Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Duchy · 5 min czytania

Powrót z zaświatów

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Pan Madaliński był zrozpaczony, pogrążony w smutku i żałobie. Właśnie przed chwilą dostał tragiczną wiadomość- jego syn zginął w wypadku samochodowym. A wszystko zapowiadało się tak doskonale. W nagrodę za maturalne świadectwo z czerwonym paskiem Marcin dostał od swego ojca nowego Poloneza. Tym to autem postanowił wybrać się na pierwsze w życiu, samodzielne wakacje. Pan Madaliński, acz niechętnie wyraził na to zgodę. Teraz bardzo tego żałuje, ale niestety jest już za późno. Marcin nie żyje... Pani Madalińska w szoku... Babcia Madalińska mdleje... A przyczynił się do tego wszystkiego ( do wszystkiego oprócz śmierci Marcina) niewinny policjant, który wniósł tą tragiczną wiadomość do tego spokojnego domu. - Musi się pan udać ze mną - nalegał sierżant Ziółko - E tam żyć się nie chce - odpowiedział ojciec zmarłego -Musi pan rozpoznać zwłoki syna - Nie mogę ... nie chcę - jąkał się ojciec - A zresztą - machnął ręką policjant- I tak nie wiem czy pan by go poznał - masakra. Stało się to na drodze do Olecka - ciągnął niemiłosiernie sierżant Ziółko- Musiał jechać 120 km/h najmniej setką. No i wyskoczył zza rogu ten Reanault. Oba samochody na złom. Obaj kierowcy nie żyją. Brak pasażerów . To wszystko. - Aha - przypomniał sobie jeszcze- Oto dokumenty i porwana bluza pana syna. Pani Madalińska dopadła czerwonej, porwanej szmaty i zawyła: -Taak!!! to jego!! O Boże mój Boże!!!! - To ja już ... do widzenia - powiedział sierżant i niezgrabnie opuścił mieszkanie- Aha - powiedział już w drzwiach - zwłoki możecie państwo odebrać za dwie godziny. Pan Madaliński zbladł. - Zwłoki... O Boże! ************************************ Po godzinie formalności w domu pogrzebowym były już załatwione. Właśnie wniesiono do domu trumnę, kiedy do drzwi ktoś nieśmiało zapukał. - Idź otwórz no! - rzekł do żony madaliński- Pewnie to ktoś z rodziny Żona powoli wstała i poczłapała do drzwi. Otworzyła je i zaczęła krzyczeć przeraźliwym i cieńkim głosem. - Aaaaaaaa! pomocy! Krzyk był tak przeraźliwy, że panu Mdalińskiemu przeszły ciarki po plecach. Tymczasem z kuchni wyszła babcia i również skierowała się do przedpokoju, w kierunku drzwi. Po chwili pan Madaliński znów usłyszał zestaw dźwięków o różnej częstotliwości i prawdopodobnie czyjś upadek. Doprowadzony tym do ostateczności osobiście udał się do przedpokoju. Ujrzał tam…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%