Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 6 min czytania

Poszły konie po betonie

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nienawidzę koni. Często zastanawiam się, czy stworzenia te w ogóle zasługują na miano zwierząt. Weźmy na przykład takiego psa. Przyjdzie, poliże, poda łapę. Próbowaliście kiedyś namówić konia, żeby podał łapę? Ha! Przede wszystkim to coś w ogóle nie ma łap! Co najwyżej może Was kopnąć w dupę tym swoim ciężkim, pokracznym kopytem. Albo kot. Miłe to, miękkie stworzenie. Podobnież świnka morska albo chomiks - fajne takie stworzonka, puchnate. W ogóle wszystkie zwierzęta, nie wyłączając nawet hipopotama i krokodyla mają coś sobą do zaprezentowania. A koń? Wytrzeszcza tylko te swoje głupie gały - wiecznie przerażony, wierzga tymi swoimi durnymi szkitami (bo trudno to nazwać nogami), zupełnie bez sensu macha idiotycznym ogonem i cały czas parska jakby był z czegoś wiecznie niezadowolony. Na dodatek obrzydliwie toczy pianę z pyska i rży nie wiadomo z czego. A jak to sra!

Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że konie były sprawcami większej liczby nieszczęść niż można sobie w ogóle wyobrazić. Nie będę przytaczał przykładu słynnego konia trojańskiego, ponieważ po pierwsze jest to przykład ogólnie znany, a po drugie może i nie jest najlepszy.

Najlepsza z konia to jest kiełbasa.

Co prawda o koniu marszałka Piłsudskiego, popularnej Kasztance też pewnie każdy słyszał, ale nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że stworzenie to przyczyniło się do śmierci wielu niewinnych osób, szczególnie podczas I Wojny Światowej. Marszałek Piłsudski dosiadał jej tocząc boje legionowe po stronie Austrii i Niemiec, ale nie o to chodzi. Otóż ten niezwykle nerwowy i głupawy koń zwykł nocami wymykać się żołnierzom, którzy akurat mieli go pilnować, a zamiast tego spali w najlepsze i zwiedzał okoliczne wsie. Nie koniec na tym jednak. Zwiedzaniu towarzyszyła niezwykła wprost złośliwość Kasztanki. Lubiła na przykład wierzgnąć kopytem w okno jakiejś chałupy, co raz skończyło się tym, że odłamek szkła ugodził śpiącego wieśniaka w szyję, przecinając aortę, a innym razem pożarem całej chałupy, bo połamana okiennica przewróciła lampkę olejną. Mówiło się też o tym, że pewnego razu Kasztanka wpadła nocą do wiejskiego kościółka i zbeszcześciła ołtarz, przy okazji tratując księdza proboszcza i jakiegoś parobka, który akurat pod nim leżał. Ilu dokładnie cywili zginęło za sprawą tego szatańskiego pomiotu nie wiadomo, ale pewne jest, że nie mniej niż kilkaset Bogu ducha winnych osób, nie wyłączając kobiet, kalek i noworodków.

Nie lepszy był też drugi koń marszałka, niejaka Minka, która nie dość, że miała kretyński wyraz pyska (stąd jej imię), to jeszcze strasznie dużo żarła, przez co żołnierze chodzili głodni. Na dodatek bardzo śmierdząco pierdziała.

Albo weźmy słynne konie z Lesbos. Nie bacząc na to, że wyspa, na której

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Poszły konie po betonie — czytnik · opowiadania