Fantastyka · 6 min czytania
Powiastka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Długi już czas zachodzę w głowę, co właściwie się stało. Co spowodowało, że gdy tydzień temu się obudziłem, nie byłem już tym, kim wcześniej? Dlaczego tak sprawiło? I wreszcie, czemu padło właśnie na mnie? Siedem dni temu obudziłem się wyspany i radosny. Postanowiłem od razu wstać, jednak moje ciało wydało się zabetonowane. Chciałem otworzyć oczy; nadaremno. Widziałem mrok, zupełnie, jakbym oglądał czerń zamkniętych powiek. Byłem pewien, że to nie sen, więc krzyknąłem z zapytaniem, gdzie jestem. - W klawiaturze, kretynie - odparł ktoś z boku - A gdzie miałbyś być? I zamknij papę, głupi enterze, bo wszystkich rozbudzisz. Minęło dobre parę minut, nim przestałem wrzeszczeć. Oczywiście, wyrwałem ze snu wszystkie klawisze, które nie omieszkały mnie za to złajać. Usprawiedliwiałem się nieznajomością ich obyczajów, którą uzasadniłem tym, że jeszcze parę godzin temu byłem człowiekiem. Złość przycisków ustąpiła miejsca ciekawości i zaczęły prosić o ciąg dalszy rewelacji. - A więc, moi drodzy - zacząłem przemowę i na chwilę przerwałem, aby zebrać myśli i delektować się ciszą, znamionującą zainteresowanie słuchaczy - A więc, moi drodzy, nie wiem, jak się tu znalazłem. Oraz po co. Wiem tylko - wiem to z pewnością - że nim zasnąłem, byłem młodym chłopakiem, skądinąd właścicielem tej klawiatury oraz całego sprzętu komputerowego. Zapadła zupełna cisza. Wytężyłem słuch na chichot czy pomruki niedowierzania, jednak przyciski w milczeniu trawiły informacje i czekały na resztę. Pomyślałem, że klawiszom obce są kłamstwa, a więc ich świat znacznie różni się od tego, w którym niedawno żyłem. Potem mówiłem o swoim dzieciństwie, rodzinie, marzeniach. Słuchacze uwierzyli w każde słowo. Bałem się trochę, że nie zostanę zaakceptowany – w końcu niezbyt dobrze traktowałem klawiaturę. Jednak dołączyłem do braci przycisków i zacząłem cieszyć się szacunkiem. Mijały dnie nowego życia i choć czułem się całkiem dobrze, stale pragnąłem powrotu do ciała.
Po tym, jak zniknąłem,mój brat częściej niż zwykle siedział przy komputerze. Jak zawsze, gdy Rafała trapił smutek, przebywał w wirtualnym świecie, aby zapomnieć o nieprzyjemnych zdarzeniach. Zrozumiałem wówczas, że nie byłem dla brata jedynie zbędnym balastem, jak często mówił. Gdy raz usiadł przed monitorem, aby pograć, wytężyłem umysł i całym klawiszowym jestestwem odmówiłem posłuszeństwa. Rafał stukał we mnie niby rozhisteryzowany pianista, jednak bezskutecznie; nie działałem. W końcu rozeźlony zerwał się z krzesła, przeciął kabel klawiatury, a ją samą cisnął z całych sił przez okno. Leciała długo, nim rozwaliła