Akcja · 7 min czytania
Poświęcenie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Przepraszam... - Czego? - Usłyszał ostry jak brzytwa głos. Pot spływał mu po skroniach, mięśnie ramion i nóg bolały od ciągłego wysiłku, spowodowanego staniem. Musiał zaryzykować. - Przepraszam, ale chciałbym poprosić.. - dobrze jest być uprzejmym. Nauczył się tego dość dawno i nigdy nie zapomniał o tej zasadzie. Więcej zdziała się będąc miłym i uległym, niż chamskim i aroganckim. - Streszczaj się, gnojku, bo cię zastrzelę! - Przerwał mu brutalnie zamaskowany olbrzym, chwytając karabin oburącz. - Słuchaj, chcesz strzelać, proszę bardzo. Ale chcę powiedzieć, że ona musi usiąść! - Mathias drżącym gestem wskazał ledwie trzymającą się na nogach Agnes. Agnes była w ciąży, jednak tylko nieliczni o tym wiedzieli. - Dobra! - Stwierdził olbrzym tonem osoby proszącej o cukier do kawy, po czym spokojnie i powoli skierował lufę w kierunku Mathiasa. Niedługo się zastanawiając, nacisnął spust, kątem oka dostrzegając jeszcze jakieś poruszenie po swojej lewej stronie. Mathias zamknął oczy, jeszcze zanim ten potwór do niego wymierzył. Usłyszał strzał. Pojedynczy. Przemknęło mu przez myśl, że to przecież karabin i powinien strzelać serią. Przecież tak strzelają karabiny, prawda? Nie był pewien, nigdy nie miał żadnego w ręce... Przygotował się na to, co miało nadejść. Pomyślał, że jeszcze nigdy nie był postrzelony... Czekał już całą wieczność... A może nie? Może kula jeszcze leci? Wiedział, że w sytuacjach stresowych sekundy wydają się być godzinami... Poczekał jeszcze chwilę, po czym, zbierając w sobie całą odwagę, spojrzał w kierunku, z którego dobiegł go huk. To co zobaczył zamroziło mu krew w żyłach. Rina niemal podskoczyła ze swojego miejsca, kiedy usłyszała głos Mathiasa. Ostrożnie podniosła głowę, co było ostatnią decyzją podjętą w pełni świadomie. Wszystko, co działo się dalej, działo się pod wpływem reakcji instynktownych. Zobaczyła, jak ten dwumetrowy bandzior chwyta karabin w obie ręce. Wiedziała dlaczego. Ostrożnie podniosła się z miejsca, starając się nie wykonywać gwałtownych ruchów... Była poza zasięgiem wzroku terrorysty, wiedziała, że dopóki nie podejdzie na odległość wyciągniętej ręki, pozostanie dla niego niewidoczna. Mathias wrzasnął coś jeszcze, ale Rina nie słyszała już nic, ani nikogo. Miała sekundę, może dwie. Zanim spust zostanie wciśnięty do końca, a automat wystrzeli, musi znaleźć się między lufą a Mathiasem. Jednym krokiem pokonując odległość między siedzeniami, a schodami pod sceną i dwoma kolejnymi przesadzając schody wbiegła w ostatniej chwili na linię strzału. Zanim usłyszała huk, zdążyło jej jeszcze przemknąć przez myśl, że jeśli będzie strzelał serią, to jej interwencja będzie na nic. Strzał był pojedynczy. Mathias zastygł w bezruchu. Widział plecy Riny, która znalazła się nagle, nie wiadomo skąd, mniej więcej pośrodku sceny. Cofnęła się o krok do tyłu i, próbując asekurować się jeszcze rękami, upadła na plecy. Nie docierało do niego to, co się stało. Wiedział, że powinien mieć przynajmniej jedną kulkę gdzieś w ciele, wiedział, że to on był celem. A mimo to stał tu, cały i zdrowy, strasznie zdezorientowany i gapił się przed siebie na coś, co wyglądało bardziej na film sensacyjny, niż na prawdziwe wydarzenia. Z osłupienia wyrwał go ten sam, ostry i groźny głos. - No i co tak stoisz jak kretyn? Uratowała ci życie, rusz się