Fantastyka · 6 min czytania
Poznanie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
W powietrzu czuć było swąd spalenizny. Ognisko musiało być na prawdę duże, może to nie było ognisko, może to był pożar. Nie widać jednak żadnych zniszczeń. Przez gęstą koronę drzew nie da się dojrzeć smugi jakiegokolwiek dymu. Niepokojący jest fakt że nic nie słychać, żadnej cykady czy świerszcza. Niedługo powinienem dojść do Przygar, mała osada która trzeba ominąć próbując dostać się w głąb północy. Bo to tam zmierza mój szlak. Słońce jest już prawie w zenicie a szlak ten jest często uczęszczany, czemu teraz jest tu tak pusto, tak cicho. Dojechałem do wsi, przy bramie nikogo nie było. Przejeżdżając wzdłuż domostw odczuć się dało niechęć i strach, tylko przed kim. Często to miejsce odwiedzali kupcy, jest to jeden z bezpieczniejszych szlaków handlowych zapewniający przeżycie mieszkańców. Bez pośpiechu uwiązałem konia i wszedłem do gospody. Przywitał mnie ponury wzrok dwóch chłopków którzy nie mieli lub nie chcieli pracować. Pierwszy zarośnięty dosyć krępy, drugi wyłysiały wątły z twarzą pełną blizn po ospie. Za szynkwasem stał niewysoki dobrze zbudowany i zadbany karczmarz. Wyraz jego twarzy, uśmiechnięty, pogodny wzbudzający zaufanie. - Co podać?- ciepły głos który stanowczo nie pasował do ponurego wystroju i wyglądu pozostałych gości. -kufel piwa, i co tam się w garncu gotuje? miskę i jakieś pieczywo.- chrapliwy głos, ostatnio dużo padało a to nie sprzyja zdrowiu gdy sie nocuje pod gołym niebem. -i powiedz proszę co się stało z Zadarem, gdy ostatnio tu byłem to on rezydował w tej karczmie a Ciebie ni jak nie kojarzę. -a no rezydował, rezydował ale przepadł. jak wielu mieszkańców- znacznie głośniej powiedziane, wzrokiem powiódł na mężczyzn popijających po drugiej stronie sali. -jak to przepadł? i nikt go nie szukał? -a no widzisz, po ostatniej bitwie która miała tu miejsce wiosne temu gdy to armia Filamarchi pod dowództwem miłościwie tam panującego Toligniewa postanowiła najechać Ketsan pod pretekstem przestawiania słupów granicznych musieli przejsc obok naszej wsi, z racji iż ketsańczycy dowiedzieli się o ataku. Czekali nieopodal na wzgórz z nadzieją że uda im się odeprzeć atak i rozpieprzyć wojska i plan Toligniewa...I udałoby sie im to gdyby nie fakt że podczas bitwy coś w tych lasach się obudziło, rozlew krwi, krzyki rannych i ogrom zniszczeń obudził ze snu coś co chroniło albo chronić miało spokoju w tych okolicach. Obie armie zostały zniszczone, nieliczni to przeżyli. Ale wkrótce potem postradali bez reszty rozum i albo odbierali sobie życia albo gorzałka robiła to za nich. Sęk w tym że od tamtego czasu ludzie giną tu bez wieści na początku podejmowano próby poszukiwań lecz i