Historia · 7 min czytania
Pradawna historyja
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Głuchy las. Noc zapada późno w lipcu. Wszędzie unosi się piękny zapach roślin. Słońce powoli zalewa się krwią minionych godzin. Drzewa rozmawiają o dawncyh latach, wspominają. One mają prawdziwe dusze. Robią tak co wieczór. Cuż z tego, że żyją w wspomnieniach? Na wzgórzu inne grają pieśń lasu. Płynie ona nieprzenikniona raz co raz rozbijając się o gaj. Mieszkańcy lasu odpoczywają albo po całodziennych polowaniach i pracy, albo szykują się do nocnych zabaw. Im ciemniej tym na polane zbiega się więcej rusałek. Wychodzą z jezior by odegrać swą rolę jak codzień - dziś szczególnie. Szczęśliwe nagie istoty zaczynają tańczyć. Nad wszystkim czuwa wiła aby dobrym nie działo się źle. Przez las kroczy dumnie grupa starców. Wszyscy ubrani jak dawni wojownicy. Przy bokach miecze, na głowach hełmy. Tarcze okrągłe dzierżą w rękach. Idą dziedzice puszczy. Oni pamiętają gdy las rozkwitał. Oni znają jego mieszkańców. Las im pomaga. Czują podniecenie w sercach. Idą nie rozmawiając o niczym a zaledwie chłonąc obrazy. To ostatnia wesoła noc. Dziś będą się weselić i pić do rana by rano stanąć w bój jak ich dziady i pradziady - słowiańscy to ludzie. Wokół nich krążą wszyscy mieszkańcy, duchy drobne jak i większe, zwierzęta. Zawiał wiatr. Uczta gotowa, Strzybóg jest z nimi. Berut gości ich na polanie. Wieczór już, do uczty wszyscy gotowi. Jeszcze tylko kapłan zmówi modły. Wszyscy zdjęli hełmy do uczty zasiedli. Muzyka zagrała. Płynie z wiatrem, rozciąga się i wraca. Jak niesamowicie tańczą dżwięki. Już rusałki rozpoczęły taniec. Dziś nie pora na powage. Miód leje się, lać musi to przywilej uczty. Już pierwsi woje do tańca ruszyli. Gdy córka Chorsa wzniosła księżyc wyżej i rzuciłą poświate na polane zdało się jakby czar na dobre się zaczął. Tańczą woje, kobiety, rusałki i pomniejsze duchy leśne. Co raz jakiś podskakuje jakby ku niebu. W rytm bębnów flet dał się wciągnąc. To on wyznacza nową melodię o dawnych czasach. Flet czarodziejski nie zwykły plecie historyję długą bez końca. Spor o uczte zadbał. Za chwilę wytoczą się kolejne beczki, już wszyscy szczęśliwi pożucili smutki w dal, żyją chwilą. Raz po raz przez ognisko przeskakują woje. Zdają się wyglądać niczym ptaki w żarze ognia. Kobiety półnagie też dały wcignągnąc się w grę. O biesiadnikach - wszyscy wydają się szczęśliwi. To już nie starcy lecz młodzi. Wszycy rumienią się i noc gorąca. Mięsiwo nad ogniem się piecze. Za chwilę doprawione mieszanką ziół da smak boski jakby nie ziemski. Flet cały czas prowadzi wciągając wszystkich w dziwną grę ta gra to wspomnienia.... Byłą młoda para była...
Żyli sami w puszczy nic nie znając. Raz szli ścieżką do jeziora a tu nagle widzą ! Kąpieli zażywa piękna pani, nimfa lasu, deszczu i świata Mokosza. Zapatrzeni widzą cudo. Wchodzi do wody raz po raz ochlapując swoje cudowne ciało. Woda spływa odbijając promienie - niczym miód spływa po jej boskim ciele. Kąpiel to spektakl nikt zaprzeczyć nie da. Stopy już w wodzie są, niedługo po kolana wejdzie. Ten nogi to płetwy. Wyżej łono matki matek. Aż wreszcie chlapana miodem zanuża i korpus w balsamie ziemi. Pływając jak rybka cudowna nie zauważa jak patrzy na nią para młodych. Tak pływa i pływa lecz nagle huk się rozlega. To utopce wyszły z zaświatów by pomścić swój los. Gdy ciągną piękną Mokosze pod wode za chwile strzygi wychodzą zza drzew i do zbrodni dołączają się, Mokosza zdaje sie szarpać jednak coraz bardziej pod wodę się wciąga. Wyrwany z czaru