Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 8 min czytania

Powymiarownik

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Prolog Napastnicy byli coraz bliżej. Modzieniec w dziwnym jak na epokę stroju był wyraźnie wolniejszy od nich. Słyszał już dokładnie każdy ruch wszystkich czterech ścigających. Każdy szczęk metalowych zbroi. Przerażenie zaczynało go opanowywać. Jeszcze około 12 metrów różnicy. Sięgnął pod kurtkę. 11 metrów. Wyskok. 10 metrów. Obrót w powietrzu i strzał. wiązka światła trafiła. Krzyk i zmiana ról. Teraz on był myśliwym. Miał ich na swojej łasce. Ale przecież nie można strzelać z blastera w bezbronnych rycerzy, prawda?

Dorcorax był... no właściwie trudno to nazwać. Napotkani ludzie (i nie tylko) nadawali mu różne nazwy profesji. Jedni mówili, że jest naukowcem, inni woleli nazwę czarnoksiężnik bądź czarodziej. Pojawiały się też określenia takie jak szarlatan, technolog lub technomag. Nowocześniejsze uniwersa nazywały go zwykle imionami: staroć, wioskowy głupek czy po prostu ignorant lub nawet idiota. Sam zainteresowany, wielki fan neologizmów, nadawał sobie imiona najlepiej - jego zdaniem - opisujące jego umiejętności. I tak, gdy inni mówią o sobie: rycerz, obieżyświat, naukowiec, badacz czy lingwista, dorcorax mieni się dopplelinguem i powymiarownikiem. W praktyce oznacza to ni mniej ni więcej, jak to, że potrafi (sam nie wie jak) myśleć i rozmawiać w dowolnym języku (zwykle jest to ten język, którym posługują się rozmówcy. Dla niego wszystko brzmi i wygląda jak polski. Jak pokazują amerykańskie filmy to dość powszechna umiejętność. Chyba nie wierzyliście, że wszyscy oywatele wszystkich wszechświatów mówią po angielsku?) oraz przemieszczanie się między światami równoległymi (coś jak Sliders, ale bez pilota).

Przygoda 1723 Skakanie między światami równoległymi ma jedną zasadniczą wadę. No, może dwie. Po pierwsze trudno wybrać czas, w który się trafia, po drugie ciężko wrócić do domu. Dom można przeboleć, szczególnie jak się go nie pamięta, ale ten brak kontroli nad czasem, miejscem... Cóż, może to być kłopotliwe. Szczególnie jak ma się dobre serce i chce zmieniać historię na lepsze.

-Przepraszam, którędy do pałacu imperatora? -Eee? To jakiś kawał? - ten tambylec był i tak wyjątkowo rozmowny, mimo wzroku mówiącego coś pomiędzy "nie mam czasu" a "czego ten wariat odemnie chce"? -Nie, poszukuję imperatora Palpatine, muszę się z nim zobaczyć. -Jakiego znowu imperatora? Jakiego Palpatine? Dorcorax odszedł od tambylca. Coś mu wyraźnie nie pasowało. Architekruta się zgadzała, stroje się zgadzały, miejsce było prawidłowe. Co prawda nie widział żadnych latających trójkątów, ale te zwykle latały trochę wyżej niż na wysokości chodników. Nagle coś go tknęło. Ta mała żaróweczka, która zawsze pojawiała się wtedy, gdy pomysłowy Dobromir miał pomysł, kazała mu zaczepić następnego przechodnia (to do Was nigdy nie mówią małe żaróweczki świecące się koło Waszych głów?). -Gdzie znajdę budynek senatu? -Co za pytanie?! Z księżyca spadłeś czy co? - Tambylec nawet nie wiedział jak blisko był prawdy... tzn poza tym upadkiem. Dorcorax już miał odpowiedzieć: "Przybyłem z dawno, dawno temu, z odległej galaktyki" ale na szczęście ugryzł się w język - Senat jest %$#@$$#%%$%$ (tu nastąpiła mało zrozumiała dla postronnej, nieobeznanej z rozkładem Coruscant istoty zbitka wyrazów, mająca wskazać odpowiedni kierunek. Kilka jednostek czasu, mcóstwo wyrazów i hektolitry wypluwanej przez tambylca śliny później potencjalny bohater stałprzed wejściem do wysokiej, futurystycznej budowli w ciemnych barwach, z milionami jasnych punktów - okien. Jak niektórzy się pewnie domyślają, był na miejscu. Jak pewnie domyślają się równie nieliczni, budynek ów był równie odbiegający

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%