Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 11 min czytania

Powiernik szatana

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Był środek nocy. Ktoś szedł powoli ciemną ulicą. Słabo świecące latarnie ukazywały jedynie sylwetkę postaci. Cień wszedł po schodach przy jednym z budynków mieszkalnych. Drzwi były zamknięte, a po prawej stronie od nich znajdował się domofon z listą kilku nazwisk. Postać wcisnęła guzik przy napisie „David Smith”. Po kilku minutach ciszy odezwał się zaspany głos mężczyzny: - Czego!? Kto tam?- niewidoczna postać milczała przez chwilę. W końcu rzekła cichym, lekko zachrypniętym głosem: - Anioł…lecz ten z ognia piekielnego. Powiernik szatana. - Proszę odejść, bo zadzwonię po policje. - Już odchodzę. Chciałem tylko przekazać, że piekło zainteresowało się tobą.- powiedział. Usłyszał jeszcze jakieś krzyki, po czym odszedł w ciemność nocy.

* * *

O siódmej rano budzik Davida Smitha zaczął dzwonić przeraźliwie głośno. Mężczyzna zrzucił sobie z głowy poduszkę, pod którą spał i szybkim ruchem ręki wyłączył jęczący zegarek. Usiadł na skraju łóżka. Rozmyślał nad człowiekiem, który obudził go w nocy. - Musiał być nieźle naćpany.- powiedział sam do siebie po czym wstał i powlókł się do łazienki. Po obmyciu, ubrał się w niebieską koszulę, czarne spodnie i garnitur. Ostrożnie zaparzył sobie kawy i usiadł przy stole czytając gazetę. Po jakimś czasie wyszedł z mieszkania kierując się na parking. Przechodząc przez drzwi wejściowe do budynku, w którym mieszkał, ujrzał na szybie pentagram wyrysowany czerwonym flamastrem. - Ćpuny.- powiedział zdenerwowany popychając drzwi. Przywitał się jeszcze nie przyjemnym tonem z jedną z sąsiadek i wsiadł do starej Skody.

* * *

W pokoju panowała straszliwa ciemność. Brak lamp, brak okien, absolutny brak światła. Słychać było tylko dwa głosy, męskie głosy. Jeden był wyraźnie starszy do drugiego: - Dlaczego jesteś dopiero teraz?- spytał. - Wybacz. Powiedziałem mu. Już wieczorem powinien być nasz.- odparł młody głos. - Dobrze.- rzekł drugi po czym w pomieszczeniu ucichły wszelkie głosy.

* * *

David podjechał pod budynek szpitalny. Zaparkował samochód i pomknął do środka. Przywitał się z dwoma pielęgniarkami przy wejściu, wszedł po schodach na drugie piętro i otworzył drzwi z plakietką „David Smith: Informatyk”. Pomieszczenie było malutkie. Ledwie mieściło biurko z komputerem, krzesło biurowe i dwie półki uginające się od papierów, płyt i różnych „ciekawych” rzeczy. Usiadł przed komputerem i właśnie przy tym sprzęcie przesiedział do czternastej. O tej godzinie w szpitalu była przerwa obiadowa. Pomknął do stołówki, ponieważ głód ściskał go w żołądku. Po zjedzeniu dwóch potraw powlókł się do toalety by się załatwić. Gdy usiadł na sedesie usłyszał głos dochodzący z sąsiedniej kabiny: - Szatan… Piekło… Ogień…- był to szept. David zrobił szybko, co miał zrobić i bez ostrzeżenia otworzył kabinę obok. - Tak jak myślałem.- rzekł patrząc na młodego mężczyznę ze strzykawką w ręku. Cały się trząsł. Pewnie przedawkował, pomyślał Smith. Wezwał lekarzy, którzy zabrali ćpuna z toalety. Umył jeszcze ręce i rozkojarzony wrócił do pracy.

* * *

W ciemnym pomieszczeniu ponownie słychać było rozmowę. - Już czas.- powiedział stary głos. - Ruszam na łowy.- odparł drugi. - Wieczorem stanie przed twym obliczem.- dodał po czym głosy ucichły po raz drugi.

* * *

David kończył pracę. Ułożył jeszcze stosy papierów na biurku, wyłączył komputer, po czym wyszedł zadowolony z pomieszczenia zamykając je na klucz. Przeszedł obok kilku sal z chorymi. Przy ostatniej ujrzał młodego blondyna w ciemnym płaszczu. Na jego twarzy był mały uśmieszek. Wychodził z ostatniej sali i skierował się ku wyjściu. David także chciał tam pójść, lecz ktoś złapał go za rękaw. Obrócił się i spojrzał na zapłakaną kobietę. - Proszę pomóc. Lekarz, potrzebny lekarz.- powiedziała przez łzy. - Jestem tylko informatykiem.- odparł David z przejęciem. - Ale nie ma tu żadnego! Proszę przy nim zostać! Ja pójdę po pomoc!- krzyknęła błagalnym tonem i pobiegła korytarzem w poszukiwaniu kogokolwiek znającego się na medycynie. Smith wszedł niepewnie do pomieszczenia. Leżał tam stary mężczyzna. Ciężko oddychał i patrzył w kąt. „Rak płuc” przeczytał David. Stanął przy łóżku starca. Ten nie patrząc na niego rzekł: - Konam synu. Odchodzę ze świata. - Proszę tak nie mówić. Zaraz przybędzie lekarz. - Szatan cię znajdzie, lecz możesz wiedzieć czemu cię szuka. Ojciec twój.- mówił coraz głośniej. Gdy skończył ucichł i zamknął oczy. Nadal oddycha, pomyślał David z ulgą. W tym momencie na salę wbiegł lekarz, pielęgniarka i zapłakana kobieta. Kazali wyjść Davidowi. Zrobił to i roztrzęsiony wyszedł ze szpitala. Usiadł na murku przy wejściu i odetchnął świeżym powietrzem. Myślał o tym, co powiedział starzec chory na raka. - O co chodzi z tym szatanem?- spytał siebie na głos. Nie wiedział, co myśleć, lecz czuł, że to coś złego. - Umarł… Ten staruch.- powiedział do niego młody mężczyzna siadając obok. Był to ten sam blondyn, który wychodził z pokoju starca. - O co ci chodzi? Skąd wiesz? - David… zrozum znaki. Pojmij… David, David.- uśmiechnął się. - Czego chcesz?- David wstał ze złości. - Spokojnie. Jeśli mnie dotkniesz, dostaniesz dwadzieścia kulek na klatkę piersiową od trzech snajperów, którzy non stop w ciebie celują.- uśmiechnął się złowieszczo. - Jestem wysłannikiem szatana. Może dowiesz się, czemu cię szuka. Jeśli nie wierzysz, że dużo możemy to patrz.- wskazał na młodzieńca idącego ulicą. - Widzisz? Do widzenia Smith. A i mów mi Robert.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%