Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 5 min czytania

Pozory?

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wszystko zaczęło się w gimnazjum, nudna lekcja matematyki. Wszyscy starali się zabić czas pozostały do dzwonka. Wzięłam do ręki piórnik i wyciągnęłam z niego ołówek, taki najzwyklejszy może z pozoru nie groźny…ale pozory mylą, nawet bardzo… Postanowiłam sobie „narysować” na ręce inicjały heh… najpierw leciutko żeby tylko było widać rysy ołówka, później już coraz mocniej, aż do zdarcia skóry… Ból? W tej chwili te słowo dla mnie nie istniało, nie czułam nic tylko chwilową satysfakcję ze swego dzieła. Następnych razy było coraz więcej, zdarzały się coraz częściej. Gdy tylko pojawił się problem, nawet malutki, jakikolwiek ból na duszy, lepiej po prostu było go zastąpić bólem cielesnym… wtedy wszystko odpływało, życie stawało się dużo lżejsze, nie musiałam się martwic co będzie za chwilę, jutro…nic nie istniało, bo jaki to w ogóle miałoby sens, zastanawiać się nad czymś skoro można tak po prostu zapomnieć, chociażby na krótką chwilę. Zaczęło się od ołówka, później różne rzeczy, cokolwiek było pod ręką a mogłam to wykorzystać do zrobienia kolejnej sznyty… cyrkiel, agrafka, igła, doszło do żyletki… te wszystkie przedmioty były moimi „przyjaciółmi” przynajmniej raz w tygodniu dochodziło do bliskiego spotkania z którymś z nich, początkowa odczucie ulgi, pozbywałam się wszystkich problemów, a potem dopiero myśli co się stanie gdy rodzice to zauważą, innego wyjścia nie było jak chodzić tylko w bluzach z długim rękawem, wieczny strach… Mimo wszystko nie zrezygnowałam z tych „przyjemności”, Myślałam od samego początku, że skończę z tym kiedy tylko będę chciała, ale w rzeczywistości nie okazało się to tak łatwe… Moi „przyjaciele” przestali nimi być gdy tylko zaczęłam się im sprzeciwiać, dopiero wtedy spostrzegłam, ze to wcale nie jest takie piękne jak się na początku wydawało… gdzieś dopiero po 2 latach… Pewnego razu mama zauważyła blizny na ręce, musiałam kłamać, mimo że tego nienawidzę, uwierzyła! Od tego czasy zaczęłam tez nienawidzić samą siebie, zastanawiałam się jak mogłam okłamać tak bliska mi osobę… przecież to nie byłam ja? Mimo wszystko nie potrafiłam obronić się przed toksycznymi „przyjaciółmi”, gdy nadchodził większy problem, wszystko wracało jak bumerang… Krótkie cięcie, bezbolesne, czy aby na pewno? Potem już tylko żal i nienawiść do samej siebie, wyrzuty sumienia, pytania dlaczego? Heh…na nic to wszystko się zdało robiłam to dalej nie potrafiłam się powstrzymać…do czasu! Gdy zmarła moja babcia

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Pozory? — czytnik · opowiadania