Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

przygoda · 9 min czytania

Poszukiwani cz. 3

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Weszli do gabinetu. Był to ciasny, ale gustownie urządzony pokój. Pod ścianą naprzeciwko drzwi stało biurko, za które od razu udał się Michael Garcia. Otworzył małą szufladkę i wyciągnął z niego dwa kieliszki oraz nadpoczętą butelkę whiskey. Rozlał ją do szkła, a potem zaprosił swojego gościa gestem ręki. Dopiero teraz, gdy nieznajomy zdjął chustkę, zastępca szeryfa zauważył, że włosy na głowie mężczyzny są jeszcze jaśniejsze, niż jego broda. Zanim w myślach skarcił się za niegrzeczne gapienie się na przybysza, zastanowił się, ile razy widział w tych stronach kogoś o podobnym odcieniu szczeciny. Ten prawdopodobnie był pierwszy. Garcia zasiadł za biurkiem, a towarzysza usadowił w krześle naprzeciwko. Pierwszy kieliszek wypili w milczeniu.

- Jeżeli jest pan ranny, każę posłać po lekarza. - odezwał się gospodarz. Gość jednak tylko skinął ręką na znak, że nie ma takiej potrzeby.

- Nazywam się Michael Garcia.

Nieznajomy grzecznie skinął głową, ale nie odpowiedział.

- W porządku, nie musisz się przedstawiać. Zresztą, to dość rozsądne, zważywszy na sytuację, w jakiej się znalazłeś. - Garcia wskazał wzrokiem za okno. - Musisz mi natomiast wyjaśnić, jak to możliwe, że w pojedynkę zdołałeś zabić trzynastu ludzi Olsenów? Ktoś ci pomagał? Jesteś może łowcą nagród, o którym nie słyszałem?

Gość przeciągnął się w krześle.

- Nic z tych rzeczy, szeryfie. - odparł.

- Nie "szeryfie”. Jestem zastępcą szeryfa. - uśmiechnął się Michael.

- A ja nie jestem łowcą nagród. - nieznajomy odpowiedział uśmiechem.

Rozbawiło Garcię to, że obaj wzięli się za ludzi, którymi nie są. Ponowił pytanie:

- Zatem jeśli nie jest pan łowcą nagród, jakim cudem obronił się pan przed całą bandą Olsenów?

Gość zamyślił się. Z jego miny było widać, że przywołuje w pamięci chwile ze spotkania z szajką złodziei. Sprawiał wrażenie, jakby sam nie do końca wiedział, co się stało. Garcia nie chciał naciskać gościa, by go nie speszyć, ale z trudnością ukrywał zniecierpliwienie.

- Wydaje mi się, panie Garcia, że po prostu lepiej strzelałem.

Nie takiej odpowiedzi spodziewał się zastępca szeryfa. Nieznajomy był bezczelny, albo głupi. Próba wyciągnięcia dodatkowych informacji w sprawie załatwienia Olsenów wydała się Michaelowi bezcelowa. Przybysz sięgnął do wewnętrznej kieszeni płaszcza i wyciągnął z niej drewnianą fajkę, zapałki i dwa zawiniątka. Spojrzał pytająco na Garcię.

- Proszę się nie krępować. - powiedział zastępca szeryfa.

Mężczyzna otworzył jeden woreczek i wychylił do niego popioły z fajki. Dokładnie zawinął, schował do kieszeni i dopiero potem z drugiej zwijki wydobył tytoń, nabił nim główkę i zapalił. Michael Garcia dokładnie przyglądał się temu powolnemu, skrupulatnemu procesowi. Nie mógł oprzeć się wrażeniu, że skądś zna swego gościa. A jeśli nie jego, to przynajmniej osobliwy obrządek związany z chowaniem popiołu do worka. Nieznajomy palił w spokoju przyglądając się gospodarzowi.

- Wygląda pan znajomo. - powiedział zastępca szeryfa. - Czy myśmy się kiedyś spotkali?

- To raczej niemożliwe. - rzekł blondyn. - Jestem w tych stronach od niedawna. Chyba, że pan zapuszczał się w głąb Europy, to mogliśmy się spotkać.

- Niestety nie. - odparł Garcia. - Jeśli jest pan z Europy, to faktycznie nie jest możliwe, żebyśmy się znali. Proszę wybaczyć. Po prostu patrzyłem, jak chowa pan popiół z fajki do woreczka, czego się u nas nie robi, a wydaje mi się, że już widziałem kogoś, kto pali tak samo jak pan. Ale to głupie przypuszczenie.

- Wcale nie. - odpowiedział gość. - Proszę powiedzieć, panie Garcia, długo służy pan sprawiedliwości w Aqua Chiquita Negra?

- Jako zastępca jestem tutaj piąty, czy szósty rok, ale pamiętam jeszcze czasy bez Olsenów.

- Skoro tak, to czy mówi coś panu nazwisko Lloyd C. Williams?

Garcia szukał w pamięci tego imienia, ale nic konkretnego nie przychodziło mu do głowy.

- Handlował zagranicznymi tkaninami. - podpowiedział nieznajomy.

W wyobraźni zastępcy pokazał się starszy jegomość, który wiele lat temu zjeżdżał na popas do miejscowej tawerny. Kupiec kilka razy w roku przybywał ze wschodu i zawsze najlepszy towar woził do Alburquerque. Był sympatyczny, mówił z dziwnym akcentem, ale zawsze ciekawie. A kiedy palił, odpukiwał popiół z fajki do woreczka i chował go w kieszeni.

- Tak! Rzeczywiście, znam! - powiedział z zadowoleniem Michael. - Stary Williams, bardzo ciekawa osobistość. Od lat jednak tu nie bywał. Pewnie spłoszyli go Olsenowie.

- Spłoszyli...…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Poszukiwani cz. 3 — czytnik · opowiadania