Duchy · 20 min czytania
Powiązanie dusz
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
{font:times} {b} DZIEŃ 1 {/b}
- Babciu, zaparzyć Ci herbatę? - Nie chcę… - zaakceptowałam wybór babci, także przeszłam do przedpokoju w celu wypakowania zakupów – Janeczku, nie! Zdenerwowałam się nieco. Czy babcia popada w amnezję, że zapomina imienia własnej wnuczki? - Babciu, ja się nazywam Nikola! Nie jakiś Janeczek! - Woła mnie. Teraz to wystraszyłam się nie na żarty. Babcia zachowywała się jakby była w transie – siedziała nieruchomo na krześle, spoglądając nieustannie w sufit. Mimo wszystko słuchałam dalej… - Nie, Janeczku, za wcześnie. Jest jeszcze czas. Tak, przyjdę do Ciebie, kochany. Nie teraz, proszę. Nie zabieraj mnie! Wywnioskowałam, że babcia wcale nie zwracała się do mnie. To brzmiało jak dialog. Tyle tylko, że nikt nie odpowiadał… A co ma znaczyć „kochany”? Babcia musiała mieć na myśli kogoś konkretnego! Pobiegłam szybko do salonu, w którym leżała mama. - Kto to Janeczek?! – zapytałam nie od rzeczy. - Słucham? O czym ty mówisz? – mama podniosła się z kanapy, wyraźnie zdziwiona. - Babcia patrzy się w sufit i mówi coś do jakiegoś Janeczka! Ale nikogo tam nie ma! W dodatku prosi, by ten gość jej nigdzie nie zabierał! - Co ty gadasz za głupoty… Babcia zawsze tak mówiła do mojego ojca. Ale on nie żyje od szesnastu lat! Nie wierzę. – mama powędrowała do jej pokoju, a ta, jakby nigdy nic, oglądała telewizję – Rozmawiałaś z kimś? – spytała babcię. - Nie, Julciu. Z kim miałam rozmawiać tak wcześnie rano? Mama pokręciła głową i wróciła do salonu. Nie odpuszczałam. - Skoro z nikim nie rozmawiała, skąd bym wiedziała, jak mówiła na dziadka?! - Nikola, przestań. Babcia pewnie sobie go wspominała, a ty zaraz jakieś pochopne wnioski wysuwasz i twierdzisz, że z kimś rozmawiała. - Dobra, jeszcze się zdziwisz! Następnym razem to nagram. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że następny raz już nigdy nie nadejdzie. Coś było nie tak. Mieszkamy w tym małym domku na przedmieściach od roku – a dokładniej od czasu, gdy babcia utraciła swoją witalność i nie była już zdolna do zajmowania się domem wraz z ogrodem. Jednak nigdy nie działo się nic podobnego. Ach, babcia zawsze była żartownisią, może jaja sobie robi i teraz śmieje się ze mnie. Wróciłam więc do jej pokoju, próbując wyjaśnić tą sytuację. - Naprawdę słyszałam, jak się do kogoś zwracałaś „Janeczku”. Brzmiało to jak niepełny dialog. Żartujesz sobie ze mnie? - Nie wiem, o czym mówisz, dziecko. Nie mam już humoru na żarty. Mogłabyś zrobić mi herbatę? - Przed chwilą nie chciałaś! Babcia zrobiła zdziwioną minę. To nie były żarty. - Nie, słoneczko. Możliwe, że nie usłyszałam. Wiesz dobrze, że musisz się zwracać do mnie wyraźniej niż kiedyś. Zaraz zwariuję! Chyba mi wyobraźnia za bardzo działa. Zrobiłam herbatę i poszłam do pokoju mojej pięcioletniej siostry Mai, aby spytać, czy nie zauważyła nic dziwnego w zachowaniu babci. Po rozmowie stwierdziłam, że skoro dziecko nie ma żadnych zastrzeżeń, to ja, siedemnastolatka, tym bardziej nie powinnam ich mieć. W końcu to maluchy mają najbardziej wybujałą wyobraźnię. Cały dzień smażyłam się na ogródku i już nie miałam styczności z babcią. Lipiec, w końcu koniec gimnazjum… Skończyłam w tym roku siedemnaście lat - poszłam do podstawówki rok później z powodu moich początkowych problemów z wymową. Teraz jest już wszystko w porządku, dzięki pomocy znajomego logopedy. Dałam podanie do liceum, które jest usytuowane niedaleko naszego poprzedniego mieszkania, w środku miasta. Nie przeszkadzają mi dojazdy nyskami, zresztą nie mam nic do gadania - to jedyny dojazd z przedmieść. Problemy z owym transportem pojawiają się jedynie, gdy doskwiera słońce - wówczas jest niewyobrażalnie duszno i już nie raz zdarzały się omdlenia. Dzisiejszego dnia szybko położyłam się spać.
{b} DZIEŃ 2 {/b}
W nocy obudził mnie huk tłukącego się szkła. Spojrzałam na zegarek – trzecia w nocy. Babcia by o tej godzinie chodziła po kuchni? Niemożliwe. Wyskoczyłam z łóżka i na miejscu zdarzenia spotkałam rodziców oraz wystraszoną Maję. Pierwszą myślą każdego z nas była babcia. A jej brak. Odprowadziłam siostrę do jej pokoju, gdy nagle usłyszałam załamany krzyk mamy. - Nie, tylko nie to! Siostra pobiegła ze mną w kierunku pokoju babci, skąd dochodził płacz. Domyślałam się, co się stało. Wkrótce przyjechał lekarz i stwierdził zgon, dopiero co. Poczułam się niepewnie… Czy szklanka była jego oznaką?
Rano, po nieprzespanej nocy weszłam do kuchni i usłyszałam rozmowę rodziców na temat pogrzebu. Będzie wypadał on prawdopodobnie w piątek o godzinie 13:00. Postanowiłam zajrzeć do pokoju babci. Dopiero teraz zauważyłam, jak kochała ona swojego męża. Wszędzie widniały jego zdjęcia, a w albumach były schowane zżółknięte listy, które do niej pisał. Teraz przypomniało mi się, co babcia mówiła poprzedniego dnia. „Nie, Janeczku, za wcześnie. Jest jeszcze czas. Tak, przyjdę do Ciebie, kochany. Nie teraz, proszę. Nie zabieraj mnie!” – czy to możliwe, że nawiązała kontakt ze swoim mężem? Mam wrażenie, jakby to on zabrał ją do siebie. Nie no, co za bujdy! Babcia była na skraju śmierci, miała prawo majaczyć. Wróciłam do kuchni, zjadłam śniadanie i dołączyłam się do rozmowy rodziców. Po dłuższym czasie zdziwiło mnie, że Mai z nami nie ma – zawsze wszystkich budziła. Poszłam do jej pokoju – nie ma jej! Biegałam po mieszkaniu od salonu po łazienkę, aż znalazłam ją w… pokoju babci, oglądającą stojące na stoliku zdjęcia! Wyraźnie wystraszyła się na mój widok. Dziwne, że nie bała się tu wejść po tym, jak lekarz stwierdzał zgon babci na jej oczach. - Co robisz, mała? - Ten pan… - wskazała na zdjęcie dziadka – Widziałam go w nocy. Spojrzałam litościwie na siostrę i wytłumaczyłam, że szok może powodować sny o ludziach, których widzimy choćby na zdjęciach. - Ale ja nie widziałam tych zdjęć! Nie wiem co to za pan! – zaprotestowała. - To dziadek. Na pewno babcia pokazywała Ci jego zdjęcia. - Nikolka… On mówił, że babcia czuje się dobrze. Dlatego przyszłam tutaj, myślałam, że wróciła… Zakręciło mi się w głowie. Ta szklanka, która spadła ze stołu w godzinę śmierci babci, teraz wizja mojej siostry. Jak się później okazało, na tym się nie skończyło… Owładnęła mną przerażająca cisza. W tym pokoju zawsze coś rozbrzmiewało. Nagle zorientowałam się, czego mi brakowało – tykania starego, stojącego zegara. Zamarłam, widząc na jakiej godzinie się zatrzymał – 3:00! Wykluczyłam popołudnie, gdyż babcia na pewno wówczas by się uskarżała – zegar ten pomimo wieku, działał bez zarzutów. Wzięłam siostrę za rękę i zalana potem wybiegłam z nią do kuchni. Popołudniem rodzice pojechali załatwiać sprawy dotyczące pogrzebu, a ja przy okazji zabrałam siostrę do miasta, aby choć troszkę odreagować stres. Nie na długo.
Część 22 / 2
{b} DZIEŃ 3 {/b}
Zobaczyłam babcię. Zamachała do mnie i powiedziała swoim ciepłym głosem „odnalazłam swój skarb, jestem szczęśliwa”, po czym zniknęła bez śladu. Zaraz potem się obudziłam - 3:00. Czy to jakieś fatum, do cholery? Wstałam, aby napić się wody. W przedpokoju natknęłam się na mamę i Maję. Obie były blade. - Coś się stało? –spytałam, mama jednak zbyła mnie machnięciem ręki i wróciła do swojej sypialni. Powtórzyłam więc pytanie Mai. - Widziałam babcię. - Co Ci mówiła? - Nie pamiętam… Coś znalazła… Boję się, Nikolka. Postanowiłam, że resztę nocy spędzę z siostrą – zabrzmi to infantylnie, ale cholernie się bałam. Mimo, że nie miałam w sumie czego. Obudziłam się w idealnym momencie – usłyszałam rozmowę przez telefon mamy z ojcem, który akurat miał całodobową trasę swoim tirem. Mimo, że gadka była wyrwana z kontekstu, bo słyszałam tylko jedną osobę (pomijając fakt, że tym razem mama nie dała na głośnomówiący jak to robiła zazwyczaj) ale to, co mama mówiła do słuchawki, brzmiało jednoznacznie: „Naprawdę? Mi też, w dodatku machała! Mówiła o jakimś skarbie… Tak, o tej samej godzinie. Zdaje mi się, że ona chce nam coś przekazać…” Gdy zakończyła rozmowę, wyszłam i jakby nigdy nic zagadnęłam ją: - Jak Ci się spało, bo chyba nieciekawie, skoro szwendałaś się w nocy po kuchni? - No tak, stres związany z pogrzebem daje o sobie znać. - A śniło Ci się coś? - Nic szczególnego… - Kurczę, przestań mnie oszukiwać, widzę przecież, co się dzieje! – wybuchłam – Tobie też śniła się babcia, tak jak nam wszystkim! Mówiła, że znalazła jakiś skarb, prawda?! - Nikola, cicho… - mama wyraźnie zbladła. – To przez stres. - Przez stres?! – zauważyłam, że sama nie wierzy co mówi – Jakim prawem wszyscy mamy ten sam sen, o tej samej godzinie? To nie jest normalne, mamo. Babcia chce nam coś powiedzieć. Wiesz to tak samo jak ja i nie ukrywaj! - Szczerze? Owszem, wydaje mi się to podejrzane. Jednak to nic dziwnego mieć sporadyczny kontakt z kimś zmarłym. Dziadek po śmierci także ukazywał się babci. Wierzę, że dusze ludzkie zostają na tym świecie i nie powinno być w tym nic dziwnego, jasne? Wtedy coś mnie tknęło. - A gdzie pochowany jest dziadek? Właściwie to jak on umarł? Nigdy nie odwiedzaliśmy go na żadnym cmentarzu. Mama zakłopotała się. - Dziadek dużo podróżował. Zaginął gdzieś nad morzem. Prawdopodobnie się utopił. - Czyli nie jesteś pewna, że on nie żyje?! - Jestem pewna, że nie żyje, bo zanim spóźnioną informację o zaginięciu zgłosił nam jego kolega, babcia zobaczyła w nocy dziadka mówiącego, że nikt ma się o niego nie martwić, bo „tamten świat” jest piękny. To są jakieś żarty. Albo ten dom jest nawiedzony, albo nasza rodzina! Wszyscy widzimy zmarłych? Niczym ze słabego horroru! Zaczynam się obawiać, że z dziadem stało się coś złego, w końcu niecodziennie ktoś ginie podczas wycieczki i nikt nie wie co się z nim stało. Co do babci też zaczęłam odczuwać jakieś inne uczucia. Zwykle była mi obca, czułam się bardziej jak jej służąca niż wnuczka. Myślę, że coś ukrywała… Koniecznie muszę się tego dowiedzieć.
{b} DZIEŃ 4 {/b}
Obudziłam się przez nagłe poczucie chłodu. Otworzyłam oczy domyślając się godziny – słusznie, 3:00. W sumie, nie robi już to na mnie większego znaczenia. W końcu nic nam nie groziło – przecież babcia by tego z pewnością nie chciała. Nagle, ni stąd, ni zowąd ktoś przemknął bezszelestnie