Horror · 6 min czytania
Potwór spod łóżka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Mamo, proszę nie idź jeszcze! Zostań choć przez chwilkę! Julia tak nienawidziła go za to. Dawała mu jeść, miał gdzie spać, często go przytulała i czytała bajki na dobranoc. Dlaczego on ani razu się jej za to nie odwdzięczył? Czasami był taki nieznośny. - Proszę cię kochanie, idź już spać. – Udała wyraźnie wyczerpaną. – Ja i tatuś chcemy się już położyć spać. - Ale mamoo! On znowu tu przyjdzie! Wczoraj czułem jak na mnie chuchał! – Zaaferowany malec nie dawał za wygraną. Musisz ze mną zostać! - Pewnie okno było otwarte. – Odpowiedziała znużona. – Erni, błagam cię! Idź spać!! – Dziecko trochę się skuliło pod tonem głosu matki. - Ale jak mnie zje to będzie TWOJA WINA! – Wykrzyczał ostatnie słowa i przykrył twarz kołdrą. Julia zgasiła światło i poszła do swojego łóżka. Było tak, jak myślała. Kurt już spał, w dodatku odwrócony do niej plecami. Od czasu kiedy urodził się Ernest mieli mniej czasu dla siebie. Wiedziała, że tak się dzieje zawsze, ale nie spodziewała się, że tak już zostanie. Teraz nawet nie mogła sobie przypomnieć kiedy ostatni raz było jej z nim naprawdę dobrze. Chwilowe zbliżenia pt. „Mały już zasnął” doprowadzały ją do łez, lecz niestety nie było to łzy rozkoszy. Bała się, że jej małżeństwo nie wytrzyma tej próby, a mały Erni wcale im nie pomagał… nie mogą przecież co sobotę oddawać go rodzicom. Julii bardzo ciążyła na sercu ta sprawa o nie mogła zasnąć. Snu nie zaznał też Ernest, ale z innego powodu…
- Odejdź stąd! – Syknął przez zęby. – Wiem, że tu jesteś! Ernest zwinął się w kulkę w rogu łóżka i nakrył po zęby kołdrą. Jego małe, rozbiegane oczka krążyły z przerażeniem po pokoju śledząc ciemny kształt kryjący się po kątach. Był cały zlany potem, a serce waliło mu jak oszalałe. Sięgnął ręką pod poduszkę i wymacał to, co schował tam dziś wieczorem. - Odejdź albo… stań do walki. – Ostatnie słowa wypowiedział jedynie ruszając ustami, ponieważ bał się, że stwór faktycznie się stawi. W dłoni kurczowo zaciskał „Posępny Czerep” – miecz Himena, który dostał od rodziców na piąte urodziny. Nagle czarny kształt śmignął pośród mroku, otarł się o chłopca i zniknął gdzieś w ciemnym zakamarku. Ernest popatrzył przerażony na swoją pustą dłoń, która jeszcze przed chwilą dzierżyła jedyną rzecz, która mogła go uratować. No, prawie jedyną… - MAAMOOO!! – Pisnął tak przeraźliwie, jak tylko dzieci potrafią. Julia natychmiast przybiegła przerażona i zapaliła światło. - Co się dzieje? – Oczy miała na wpół przymknięte, włosy sterczały jej na wszystkie strony. Erni pomyślał, że już wie dlaczego potwory się jej boją. - On znowu tu był! Ja wziełem…