? – powiedział sam do siebie. W tym momencie, jakby na przekór jego słowom, rozległ się ten sam dziwny dźwięk, którego pochodzenia nie dało się określić. Jan zaczął chodzić po domu, mówiąc donośnym tonem, aby dodać sobie odwagi: Jest tu kto? – dźwięk ustał. – Pokaż się, a nie wezwę milicji! Jednak nikt się nie odezwał. Jan sprawdził jeszcze kilka razy cały dom, aż upewnił się, że nikogo tam nie ma. Kiedy wreszcie położył się spać, było już chyba nad ranem. *** Jan wstał, ziewnął i zrobił sobie kawę. Prawie całą noc nie zmrużył oka, lub drzemał niespokojnie, przeto cały czas zdawało mu się, że słyszy jakieś szmery. Jak tylko dopił kawę i ubrał się, poszedł na…