Romans · 11 min czytania
,,Pozory mylą"
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Daj mi spokój!- warknęłam zatrzaskując drzwi przed zszokowaną Rose. Byłam wkurzona i to na maksa. Podeszłam do biurka i otworzyłam szufladę jednym szarpnięciem. Wyciągnęłam skrzętnie ukrywane pudełeczko, a z niego woreczek z białym proszkiem… Brałam od trzech miesięcy, ot tak, dla zabawy. Za każdym razem wmawiałam sobie, że to ostatni raz i tak w nieskończoność…. Gdy byłam pod wpływem nie myślałam o szkole, kłopotach, praktycznie o niczym. Czułam się wolna! Jednocześnie wiedziałam, że oszukuje nie tylko siebie, ale i moich bliskich. Zawsze jednak znajdywałam na to wymówkę…..tak jak na narkotyki. Doszło do tego, że nie czułam z tego powodu wyrzutów sumienia. Eve zbywałam byle wymówką, rodziców prawie w ogóle nie widywałam, bo cały czas pracowali, a jeśli już doszło między nami do jakiejś konfrontacji starałam się udawać grzeczną dziewczynkę, co już opanowałam po mistrzowsku. Zawsze się sprawdzało Jedynie Rose wyczuwała, że coś jest ze mną nie tak. Wiedziałam jednak, że nikomu nic nie powie- taka jej natura. Opuściłam się również w nauce, ale tłumaczyłam rodzicom, że to już szkoła średnia i nie ma tak łatwo bla bla bla. Uwierzyli w to oczywiście i odpuścili….. Wzięłam stojącą na biurku szklankę z woda i wsypałam do niej odmierzoną wcześniej miarkę z woreczka. Zamieszałam i wypiłam duszkiem. Efekt był natychmiastowy. Wzburzenie minęło, a ja zadowolona wyciągnęłam się łóżku i wpatrywałam w sufit, jakby było na nim coś interesującego. Za chwile odleciałam, a gdy się ocknęłam było pół do dwunastej. Szybko wzięłam prysznic, wrzuciłam do plecaka kilka książek dla picu i owinęłam się w ciepłą kołdrę. Rano przy śniadaniu tata poinformował mnie o pewnych planach - Chcemy z mamą w weekend wyskoczyć do cioci Bree Muszę się jakoś wykręcić- pomyślałam szybko - Ale tato- zaczęłam- muszę jechać? W poniedziałek mam test z matematyki, a lepiej uczy mi się w domu. Rodzice wymienili spojrzenia. Widać było, że się wahają. - Cóż- zaczął ojciec- właściwie to nie mam przeciwwskazań - Ja też- dołączyła się mama- możesz zostać - Dzięki- podziękowałam zmuszając się do uśmiechu. Prawdziwy powód, dla którego chciałam zostać był zupełnie inny. W sobotę była duża impreza u Denisa i musiałam na niej być. Wymówka z testem podziałała i teraz miałam wolne pole. W piątek po południu machałam rodzicom i Rose na pożegnanie, dopóki samochód nie zniknął za zakrętem. - W końcu wolna- skomentowałam zamykając za sobą wejściowe drzwi. Napisałam od razu do Toma, aby wpadł wieczorem. Rodzice nie za bardzo byli zadowoleni, gdy przebywał w naszym domu, więc trzeba było korzystać z okazji. Przyniósł ze sobą Pizę. Od śniadania nic nie jadłam, więc czym prędzej wyjęłam talerzyki i usiedliśmy przed telewizorem. - Mam też coś ekstra- powiedział i wyciągnął z torby czteropak piwa. Gdy skończyliśmy drugie akurat zaczęła się jakaś komedia romantyczna. Byliśmy wstawieni, więc nie trudno się dziwić, że udzielił nam się nastrój owego filmu. Zaczęliśmy się całować i ani się obejrzałam leżałam na kanapie, a Tom na mnie. Było fajnie dopóki nie poczułam ręki Toma pod swoją bluzką. - Hej!- zaprotestowałam, gdy zaczął rozpinać guzik mojej koszuli - Co?- zapytał zdziwiony - Można wiedzieć, co ty wyprawiasz? - To chyba oczywiste- chciał mnie znowu pocałować, ale szybko wstałam z kanapy - Co Jest?- zapytał oburzony - Co jest?!- krzyknęłam- myślisz, że jestem pierwszą lepszą? Że jak tylko mam pustą chate to zaraz wskocze tobie do łóżka? - przepraszam- powiedział po chwili- myślałem, że… - To źle myślałeś!- warknęłam- uważasz, że jak biorę narkotyki to zmieniłam się w latawice? O nie! Swoją dumę jeszcze mam. Zamurowało go - Nie no co ty- wydukał- przepraszam, naprawdę- Jego spojrzenie jednak mówiło co innego Objął mnie ramieniem. Czuł, że złość mnie opuszcza - Chyba lepiej już pójdę- stwierdził - Tak, myślę, że to dobry pomysł- zgodziłam się Odprowadziłam go do drzwi - Widzimy się jutro u Denisa?- upewnił się - Jasne- odpowiedziałam- Dobranoc - Dobranoc Gdy tylko zamknęłam drzwi za Tomem rozdzwonił się telefon. Rodzice. Dojechali cało do ciotki Bree. Nie mogłam w nocy spać. Cały czas myślałam o incydencie minionego wieczoru. Nie mogłam uwierzyć, że Tom był do tego zdolny. Dziękowałam Bogu, że zachował się mój instynkt samozachowawczy… Nakręciłam się i znowu musiałam wziąć, żeby się uspokoić. Oczywiście przeszło jak ręką odjął. Leżałam czekając aż przyjdzie odpowiednia pora, by wstać. Wiedziałam bowiem, że nie zmrużę już oka. W końcu wybiła ósma i wstałam. Natychmiast wypiłam kubek kawy. Zabrałam się do sprzątania, bo bądź co bądź musiałam dbać o pozory. Gdy sprzątałam łazienkę zaczęła lecieć mi krew z nosa. Przeklinając w duchu siedziałam na wannie z głową w dół, przyciskając do nosa ściereczkę. Gdy krwotok minął wysprzątałam szybko resztę domu. Zrobiłam sobie druga kawę, ale gdy tylko wypiłam łyk natychmiast pobiegłam zwymiotować. Myjąc twarz zimną wodą uświadomiłam sobie, ze od rana nic nie jadłam. Wmusiłam więc w siebie dwie kanapki z szynką. Koło czternastej w końcu mnie zmorzyło, więc położyłam się, a sen przyszedł natychmiast. Obudziły mnie wibracje mojego telefonu. Wściekła sięgnęłam po niego. Dzwoniła mama……no tak, któżby inny. Zapewniłam ją, że wszystko u mnie w porządku. Poprosiłam ją też, żeby nie dzwoniła wieczorem, bo uczyłam się cały dzień i zamierzam wcześniej się położyć. Łyknęła to tak łatwo, że aż sama…