Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 10 min czytania

Powrót do domu

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wiatr wiał mocno. Niósł z sobą połamane gałązki drzew, brunatne liście i zapach zbliżającej się już zimy. Jednak mimo padającego deszczu wciąż szedłem wytrwale, postój czy rezygnacja byłaby bezsensem. Nie mogłem pozwolić sobie na porażkę. Przez całe życie idę. Idę w lecie i w zimie, idę, gdy są ulewy, i praży słońce. Jestem wędrownikiem od zawsze. Czasami spotykam zwierzęta, czasami pojedyncze domki, czasami widzę jeziora i lasy, ale zwykle jest tak jak teraz- horyzont, gładki i równy, a wokół mnie pustka i nicość, tylko nade mną: niebo, chmury i słońce. Ludzie mówią na mnie "pielgrzym". Nie jestem pewny czy to dobre określenie. Każdy pielgrzym ma swój cel, do którego wytrwale idzie. Ja tego nie mam, albo jeszcze nie odkryłem. Najprawdopodobniej to drugie. Kiedyś spotkałem na swej drodze pewnego starego człowieka. Zaproponował mi nocleg w jego domu, a ja zgodziłem się na to. Człowiek ten był samotny, mieszkał sam, więc potrzebował kogoś do rozmowy. Ja też czasem mam przemożną chęć porozmawiania z kimś. I choć spotykam ludzi na swej drodze, to najlepsze są rozmowy z samym sobą- wtedy przynajmniej wiem, że człowiek, z którym rozmawiam mówi prawdę, i wiem, co czuje. Czasem jednak to nie wystarczy, człowiek to skomplikowana roślina, która potrzebuje drugiego człowieka jak wody. Zastanawiałem się, dlaczego ludzie nie walczą o swoje życie. Roślina uparcie szuka w glebie kropelki wody, powiększa swoje korzenie, aby znaleźć życiodajny napój, a człowiek woli usychać. I usycha z tęsknoty za miłością i drugim człowiekiem, zamiast walczyć, o to, co w życiu najważniejsze. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Starzec mówił dużo rzeczy, o świecie, o ludziach, o całym istnieniu...Jednak najbardziej zapadły mi słowa wypowiedziane z jego ust o celu. Mówił, że cel to zadanie, jakie wyznaczamy naszym marzeniom. Ja mam marzenia, a mój cel to znaleźć koniec mojej wędrówki. ***

Zapadł już wieczór, dosyć ciepłe przedtem powietrze ochłodziło się. Mróz powoli wdzierał się do wnętrza mego ciała, prawie czułem jak serce i krew tętniąca w nim podatne na temperaturę zamarzają. Było to nadzwyczaj dziwne, bo przecież zima jeszcze nie nadeszła. Może to ta okolica. Faktycznie nie wiem gdzie jestem, zazwyczaj nie interesuje mnie gdzie idę, tylko to żeby było mi tam jak najlepiej. Nie wiem gdzie zaszedłem, ale wszak nie w każdej krainie pogoda jest taka sama. Wiatr unosił z ziemi tumany kurzu, pyłu, piasku; przeszedłem już przez las, więc w powietrzu nie fruwały już liście, zresztą, w takiej gęstej nocy na pewno bym ich nie ujrzał. Następna fala wiatru uderzyła we mnie z niesamowitym impetem. Teraz szukałem już tylko miejsca, w którym mógłbym się schronić przed wiatrem i rozłożyć namiot. Nic takiego jednak nie ujrzałem. Żadnej jamy, wielkiego kamienia czy dużego drzewa. A zresztą, nawet gdybym coś takiego znalazł, przy takiej wichurze nie zdołałbym rozłożyć namiotu. Nagle, jak przez mgłę zobaczyłem widniejący w oddali dom. Zamknąłem oczy i znów otworzyłem je minimalnie, żeby nie wpadł mi piasek do oczu. Rzeczywiście- przede mną stał domek, którego, jak mi się wydawało, przedtem nie było. Opierając się sile wiatru dotarłem przed jego drzwi. Były to drzwi ciężkie, drewniane, wydawały się być bardzo mocne, tak samo wyglądał z zewnątrz cały dom, był niewzruszony na silne podmuchy wiatru. Ujrzałem mosiężną kołatkę na drzwiach. Złapałem za nią i głośno zastukałem, czekając na wydarzenia. Nie myślałem nad tym, kto mieszka w tym domu, wolałem nie wiedzieć. Lecz któż mógł mieszkać na takim odludziu? Jednak w obecnej sytuacji nie miałem żadnego innego wyboru, jak tylko czekać pod drzwiami, patrząc przed siebie na potężne drzwi. W końcu wrota otworzyły się i ku uldze, w szparze zawitała miła twarz jakiejś kobiety. Rzuciła okiem na moja postać, otworzyła drzwi i gestem zaprosiła mnie do środka. Nie wiem, dlaczego, ale wszedłem do środka jakby na palcach stóp, cichutko. -No, czekałam na ciebie.-Mruknęła gospodyni prowadząc mnie gdzieś. Była to smukła kobieta, wieku mniej, więcej tego samego, co ja. Ubrana w długą spódnicę koloru bordowego, białą bluzkę i czarny kubrak. Jej kunsztowny czarny kok włosów pięknie lśnił, a cała poruszała się z wielka gracją. Dotarło do mnie w końcu, co ta kobieta do mnie powiedziała. Zdziwiony spytałem się pani domu: -Eeee...-W zasadzie nie wiedziałem, co powiedzieć- czekała na mnie...eee... pani?- Czułem się skrępowany, ponieważ wtargnąłem tu zupełnie obcy, a ta dama zachowuje się jakby tego nie zauważyła. Odwróciła się i uśmiechnęła. Wesołe ogniki tańcowały w jej pięknych, czarnych oczach. - Czekałam na ciebie. Widziałam jak zmagasz się z wiatrem.-rzekła, po chwili znów się uśmiechnęła- Widzisz, tutaj- obiegła wzrokiem ściany domu- nie czuję chłodu, w tym…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Powrót do domu — czytnik · opowiadania