Przygoda · 11 min czytania
POWSTAŃCY
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 4
- Czekać na mój rozkaz! – Wrzeszczał porucznik Szaja – Nie wystawiać łbów, powiedziałem! Grzybowski, do cholery jasnej, głuchy jesteś!?
- Tak jest panie poruczniku! – Skulił się starszy szeregowy Grzybowski – To znaczy nie jestem, panie poruczniku! – Dodał po chwili.
Mimo późnych godzin wieczornych, mimo iż był to już koniec września, żołnierzom siedzącym tego dnia w okopach było cholernie gorąco. To niekończące się oczekiwanie, strach, napięcie oraz gruby zimowy mundur, robiły swoje. Starszy szeregowy Grzybowski pochodził z oddalonej raptem pięć kilometrów wsi Zalesie. Znał te tereny jak mało kto, dlatego też porucznik Szaja postanowił trzymać go przy sobie w razie odwrotu lub wymuszonych zmian taktycznych. Nikt nie znał lepiej okolicznych lasów niż szeregowy Grzybowski. W razie wymuszonego odwrotu, to on miał za zadanie wyprowadzić oddział z pod linii ognia. Wszyscy oczekiwali z niecierpliwością na dalszy rozwój wydarzeń, żołnierze Dwudziestego Pierwszego Batalionu siedzieli w okopach czekając na rozkaz do ataku. Batalion ten był częścią Trzeciego Pułku Piechoty Wojsk Lądowych. Była to ich pierwsza potyczka. Nie wiedzieli co ich czeka, nie wiedzieli nawet z jak silnym przeciwnikiem przyjdzie im się zmierzyć. Wywiad wojskowy wciąż szwankował, mimo iż od feralnego dnia, dwudziestego ósmego lipca, minęło już niemal sześć miesięcy. Meldunki nie docierały, większość kurierów została przechwycona przez wywiad przeciwnika, inni nie znali tak dobrze terenu. Uzbrojenie, też nie napawało optymizmem, inne formacje zostały wyposażone o wiele lepiej, ale Batalion Porucznika Szai miał zaledwie jedną formację dział pułkowych z 2 armatami o kalibrze 75 mm, pułk lekkiej artylerii, złożony z trzech niedoświadczonych dywizjonów po siedem haubic każda oraz kompanię cekaemów z ograniczoną ilością amunicji, batalion zbędnych tego dnia saperów i kompanię niedziałającej łączności. Całości dopełniała dość duża grupa niedoświadczonych w boju szeregowców, którzy po raz pierwszy w życiu trzymali karabin w ręku. Porucznik Szaja nie otrzymał kompani zwiadowczej, o którą prosił kilka tygodni wcześniej, odebrano mu również trzy kompanie strzeleckie, argumentując to koniecznością odesłania ich w bardziej newralgiczną część frontu. Nie mógł uwierzyć, że w tak potężnej armii dzieją się rzeczy tak bardzo niezawodowe. Brak kompetencji, biegłości w sprawach taktycznych oraz zbyt impulsywne podejście do wielu zagadnień z wojną związanych, napawała zwątpieniem w słuszność sprawy. Obserwował swoich podwładnych, kręcąc z niedowierzaniem głową.
- Jeśli mamy wygrać tą wojnę, to muszą mnie zacząć w sztabie szanować, psia ich mać! – Krzyknął do swego adiutanta, który bardziej był zajęty pisaniem pamiętnika, niż słuchaniem swego dowódcy.
***
- Masz papierosy? – Zapytał starszy szeregowy Grzybowski jednego ze swych kompanów, kiedy obaj siedzieli skuleni w wilgotnych, osuwających się okopach.
- Mam – Odpowiedział chłodno żołnierz, zsuwając czapkę na oczy.
- To daj – Zaproponował Grzybowski.
Część 22 / 4
- Goń się – Usłyszał w odpowiedzi.
Popularny przed wojną wśród kolegów Grzybek, patrzył na swego rozmówcę z niedowierzaniem. Odwrócił się mrucząc złowieszczo pod nosem, machnął zrezygnowany ręką i wcisnął się mocniej w mokrą ziemię, starając zachować pod płaszczem jak najwięcej wyparowującego z ciała ciepła. Walczyli po jednej stronie, tkwili razem w śmierdzącym okopie od wielu dni, a jednak wciąż nie tworzyli zgranego kolektywu. I właśnie tego Grzybek nie mógł zrozumieć.
W pewnej chwili podbiegł do nich jeden z adiutantów porucznika, z rozkazem gotowości bojowej oraz stanowczym nakazem absolutnej ciszy.
- Powiedz mu, żeby się w dupę pocałował! – Krzyknął któryś ze strzelców za plecami Grzybowskiego.
- Trochę szacunku żołnierzu! – Wrzasnął adiutant.
- Wypieprzaj stąd! – Krzyknął inny.
- Sam wypieprzaj! – Wtrącił się Grzybowski.
Część 33 / 4
- Ty najduchu zawszawiony! – Rzucił się jeden z żołnierzy na Grzybka.
Tarzali się w ciasnym okopie, okładając się na wzajem pięściami. Nikt im tej bójki nie przerywał. Wszyscy się dobrze bawili. Dopiero, kiedy przeciwnik Grzybowskiego sięgnął po bagnet, zaczęto ich od siebie oddzielać.
***
- Podoficer do mnie! – Wrzasnął porucznik Szaja.
Adiutant pobiegł natychmiast z powrotem, meldując się swemu dowódcy.
- Co tam się kurwa dzieje!?
- Melduję panie poruczniku, że... pobili się – Wzruszył ramionami.
Część 44 / 4
- Wołaj mi ich tu natychmiast!
Adiutant wystrzelił z oficerskiej ziemianki jak z procy, by po chwili wrócić z dwoma umorusanymi i krwawiącymi z nosa żołnierzami. Porucznik Szaja spoglądał na swoich podopiecznych mrużąc oczy.
- Ty! – Wskazał wreszcie na jednego z nich - Zostajesz przeniesiony do kuchni na dwadzieścia dni! Przekażesz swoje nazwisko i numer kapralowi! – Kiwną głową w stronę adiutanta – Zostanie ci także udzielona nagana i o urlopie możesz zapomnieć! Jasne!?
- Tak jest panie poruczniku! – Zasalutował ukarany żołnierz.
- Spocznij! - Porucznik machną ręką zezwalając żołnierzowi na oddalenie się.
Dowódca podszedł do biurka zbitego na prędko z kilku starych desek, chwycił za metalowy kubek z wodą i wypił jego zawartość jednym haustem, po czym zwrócił się do drugiego z żołnierzy.
- To już drugi raz w tym tygodniu, szeregowy…