Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Wojna · 3 min czytania

Powstanie

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

A miasto płonęło… Szacowne gmachy katedr, kościołów, uniwersytetów i bibliotek obracały się w pyl. Ogień był wszędzie. Wpadał do ust, szczypał oczy, zabierał najbliższych. Śmierć, jak już wiele razy przedtem i wiele potem, zbierała swe ponure żniwo. To był koniec tego miasta… Tak przynajmniej sądzili ci, którym udało się przeżyć jakimś cudem. Cuda zdarzały się rzadko, jak to cuda, i trwały krótko. I zawsze jak zły szeląg wracała rzeczywistość w postaci huków strzałów, wybuchu bomb spadających na miasto i krzyku rannych. Tu było piekło… Ona to widziała. Ona tu była. Zamknięta w czterech ścianach swojego domu widziała wszystko, wszystko słyszała. Każdy krzyk, każdy wybuch, jakby to ona umierała po raz tysięczny, znów i znów. Widziała też jego. Poetę. Dla niej pisał, dla niej żył. Tak przynajmniej sądziła. Nazywał ją swoim kwiatem, swoją perłą, swoim sercem. „Jemu nie może się nic stać, o Boże, spraw, by wyszedł z tego cało…” – powtarzała słowa swojej modlitwy. Mógł mieć dwadzieścia lat, nie więcej. Ile miała ona? Któż to może wiedzieć. „Z tobą popłyniemy przestrzenią: głębokość rzeka seledynowej ciszy przesypie w powiekach rzeki…” Czy rozumiała? Oczywiście! Czy

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%