Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

psychologia · 29 min czytania

Później...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Później…

– Pytałeś, gdzie byłam przez ostatni czas – zaczęła cicho. – Siedziałam w szpitalu. Głęboko zaciągnęła się papierosem. – Byłaś chora? Prawie się zachłysnęła, po czym skrzywiła usta w gorzkim uśmiechu. – Ponoć wariowałam. Stąd te blizny. – Wskazała nadgarstki. – Faszerowali mnie lekami, wiesz? Myśleli, że to coś pomoże. Że nagle zobaczę świat w innych kolorach. Nie odezwał się ani słowem. – Leki… też mi coś. – Potrząsnęła głową. – Wiesz, że dostajesz zastrzyk, jeśli tylko okażesz brak samodyscypliny albo niesubordynację? A ja nie chciałam żyć w klatce. Nie wiedział, co powiedzieć. Zaskoczyła go. – Czy dlatego zadzwoniłaś? Chciałaś mi to wszystko powiedzieć? Spojrzała mu prosto w oczy. – Chciałam ci powiedzieć, że teraz jestem wolna. Miał wrażenie, że spada i nie może nabrać powietrza. – Możemy zacząć od nowa – oznajmiła, a w jej oczach nie dostrzegł nawet śladu szaleństwa.

Wcześniej…

– Czyś ty rozum postradała, kobieto? – Anna spojrzała na córkę z wyrzutem. – To nie lipiec, kochana, żeby się tak wyletnić. Monika spojrzała w lustro z nadzieją. Kusa bluzka, krótka spódnica, do tego płaszczyk i czółenka na wysokim obcasie. Długie rude włosy związała wysoko w kitkę. – Słyszysz w ogóle, co mówię? – Anna zaczęła wątpić, czy jej słowa odniosą jakikolwiek skutek. – Noce są już chłodne. Zmarzniesz. Córka odwróciła się do niej z rozmarzonym uśmiechem. – Mamuś, nie wiem, o której wrócę. Idziemy z Bartkiem na dyskotekę. Nie dodała, że później planują pójść do niego. Matka i tak wiedziała, że córka nie wróci na noc. – Masz na taksówkę? – Tak, przecież jestem po wypłacie. Nie martw się. Cmoknęła matkę w policzek i wyszła, cicho zamykając za sobą drzwi. Umówili się o ósmej przed dyskoteką. Monika spojrzała na zegarek i stwierdziła, że ma jeszcze prawie godzinę. Raz na dwa tygodnie wychodzili gdzieś na całą noc. Bartek po studiach zamieszkał w kupionej przez rodziców kawalerce, więc nie musieli już krępować się ani udawać przed jego rodzicami, że „nic takiego” nie robią, kiedy wracają nad ranem i kładą się razem do łóżka. Neonowy napis co chwilę zmieniał kolor, drażniąc jej oczy. Postanowiła wejść do środka. Zapłaciła za bilet i rozejrzała się za wolnym stolikiem. Ponieważ było jeszcze wcześnie, udało jej się zająć jeden z ostatnich – w kącie wielkiej, błyszczącej sali. Zamówiła drinka i schowała się w cieniu bambusowej rolety oddzielającej ją od sąsiednich miejsc. Po chwili usłyszała, jak obok siada rozchichotana para. – Muszę już iść – usłyszała głos Bartka i momentalnie zesztywniała. – Ona na pewno już na mnie czeka. Nie chcę, żeby dowiedziała się o nas. – Kochanie, zostań. I tak kiedyś będzie musiała się dowiedzieć. Przecież chcesz się ze mną ożenić. Głos kobiety był tak słodki, że zrobiło jej się niedobrze. Monika zacisnęła zęby. Lód zabrzęczał w szklance. Ożenić? Potrząsnęła głową, niepewna, czy dobrze usłyszała. Wstała i wyjrzała zza rolety. Nie pomyliła się. Bartek właśnie podnosił się z miejsca i, ruszając do wyjścia, z impetem wpadł na Monikę. – Nie odzywaj się. – Pogroziła mu palcem. – Wszystko słyszałam. Ożenić?! – Z wyrzutem spojrzała na wystraszoną dziewczynę. Bartek stał z rozdziawionymi ustami i patrzył na nią wielkimi oczami. – Nie będę robić scen. Po prostu pójdę potańczyć, jakby nic się nie stało, a wy zajmijcie się sobą. Minęła ich szybko i zniknęła w tłumie tańczących. Usłyszał ją, zanim jeszcze ją zobaczył. Natychmiast odwrócił głowę. Tak, to była ona. Cóż za spotkanie po latach. Śliczna i wściekła. Patrzył, jak miażdży tego chłopaka samym spojrzeniem i niemal zabija wzrokiem jego wymalowaną lalkę. Zaimponowała mu. – Głowa mnie boli – odezwała się siedząca obok kobieta, jego narzeczona. – Chyba wrócę do domu. Zmarszczył brwi. – Nie, ty zostań. – Położyła mu rękę na ramieniu, zmuszając go, by usiadł. – To przecież twoi znajomi. Nie widzieliście się tyle czasu. Dam sobie radę. – Zamówić ci taksówkę? Pocałowała go szybko i uśmiechnęła się ciepło. – Baw się dobrze. Patrzył, jak odchodzi między stolikami, mijana przez roześmianych ludzi, i nagle poczuł się dziwnie samotny. Znajomi najwyraźniej nie zauważyli, że został sam, i nie zamierzali robić sobie przerwy w zabawie. Przez moment mignęła mu przed oczami ruda kitka. Zerwał się od stołu i ruszył za nią w stronę damskiej toalety, ale to nie była Monika. – Przepraszam – powiedział, kiedy prawie wpadł na siedzącą w kącie kobietę. Była skulona tak mocno, że mógłby jej nie zauważyć, gdyby ktoś przypadkiem nie popchnął go w tamtą stronę. – Monika? – szepnął. – To ty? Spojrzała na niego zapłakanymi oczami. – Och… – zaszlochała, rzucając mu się w ramiona. Stali tak przez chwilę, obejmując się czule. Głaskał ją po plecach, a ona wyrzucała z siebie cały żal. – Widzisz, co mnie spotkało? – Spróbowała się uśmiechnąć, kiedy w końcu się odsunęła. – Spotykamy się po dwóch latach, a ja zasmarkałam ci bluzkę. Roześmiał się. – Tak się cieszę… – powiedział. – Szkoda bluzki. Gdzieś miałam chusteczkę… – Zanurkowała w torbie. – Cieszę się, że cię widzę – poprawił się. – Ślicznie wyglądasz. Spojrzała na niego z niedowierzaniem. – Teraz to już chyba niekoniecznie. – Nie, naprawdę ślicznie. Patrzył na nią z takim napięciem, że mu uwierzyła. – Właściwie nic się nie zmieniłaś. Ciągle ten sam rudzielec. – Chwycił jej włosy i przesunął pasma między palcami. Cofnęła się speszona. – Chodź na spacer – zaproponował. – Jak kiedyś. Może do lasu? – Puścił do niej oko. Wzruszyła ramionami. – Właściwie dlaczego nie? To całkiem odpowiednia pora na spacer. Wzięli taksówkę i przejechali pół miasta, na obrzeża, gdzie zaczynał się las poprzecinany torami kolejowymi i wąskimi uliczkami ukrytymi między drzewami. Monika znała to miejsce jak własną kieszeń. Przecież się tu wychowała. Kazali wysadzić się kawałek za miastem, przy przejeździe kolejowym. Stamtąd widziała jego dom. – Poczekaj chwilę, zaraz wracam. – Pobiegł w stronę zabudowań. Kiedy wrócił, niósł gruby, długi sweter. – Proszę. Teraz nie zmarzniesz. Wtuliła twarz w pachnącą nim i lasem wełnę. Potem spojrzała na okrągły księżyc i pokręciła głową. – Nie wierzę, że tu jestem. Objął ją za ramiona i delikatnie pocałował. – To chyba przeznaczenie, że się spotkaliśmy. Tym razem poddała się chwili. – Wiesz… jestem zaręczony – powiedział nad ranem, kiedy wszystko wydawało jej się snem. Niepewność w jego oczach wywołała w niej kompletną bezradność. Nigdy nie umiała odnaleźć się w takich sytuacjach. Z ironią pomyślała, że z Bartkiem poszło jej dużo lepiej. Wstała z wersalki i zaczęła zakładać bieliznę. – Monika, przepraszam cię. – Spróbował złapać ją za rękę i wciągnąć z powrotem pod kołdrę, ale się wyrwała. – Cholera, chciałem być z tobą szczery! Odwróciła się gwałtownie. Była naprawdę wściekła. – Kiedy? Teraz, gdy mówisz, że jesteś zaręczony? Czy wczoraj, kiedy wciskałeś mi bajki o przeznaczeniu? Zmarszczyła brwi na widok jego rozczochranych blond włosów i uwielbienia w spojrzeniu. – Ty nigdy nie wydoroślejesz, prawda? – Mój związek nie jest idealny… – A czyj jest?! – przerwała mu gwałtownie. – Mój skończył się wczoraj wieczorem, kiedy dowiedziałam się, że jestem zdradzana. Nie wiem, czy twoja narzeczona chciałaby poczuć się tak samo. Usiadła na brzegu łóżka, żeby założyć rajstopy. Poczuła, jak siada za nią i obejmuje ją ramionami. Pachniał ich ciałami i nocą, a jej chciało się płakać. Zawsze będzie miała do niego słabość. – Muszę iść. Dziś mam egzamin. Miała wrażenie, że jej ciało przestaje do niej należeć, kiedy odsunął jej włosy i zaczął całować szyję. Tylko ogromna siła woli sprawiła, że go odepchnęła i wyszła, zostawiając za sobą krótką przygodę i kolejne przykre doświadczenie. Później… Dotknęła długiej blizny biegnącej wzdłuż przedramienia. – Mogło nam się udać już wtedy – powiedział, przeciągając ostatnie słowo. – Byłaś taka… Zawahał się. – Dumna? – podpowiedziała. – Raczej głupia! – prychnął. Odwróciła głowę od okna. – Głupia? – Zaśmiała się szyderczo. – Teraz to mi chyba w pięty poszło. Natychmiast wstał. – Przepraszam. Nie powinienem tu przychodzić. Wcześniej… – Zaliczyłaś w końcu tę sesję? – zapytała Anka. Monika pokręciła głową. – Wiesz, przyszedł jakiś nowy magister na zastępstwo. Może teraz ci się uda. Jadły pizzę i popijały colą. Monika miała podły nastrój, idealnie pasujący do obrzydliwej pogody. – Może – westchnęła. – Może poleci na mnie i wpisze zaliczenie bez pytania. – Zaśmiała się sztucznie. Anka spojrzała na nią uważnie. – Co się dzieje, Monia? – pogłaskała ją po dłoni. – Gdzie się podziała twoja radość życia? Przecież to nie Bartek tak cię załamał. Monika skrzywiła usta. – Bartek to pacan, prawda? Powinnam się cieszyć, że to skończyłam. – Na jej twarzy pojawił się cień smutku. – I właściwie tak jest. Anka zapłaciła za jedzenie i wstała od stolika. – Wiesz, ten magister ma dziś konsultacje, całkiem niedaleko stąd. – Uśmiechnęła się zachęcająco. – Co ci szkodzi spróbować? Monika spojrzała na nią jak na wariatkę. – Dwa razy podchodziłam do tego zaliczenia. Dlaczego myślisz, że teraz mi się uda? – Daj spokój. To tylko podstawy zarządzania i marketingu. Kto tego nie zalicza? Monika pokręciła głową. – Żartujesz sobie ze mnie, prawda? Co ja mam mieć z tym wspólnego w przyszłości? – Może otworzysz własny interes. W końcu chyba nikt nie liczy na superpłatną posadę w służbie zdrowia. Pamiętaj: własna klinika to nasz cel. Monika roześmiała się głośno. Nigdy nie potrafiła oprzeć się swojej przyjaciółce – marzycielce i wiecznej optymistce. – Kocham cię, wiesz? Złapała ją za rękę i pociągnęła w stronę nadjeżdżającego tramwaju.

– Dzień dobry. Można? Szybko obrzuciła spojrzeniem znajomy pokój, teraz zawalony papierami i pełen bałaganu. Zza sterty teczek wyłonił się wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna po trzydziestce. Uśmiechnął się na jej widok. – Przepraszam za ten chaos. Nadal się w tym wszystkim gubię. Nie potrafiła nie odwzajemnić uśmiechu. – Dużo ma pan pracy – zauważyła, obserwując jego bezradne próby odnalezienia się wśród dokumentów. – Może pomogę? Spojrzał na nią z ukosa i lekko zmarszczył brwi. Wyglądał na zakłopotanego. – Wie pani… za sprzątanie nie wystawiam zaliczeń. Tu jednak trzeba wykazać się wiedzą. Momentalnie zrobiło jej się gorąco. – Przepraszam – bąknęła i szybko wyszła. Na korytarzu pacnęła się dłonią w czoło. – Co za idiotka… Miała wrażenie, że płonie ze wstydu. Nagle zatrzymała się, odwróciła i z impetem wróciła do gabinetu. – Chciałam pomóc z dobrej woli, a nie dla zaliczenia! – wyrzuciła z siebie. – Też pan sobie wymyślił… zaliczenie za sprzątanie. Najwidoczniej ma mnie pan za kompletną idiotkę. Każdy na pana miejscu oczekiwałby co najwyżej kawy albo papierosa, a pan od razu o sprzątaniu. Mężczyzna spokojnie usiadł w fotelu i skrzyżował ramiona. Kiedy skończyła, przez chwilę milczał, jakby ważył jej słowa. W końcu wstał i podszedł bliżej. – Pójdziemy na kawę? – A zaliczenie? – spytała wyzywająco. Uśmiechnął się łagodnie. – Da się załatwić. Podał jej ramię, a drugą ręką sięgnął po kurtkę z wieszaka. Wiele razy wracała później do tamtej chwili. Niby nic wielkiego, a jednak właśnie wtedy zaczęło się coś, co kompletnie odmieniło jej życie.

– Czy wiesz, że co dziesiąta osoba w twoim wieku jest już po rozwodzie? Usłyszała to rok po nocy spędzonej razem w jego domku. Odwróciła się gwałtownie i zamarła. – Jeśli podrywasz kobiety takimi tekstami, to życzę powodzenia. Odzyskała pewność siebie dopiero wtedy, gdy zobaczyła jego zmęczoną twarz. – Chciałem zacząć inaczej, ale mogłabyś mnie uderzyć. – Spuścił wzrok. – Ja naprawdę potrzebuję z kimś porozmawiać. Czy mogłabyś poświęcić mi chwilę? Zaproszę cię na kawę. Siedzieli potem w małej kawiarni. Jej filiżanka była już prawie pusta. – Czyli jednak postanowiłeś podwyższyć statystyki rozwodowe? – rzuciła uszczypliwie. Wciąż nie mogła mu wybaczyć tamtej nocy. Przeczesał dłonią jasne włosy i spojrzał na nią spod ciemnych rzęs. – Monika… cały czas wracałem myślami do tamtej nocy. Nie mogłem przestać o nas myśleć. Poczuła się tak, jakby ktoś uderzył ją w twarz. – Trochę za późno. Jestem zaręczona. – Pochyliła się nad stolikiem. – I szczęśliwa. Wstała. Miała dość emocjonalnych gierek, które prowadził od lat. – Mogłeś sobie darować tę rozmowę i poruszyć bardziej przyziemne tematy. Ja już się na to nie piszę. Podniósł jej płaszcz z oparcia krzesła. Jak zwykle był dżentelmenem wtedy, kiedy chciał coś osiągnąć. Tego też nie mogła mu wybaczyć. Kiedy odgarnął jej włosy dobrze znanym gestem i pocałował ją lekko, pozostała zimna. – Straciłem cię – powiedział cicho. Spojrzała mu w oczy. Na moment przebiło się przez nią coś prawdziwego, ale miała nadzieję, że tego nie zauważył. – Twój wybór. Odwróciła się i wyszła w strugi deszczu. – Poczekaj! – zawołał, wybiegając za nią. – Ja naprawdę muszę wiedzieć. Zatrzymała się. – Kurwa mać… Przytulił ją tak mocno, że zabrakło jej tchu. – Kocham cię, idiotko – zaśmiał się nerwowo, jak człowiek, który właśnie wygrał wszystko. Kiedy podniosła głowę, była już pogodzona z własną porażką. Nie wiedział, jaką wojnę właśnie przegrała. Gdyby wtedy odpuścił, prawdopodobnie już nigdy by się nie spotkali. Ale pobiegł za nią. Nikt wcześniej tego dla niej nie zrobił. I nagle ją kochał. Po tylu latach. To nie mogło skończyć się dobrze. Ale dokonał wyboru, a ona poszła za nim.

- Sieradzki – usłyszała szept kolegi siedzącego przed nią i szybko schowała ściągę. Niestety refleks ją ostatnio zawodził. - Pani skończyła – Sieradzki zwinął jej kartkę. – Ocenię to, co do tej pory udało się napisać, a po zajęciach proszę do mnie do gabinetu. Zawstydzona wyszła z sali egzaminacyjnej i usiadła na parapecie naprzeciw drzwi gabinetu. - Nie mogę traktować cię inaczej – spokojnie patrzył jej w oczy. – Nie ciebie. Uśmiechnęła się. - Stać mnie na to, żeby się nauczyć, prawda? – Spytała. – Stać mnie na dużo? Podeszła do fotela, który ledwo wystawał zza stosu dokumentów i usiadła mu na kolanach. Miała wrażenie, że kawa, która wspólnie wypili była wieki temu, a jednak jej zapach powrócił waśnie w tym momencie. Zgłupiała tylko, czy to była ta kawa czy ta z innym. Zaczynała poważnie się gubić. Mariusz objął ją ramieniem i pocałował w skroń. Jego usta ześlizgnęły się wzdłuż policzka, na szyję i obojczyk. Ręka powędrowała na talię i do góry pod bluzkę, na pierś. - Szkoda, że tego nie mogę ci zaliczyć – mruknął. – Byłabyś bezkonkurencyjna.

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%