Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 22 min czytania

Potomkowie: Martwe Dzieci

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

MARTWE DZIECI

Nina uświadomiwszy sobie, że chyba zgubiła kobietę i mężczyznę, zatrzymała się raptownie, uderzając w czyjeś ciało. Przerażona uświadomiła sobie, że wpadła na kogoś i ta osoba może być mordercą ognistowłosej dziewczyny. Cofnęła się odrobinę i spojrzała na człowieka, który stanęła na jej drodze.

Był to nastoletni chłopak o oliwkowej cerze i niewielkich żółtych oczach, które okalały długie rzęsy. Miał na sobie czarną bluzkę, brązową, skórzaną kurtkę i trochę za duże dżinsowe spodnie. Wiatr wiejący od północy, rozwiewał jego długie, białe włosy . Jego blade usta unosiły się w kącikach. Wyraźnie było widać rozbawienie w jego oczach. Szesnastolatka chciała zerwać się do biegu. Po wydarzeniu w zaułku, była przerażona. Odwróciła się na pięcie i prawie ruszyła w kierunku domu, ale młodzieniec załapał ją za ramię i obrócił w swoją stronę. - Nie wiedziałem, że mój uśmiech jest taki przerażający. Nina nie wiedziała co odpowiedzieć. Nie mogła wydać siebie ani słowa. - Co robisz tu sama, o tak późnej porze? - O to samo mogę ciebie zapytać. - Ja jestem silnym mężczyzna, a ty tylko biedną, zagubioną dziewczynką. - spojrzała się na niego z niezwykłą wściekłością, a on pośpiesznie dodał - Bez obrazy oczywiście. - Gdzie my...ja w ogóle jestem? - Widać dziewczynka nie zna dobrze Lodynu. - Możesz nie mówić tak do mnie? - Jeśli zrobisz mi ten zaszczyt i powiesz swoje imię. Nina uśmiechnęła się kwaśno. - Wood. - Mam ci mówić po nazwisku? Jak wolisz. - Nie musisz wcale się do mnie odzywać. - To nigdy się nie dowiesz gdzie jesteśmy. Nina rozejrzała się dookoła. Stała na przemoczonym...żwirze? Z trzech stron otaczały ją głównie budynki z białego marmuru. - Horse Guards Parade.-odparła usatysfakcjonowana, patrząc na to co ją otacza zafascynowanym wzrokiem. - Co? - Jesteśmy na placu Horse Guards Parade.Gdy miałam dziesięć lal, byłam tu na paradzie z okazji urodzin królowej, chłopczyku. Chłopak zaśmiał się i odparł: - Anastazy. Jestem Anastazy, ale proszę mi mówić Pan Cooper.-powiedział podając rękę dziewczynie, a ona wybuchła śmiechem. - Jestem Nina, panie Cooper. - Znajdziesz drogę powrotną, Nino? - Jest tu ktoś?- głos dochodził ze wschodniej strony placu. Anastazy się obejrzał, a Nina stanęła obok niego. Ujrzeli dziewczynę o dużych, intensywnie niebieskich oczach. Innych szczegółów jej wyglądu nie zdołali zobaczyć w panującym mroku. Dopiero kiedy dziewczyna się do nich zbliżyła, zobaczyli jej jasne blond włosy, w których dało się zauważyć pasma błękitu. Była blada jak trup i strasznie chuda. Jej skóra praktycznie wisiała na kościach. Miała na sobie za dużą, białą tunikę z krótkim rękawem i podarte dżinsy. Drżała z zimna. Twarz miała brudną, zresztą jak wszystko. - O, hej. Nie spodziewałam się, że ktoś będzie się włuczył o tej porze.

- W Londynie? Serio? Uwierz mi jestem tu zaledwie jeden dzień, a już wiem, że Londyn nigdy nie jest cichy i opustoszały. - odezwała się Nina, uśmiechając się do dziewczyny. Anastazy zdjął z siebie skórzaną kurtkę i założył ją na ramiona niebieskookiej. - Nie trzeba. - Trzeba. Trzeba. Możesz ją zatrzymać tak długo jak chcesz. A w ogóle jestem Anek. Dziewczyna milczała. Nina obserwowała ją ze zdziwieniem. Po chwili ocknęła się i też postanowiła się przedstawić: - A ja jestem Nina. Można wiedzieć jak masz na imię i co się stało? Nie wyglądasz najlepiej. - Wow. Jesteś magiczna. Zanim ja wyciągnąłem od niej imię, upłynęło sporo czasu. Zziębnięta nastolatka zachichotała. Po chwili namysłu, postanowiła podać swoje imię. - Jestem Miley. Możecie mówić mi Mili. Choć nie sądzę, że znowu się spotkamy - powiedziawszy to, zdjęła kurtkę i podała ją Ankowi, ale on jej nie przyjął. - Nie wygłupiaj się. Wyglądasz w niej ładniej niż ja. Miley zaśmiała się i z powrotem włożyła na siebie skórzane odzienie. - Wracając do poprzedniego pytania, coś się stało? - spytała Nina, tak ostrożnie jak tylko mogł

a, a potem skarciła się za te słowa. Czuła, że brzmiała nachalnie, a nie chciała się nikomu narzucać. - Nie. U mnie wszystko dobrze. - w jej głosie słychać było napięcie i...smutek? Czyżby miała ochotę się rozpłakać?

Przez chwile zapadła głucha cisza, którą przerwał Anastazy, zmieniając temat. - Ninka skąd się przeprowadziłaś? Dziewczyna się zdziwiła. Nikt nigdy nie mówił do niej Ninka. Chciała coś powiedzieć na ten temat, ale uznała, że kłócenie się w tej sytuacji byłoby nie na miejscu, więc po prostu odpowiedziała. - Z Plymouth. -Południowa Anglia. Brzmi kusząco. Ja też przeprowadziłem się niedawno. Jestem tu od trzech dni, więc z pewnością znam ten teren bardziej niż ty - zerknął z ukosa na Ninę -Wcześniej mieszkałem w pięknym, choć deszczowym Invernoss. Oczy Miley rozbłysły. - Zawsze chciałam zobaczyć jezioro Loch Ness. - Zapewniam, nie ma w nim legendarnego potwora. Sama woda jest nudna. Oczy dziewczyny pociemniały. - Mam nadzieję, że przynajmniej ty znasz Londyn lepiej. - odezwała się Nina, która uznała swoją wypowiedź za głupią. Często mówiła, a raczej zdawało jej się, że mówiła coś niedorzecznego. Przez to oddalała się od ludzi. Nie miała żadnych znajomych, Dziewczyna nie odpowiedziała. Trójka znajomych po chwili usłyszała stukot kamieni i coś jakby...małe trzęsienie ziemi? Po chwili panna Wood runęła na podłogę, a na niej leżał chłopak, w letniej czarnej bluzce i krótkich szarych spodniach. Był bardzo blady. Miał srebrne oczy, które dziewczyna uznała za piękne. Ich czoła się stykały. Oczy były równoległe do siebie. Brązowe włosy nastolatka muskały jej czoło. Wyraźnie czuła jego mięśnie. Zawstydzony chłopak wstał. Na jego policzkach wyraźnie malowały się rumieńce. Podał Ninie rękę, aby pomóc jej wstać. Chwyciła ją i po chwili stała na własnych nogach. - Przepraszam. Ja po prostu... Nie wiem co się ze mną stało. Tak jakby ziemia mnie porwała. - Ziemia mnie porwała? Takiej gadki na podryw jeszcze nie słyszałem. - zaśmiał się Anek - Nic się nie stało.- Szesnastolatka była wyraźnie nim oczarowana. Patrzyła w oczy chłopaka, a on w jej, z przepraszającym wyrazem. - W takiej sytuacji głupio byłoby się nie przedstawić. Jestem Max. - Nina. Chłopak oderwał od niej wzrok, a kiedy Nina zorientowała się, że inni ją obserwują, zarumieniała się i skarciła się za patrzenie w oczy chłopaka. - Anastazy. - To chyba nie amerykańskie imię. - Moja babcia była Polką. Max po raz pierwszy zauważył zabrudzoną dziewczynę, a ona utkwiła wzrok w jego prawym ramieniu . Widniał na nim tatuaż - okrąg utworzony z arabskich liter, a wewnątrz niego ogień.Chłopak podszedł bliżej Mili i podał jej rękę, przedstawiając się. Dziewczyna jej nie ujęła. - Co to znaczy? -spytała, a chłopak spojrzał na nią, pełen zdziwienia - Ten tatuaż. - Nie wiem. Jest po arabsku. - odparł lekko zdenerwowany i zakłopotany. Miley nie wierzyła w jego słowa. Nikt nie wytatuował, by sobie tekstu, którego znaczenia nie zna. Postanowiła jednak sobie odpuścić. Miała wrażenie, że ten tatuaż coś oznacza i ma większą wartość niż inni mogą sądzić.

O cennych rzeczach nie mówi się obcym. - Jestem Miley i już właściwie powinnam iść. - powiedziawszy to, ruszyła w stronę miejsca, z którego przyszła. Nina chciała ją zatrzymać, ale bała się tego zrobić. Nie chciała, żeby to dziwnie wyglądało. Ostatecznie przełamała się ruszyła w stronę dziewczyny. Stanęła przed nią. - Poczekaj. Może chciałabyś wpaść do mnie na noc. Nie mam żadnych znajomych w tym mieście i może pora się z kimś zaprzyjaźnić. Chcesz przyjść? Byłabym wdzięczna. Wzrok Miley skupił się na ognistowłosej. Wyraz jej oczu był nieodgadniony. - No nie wiem. - To nie jest trudna decyzja. - Zadzwonię do mamy i się zapytam o pozwolenie. -powiedziała po chwili namysłu, a jej oczy wyrażały...wdzięczność? Nina uśmiechnęła się szeroko. Była wyraźnie zadowolona ze zgody dziewczyny i wcale tej radości nie kryła. Miley wyciągnęła przestarzałą komórkę, których - jak szesnastolatce się zdawało - już nie produkują. Dziewczyna oddaliła się kilka kroków, po czym wróciła. - Mogę iść. - To super. Zaraz ruszymy. Tylko się pożegnam z chłopakami. Możesz tu zaczekać jak chcesz. Blondynka została na miejscu, a Nina ruszyła w stronę chłopców - Na mnie też już pora.Na razie. -Do zobaczenia. -odparł Anek. Max nic nie powiedział, tylko się na nią patrzył. Najpierw wpatrywał się w jej oczy, a potem we włosy.

***

Miley i Nina całą drogę spędziły w milczeniu. Po paru minutach przechadzania się uliczkami Londynu, dotarły do dużego domku położonego przy ulicy Whitehall. Dom był wykonany z marmuru. Miał pełno, niewielkich okien i duże, drewniane drzwi. Dziewczyny weszły do środka. Przedpokój zajmowały niewielkie kredensy, szklane stoliczki, przy których stały staromodne fotele. Całość oświetlał drogocenny żyrandol, który był w tym domu od wieków. Na jednym z foteli siedziała mama dziewczyny. Spała, ale gdy usłyszała zamykające się drzwi, otworzyła oczy. - Dziecko, gdzieś ty się podziewała? Wiesz, która jest godzina? - Przepraszam, mamo. Trochę się zgubiłam. - To ty nie wiesz, że nie powinnaś się oddalać?! - powiedziała podniesionym głosem, a potem zauważyła stojącą za córką, dziewczynę. Na jej twarzy pojawił się rumieniec. Kobieta siląc się na spokój spytała: -Kto to jest, kochanie? -To jest Miley. Pomyślałam, że mogłaby się u nas zatrzymać na jedną noc. -Co ci się stało? Dlaczego jesteś brudna? Twoja mama wie, że tu jesteś? -Jessica tak jakby nie usłyszała swojej córki. Od razu zajęła się gościem, obserwując ją uważnie, a Miley stała skrępowana. -Razem...z...ze...znajomymi urządziliśmy wojnę na błoto. -zaczęła się jąkać -Mama wie, że tu jesteś? -Oczywiście. Dzwoniła do niej, nim tu przyszła. - tym razem odezwała się Nina -Dobrze. Idź do łazienki, wziąć kąpiel. Jedna jest tu. - odparła , wskazując na drzwi, znajdujące się w pobliżu schodów. - Masz jakieś ubrania na zmianę? -Niestety nie... -Nina, pożyczysz jej coś swojego - przerwała jej w pół zdania. - A ja przygotuję kolacje. Pewnie jesteście głodne. Lubisz dżem? W oczach dziewczyny, dało się zauważyć dziwny błysk. -A kto nie lubi dżemu? - na jej twarzy pojawił się uśmiech, po raz pierwszy od momentu, w którym Nina ją ujrzała. Dziewczyny siedziały teraz w kuchni. Była ona jednym z żywszych pomieszczeń domu. Ściany były koloru limonkowego, a podłoga cielistego. Znajdowały się tam trzy wysokie okna. Przy północnej ścianie pokoju poustawiane był szafki, lodówka, kuchenka itp. Wszystkie meble były koloru zielonego. Koło jednego z okien znajdował się długi, żółty stół. Był przykryty materiałem w kwiatki, a na jego środku znajdował się wazon pełen tulipanów. Przy nim poustawiane były krzesła z kwiecistą tapicerką. Jessica podała do stołu talerz pełny kanapek z dżemem. Do posiłku podany był też sok ze świeżych pomarańczy, który uwielbiała córka…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%