Fantasy · 7 min czytania
"Poza życiem"
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Rozdział II
Kilkanaście godzin po ożywieniu śmierciara do moich drzwi zapukał posłaniec Śmierci i oznajmił, że jego pan odwiedzi mnie za dwie doby. Celem tej wizyty byłoby omówienie istotnych faktów, mających miejsce podczas walki Maiti z Życiem. Kilka godzin przed przybyciem straszliwego gościa moje zdenerwowanie osiągnęło apogeum. Nie mogłem usiedzieć na miejscu. Chodziłem z jednego pokoju do drugiego (a, że miałem ich dwa to inna sprawa ). Co chwila zerkałem przez okno czy to już. Ubrałem się w najlepszy garnitur. Odwiedziłem fryzjera i zgoliłem brodę. Chciałem się zaprezentować z jak najlepszej strony. W sumie nie wiedziałem po co, ale chciałem i już. Robiłem herbatę, gdy usłyszałem dźwięk dzwonka. Próbowałem odstawić szklankę na blat, niestety napięte do granic możliwości nerwy znacznie mi to utrudniły - kubek zatańczył na krawędzi, po czym runął na podłogę, roztrzaskując się po całej kuchni. Nie zważając na syf, który narobiłem, pognałem do drzwi. Przez wizjer dostrzegłem potworną postać spowitą ciemno-granatowym płaszczem. Długi obciągnięty cienką warstwą popielatej skóry palec ponownie powędrował w stronę dzwonka. Twarz przybysza była straszliwie wychudzona. Nie przedstawiała żadnego wyrazu. Czarne jak smoła oczy spoglądały w judasz. Wiedziałem, że mnie nie widzą, ale i tak na plecach poczułem zimny pot. Otworzyłem.
- Witam - powiedziałem, powstrzymując dzwonienie zębów, wywołane chłodem bijącym od przybyłego. - Witaj - odrzekł Śmierć, po czym wszedł do środka nie czekając na zaproszenie. Ciągnął za sobą aurę mroku.
Władca Khun od razu skierował się do salonu, jakby doskonale wiedział co, gdzie jest. Nie pozostało mi nic innego, tylko pójść w jego ślady, jak grzeczny piesek. Śmierć usadowił się na fotelu przy oknie, po czym spojrzał na mnie tym przenikliwym wzrokiem.
- Proszę usiądź i opowiedz mi o wydarzeniach z przed dwóch dni - powiedział, pokazując fotel naprzeciwko.
Część 22 / 2
Bez słowa sprzeciwu oklapłem na wskazany mebel. Jakoś nie miałem ochoty na kłótnie, nawet jeśli byłem rozstawiany po kątach we własnym domu. Przez kolejne kilkanaście minut rozwodziłem się na temat niedawnej walki i słów, które usłyszałem od Maiti. Śmierć nawet nie patrzył w moją stronę, słuchając tego wszystkiego. Jedynym momentem, w którym zaszczycił mnie wzrokiem, było wspomnienie o Nieśmiertelnym Nieożywialnym Żebraku. Zobaczyłem wtedy, jak jego oczy rozszerzają się. Nie byłem pewny, ale chyba poczuł strach.
- Nigdy nie wierzyłem w tego starca. Nic nie wiem na jego temat, ale myślę, że masz coś dla mnie - powiedział bardziej rozkazując, niż prosząc.
- Tak... Tak. Jak pan wie istnieje pewna legenda. Nie będę jej przytaczał w całości, bo... Bo nie jestem pewny kilku... Szczegółów, ale opowiem mniej więcej o co chodzi - odpowiedziałem ze zdenerwowaniem.
- Słucham.
- Nieśmiertelny Nieożywialny Żebrak jest istotą z innego wymiaru. Według pewnych źródeł jest starszy, niż wszystko co znamy. Jest wszędzie i nigdzie. Istnieją nawet teorie, iż jest stwórcą otaczającego nas świata. Może w dowolny sposób operować otaczającą go materią - to tłumaczyłoby, jak zdjął proporczyki. Nie da się go zabić ani ożywić, gdyż nie przebywa w naszym wymiarze - opowiadałem bez najmniejszego zająknięcia, gdyż był to dla mnie bardzo fascynujący temat.…