Psychologia · 5 min czytania
Powrót do domu
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Bonson wrócił z wojny nieco później niż większość chłopców. Kolejne cztery miesiące od podpisania pokoju przeleżał w szpitalu, a lekarze nie zezwalali na powrót. Dni te definitywnie uznał za najgorsze w swoim życiu. Bynajmniej nie ze względu na ból, a na nieznośną nudę i puste wyczekiwanie. Kiedy wreszcie stanął na rodzinnej ziemi, dawno już przeminęła fala entuzjastycznych powitań bohaterów i jedynymi, którzy z radością go przyjęli, była najbliższa rodzina. Nawet ta nieco dalsza nie pokwapiła się przybyć, a jedynie wysłała parę pospiesznie napisanych listów. Nie poczuł się tym wcale zmartwiony, bo przede wszystkim pragnął spokoju, ale podczas długich dni spędzonych w szpitalu myślał o cieplejszym przyjęciu. Początkowo czuł się nieco nieswojo wśród ludzi, których długo nie widział. Dużo mówili o tym, że wydoroślał, że bardzo się zmienił, że nie jest już tym samym człowiekiem. Zastanawiał się nad tym. W zasadzie to po części zgadzał się z nimi, ale starał się nie dopuszczać tych myśli do głosu. Starał się nie szukać w nich jakichś nowych znaczeń. Starał się żyć tak jak dawniej. Starania te wychodziły czasem bardzo dobrze, ale niekiedy całkowicie się sobą zawodził. Wojnę wspominał rzadko, najczęściej wtedy gdy przychodziły te smutne, nostalgiczne chwile. Nawet wtedy mówił o niej mało i oszczędnie. W rzeczywistości nie miał o czym opowiadać. Mimo setek wydarzeń stanowiły one jedną, minioną całość. Błoto przemieszało się z bólem i cierpieniem. W szpitalu chciał by obmyto go z tego brudu po raz ostatni. Jednak ciągle nie poczuł ulgi. Chodziło o coś zupełnie innego. Nie o niego, a o tych, którzy go otaczali. To oni stali się inni. Zmienili się, bo on miał się zmienić. Rodzice usiłowali przebywać przy nim jak najdłużej, jednak potwornie go to nudziło. Nazbyt natarczywe próby zrozumienia wywoływały zupełnie przeciwny efekt. Spokój stał się jeszcze większym marzeniem niż dotychczas. Denerwowały go częste wizyty sąsiadów, głośne zabawy znajomych, denerwowały go wojenne kawały i listy od przyjaciół. Nie odpisał na żaden z nich uznając to za obowiązek wobec tych, którzy polegli. W zasadzie nie zastanawiał się nad tym, na czym dokładnie ten obowiązek polega, ale podświadomie wyczuwał jego obecność. Obecność poległych także. Chodził niewiele. Obandażowana noga puchła gdy tylko podnosił się do pionu. Każdy gwałtowny ruch powodował silny ból. Wtedy kładł się zazwyczaj czytając książki, lub słuchając muzyki.