Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Historia · 10 min czytania

Powstanie Wielkopolskie

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

27 grudnia 1918 Maria Kulig obudziła się dziś wcześnie, było to nadzwyczaj dziwne, ponieważ zwykle lubiła leniuchować i spać jak najdłużej. Dziś jednak było inaczej. Wstała z łóżka, w jej pokoju było zimno. Trzęsąc się, uklękła i zmówiła pacierz: "…Święta Maryjo, Matko Boża módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen." Spojrzała na małe okno, jedyne w jej pokoiku. -I znowu nie ma śniegu, szkoda-rzekła smętnie. Ubrała się w swój szkolny mundurek. Zapięła ostatni guziczek i poszła do kuchni. Maria ma jedenaście lat, czarne włosy i równie ciemne oczy. Choć troszkę mała, jak na swój wiek, to jednak bardzo rozumna i z bardzo wielkim serduszkiem. Nikogo bardziej nie kocha ponad swojego brata Piotra i mamy Anny. Gdy Marysia weszła do kuchni, mama już była przy stole i przyrządzała śniadanie. -Witaj mamusiu! -Dzień dobry, córeczko. Czemu wstałaś tak wcześnie? - "Kto rano wstaje-temu Pan Bóg daje "-odpowiedziała jej z uśmiechem. Mama również uśmiechnęła się na tę nagłą zmianę upodobań córki. Gdy Marysia kończyła pić swój kubek mleka, wszedł jej kochany brat. Piotr miał siedemnaście lat i chodził już do innej szkoły niż Maria. -Dzień dobry-powiedział rześko Piotr. Jedli więc razem śniadanie, milcząc. W końcu przełknęli ostatni kęs chleba. -No, dzieci, do szkoły.-powiedziała mama. Maria jęknęła cicho. Nie lubiła szkoły. Musiała tam mówić po niemiecku, a nauczyciele byli dla niej bardzo nie mili. W domu mówili po polsku, tak się nauczyła, ale po za domem musiała mówić po niemiecku. Kiedyś na lekcji w szkole powiedziała, że nie będzie mówić po niemiecku, bo ją mamusia w domu uczyła innego języka…później tego bardzo żałowała. Pan Schwarz- nauczyciel matematyki bardzo się zezłościł i dostała dziesięć batów. To ją bardzo bolało. Obiecała sobie, że już nigdy nie będzie złościć żadnego nauczyciela. Pamięta, że kiedyś się spytała, dlaczego w domu mówi po polsku, a poza nim po niemiecku. Pamięta to tylko, że mama powiedziała:" Bo żyjemy w zaborze pruskim" i że tak trzeba. Co prawda Maria nie wiedziała co to jest ten "zabór" i co to znaczy "pruskim", wiedziała co to znaczy "trzeba", choć bardzo nie lubiła tego wyrazu , ale powiedziała "Aha". Poznańskie słońce nie chciało dziś świecić mocno, skryło się za kłębiaste, ołowiane chmury i wypuszczało od czasu, do czasu mdłe promienie. Wiał tylko przeraźliwie zimny wiatr, wciskając się pod szyję i w oczy. Marysia spojrzała na Piotra, który szedł obok niej i zrobiło się jej trochę cieplej. "Zamarzłoby mi chyba serce, gdybym nie miała Piotrka i mamusi"- pomyślała. Brat odprowadził ją do szkoły. Z wielką niechęcią weszła do tego budynku. Lekcje jej mijały bardzo wolno. Wreszcie, po ukończonych zajęciach, wyszła na świeże powietrze. Plac przed szkołą wypełniony był uczniami. Wtem podbiegła do niej Krysia-koleżanka z ławki. -Hej, Maryśka! -krzyknęła do Marii, a potem szepnęła jej do ucha- Słuchaj, wiesz, że wczoraj do Poznania przyjechał Paderewski? Marysia spojrzałam na nią i kiwnęła głową. -No jasne, wiem, mama z Piotrem w domu o tym mówili. -No to właśnie-ściszyła głos- bo my chcemy zrobić taki pochód przywitalny, no właśnie dla niego. -My? To znaczy kto? -spytała się Marysia. -No, trochę się ludzi uzbierało. Na ten pomysł wpadł Janek Kwiatkowski. To, co? Idziesz z nami? -Teraz? -Tak! -Jasne, że idę, idziemy przywitać Paderewskiego! Krysia uśmiechnęła się szeroko. O panu Paderewskim Marysia w domu słyszała często. Mamusia i Piotrek o nim rozmawiali. To pianista światowej sławy-przypomniała sobie szybko; działacz społeczny i polityk. Wczoraj Piotr przyszedł do domu mówiąc właśnie, że pan Paderewski przyjechał do Poznania i opowiadał Marysi o nim. "Piotr dużo wie" -pomyślała Maria. Marysia się zdziwiła, że taki sławny pan chciał przyjechać do Poznania, ale Piotrek jej powiedział, że on jest w Poznaniu tylko przejazdem. "Jedzie z Paryża do Warszawy". Mamusi Piotr o tym nie musiał mówić, mamusia już wiedziała. "Mamusia dużo wie, bo pracuje w piekarni" -pomyślała Marysia. Mama Marii pracuje w piekarni i sprzedaje chleb. Dlatego czasem usłyszy jakieś ważne informacje. Przywitać pana Paderewskiego mieli na placu Wilhelmowskim. Marysia zdziwiła się, że tak dużo dzieci szło razem z nią- prawie cała szkoła. Szli na plac; coraz więcej dzieci szło tym pochodem. Co chwila wybuchały okrzyki: "Niech żyje Ignacy Paderewski!". Marysia czuła że rozpiera ją duma." Tak TRZEBA było zrobić" -powiedziała do siebie, odwróciła się do Krysi i uśmiechnęła się. *** O godzinie czternastej Maria wróciła do domu. Nikt się nie dowiedział, że Maria później przyszła ze szkoły, ponieważ nikogo jeszcze nie było w domu. Marysia przebrała się z szkolnego mundurka i usiadła w kuchni. -To sobie poczekam na mamusię…- westchnęła. Około piętnastej do domu przyszedł Piotrek, a później mama Marysi. Dziewczynka opowiedziała o swojej przygodzie

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%