Akcja · 12 min czytania
pragnienie zemsty
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
dla ścisłości dodam że właśnie wysłałem to na www.piszemy.pl To już trzeci kieliszek kim ja właściwie jestem? Sam boje się tego co zrobiłemtego kim się stałem A wszystko zaczęło się trzy lata temu. Prowadziłem śledztwo w sprawie gigantycznego przerzutu narkotyków. Byłem naprawdę blisko rozwiązania tej sprawy. jak się okazało zbyt blisko... I wtedy właśnie się stało to, o czym nawet nie myślałem w swoich najgorszych myślach. Banda ćpunów napadła na mój dom. Związała moją żonę i córkę. Potem wylali mnóstwo benzyny i podpalili. Moja żona i jedenastoletnia córka zginęły w tym pożarze, który oni rozpętali... Mogłem tylko patrzyć za strażackich barierek Patrzyłem z żalem i przerażeniem na zwłoki mojej żony i córki, wyniesione z domu. Na ich sczerniałych twarzach można było odczytać strach. Usiadłem i zacząłem płakać Wiedziałem, kto był za to odpowiedzialny . Czterech narkotykowych mafiozów, których śledziłem, zorientowało się i zaplanowało na mnie zemstę. Wynajęli do tego ludzi ludzi od mokrej roboty - właśnie takich którzy zabiliby za działkę hery. Straciłem wszystkie swoje dotychczasowe cele w życiu. Od tamtego czasu myślałem wyłącznie o zemście.... O zemście na tych pieprzonych draniach. W pracy chcieli mi dać wolne po tym, co się stało. wiedzieli że spotkała mnie straszna tragedia, ale nie orientowali się co dzieje się w mojej duszy. Nie wziąłem tego urlopu. Wydawało się, że z teraz większym zacięciem dążyłem do rozwiązania śledztwa. W końcu zginął jeden z tych, co zlecili mord na mojej rodzinie. Myślał, że dwóch ochroniarzy wystarczy. Mylił się. Przed śmiercią błagał mnie o litość na kolanach. Ja jednak z zimną krwią strzeliłem mu miedzy oczy. Potem patrzyłem, jak leży martwy w kałuży własnej krwi. Poczułem dziwne uczucie. Czyżby ulgę? Jednak następnego dnia znowu poczułem silną chęć zemsty. Kiedy przypomniałem sobie ich twarze wiedziałem, że moja vendetta nie skończy się dopóki będzie żyła jakakolwiek osoba, która miała coś wspólnego z śmiercią mojej rodziny. Na policji udawałem, że wszystko jest w porządku, mimo uczuć które rozdzierały moja duszę. Zacząłem pić na umór, kiedy okazało się, że jeden z szefów kartelu narkotykowego dostał status świadka koronnego. Miałem pewność, że to jeden z tych odpowiedzialnych za tamtą tragedię, gdyż to jego przede wszystkim tropiłem. Miałem ochotę pojechać do niego i go zabić. Nie mogłem jednak tego zrobić, bo jeden z przełożonych zrobił się podejrzliwy i uważnie obserwował moje posunięcia. Wtedy mój system wartości ostatecznie się załamał. Stwierdziłem, że moje życie nie ma żadnego sensu. Zrobiłem to, co uważałem za słuszne...Skoczyłem. 10 pietro. Ledwo mnie odratowali. Po tym wydarzeniu w policji stwierdzono, że jestem niepoczytalny i wywalono mnie z roboty. Ja wtedy jednak zyskałem duże możliwości płynące z tej swobody. Podjechałem w nocy pod jego dom. Znalazłem go śpiącego w łóżku. Założyłem tłumik i strzeliłem. Prosto w głowę. Nie miał najmniejszych szans. I wydawało mi się że zrozumiałem jedną rzecz chcę pozabijać tych wszystkich skurwieli. Z tych czterech mafiosów odpowiedzialnych za śmierć mojej rodziny, pozostało już tylko dwóch. Miałem wiedzę, gdzie oni są. Ich godziny były policzone. Nie myślałem o litości dla nich. Chciałem krwawej zemsty i zamierzałem jej dokonać bez względu na koszty. Z ukrycia szpiegowałem następnego z listy. Byłem jak łowca, gotowy skorzystać z najdrobniejszej okazji. Pistolet ukryty w kieszeni tylko czekał na użycie. Któregoś dnia Ten drań wsiadł do samochodu. Pojechałem za nim. Kiedy wysiadł, podbiegłem do niego. Ten jednak za szybko się zorientował, a jego ochroniarze zaczęli strzelać. Oberwałem kulą w ramię. Tak jednak adrenalina krążyła w moich żyłach że tego nie poczułem. Byłem tylko wkurzony. Próbował uciec, w biegu przewracając śmietniki. Ochroniarze strzelali w moją stronę, ale ja byłem celniejszy. Pociski jak anioły śmierci docierały do kolejnych śmieci. W końcu jeden z nich trafił drania w płuco. Po chwili było po wszystkim. Ochroniarze byli martwi, a ten śmieć leżał w agonii. -Dlaczego? wyszeptał, plując krwią. -Za śmierć mojej rodziny odpowiedziałem, strzelając w niego jeszcze raz. Tylko raz. Nie. To zbyt ciężko opowiadać. Czy jestem szalony, tak strzelać do ludzi? Nie, nie mogę być szalony, w końcu oni dostali tylko to na co zasłużyli. Te wspomnienia. Teraz czuję. One bolą. Inny, ten, który zapłacił narkomanom za spalenie domu, zginął w inny sposób. Któregoś letniego dnia zamówił sobie coś do picia w jakiś barze. Dosypanie mu cyjanku sodu było banalnie proste. Potem bez emocji, z daleka patrzyłem, jak umiera w męczarniach. Dostał drgawek, tracił przytomność, był swiadomy tego że umiera. W krótkich, ostatnich chwilach świadomości nie dowierzał że mogło mu się to stać. Złamałem go psychicznie i fizycznie. Karetka przyjechała kilkadziesiąt minut za późno. Kolejny martwy. I wtedy wreszcie dowiedziałem się, kto stoi ponad nimi. Osoby, które były tak naprawdę odpowiedzialne za tamtą śmierć tamci byli tylko przykrywką. Wiedziałem, że muszę je zabić, inaczej nigdy nie zaznam spokoju... Co się ze mną tak naprawdę działo, nikt nie wie, nawet ja. Zemsta stała się moim jedynym celem w życiu. Potem zamierzałem ze sobą skończyć. Na tą okazję miałem przygotowany nawet specjalny pocisk- rozpryskowy, zapewniał natychmiastową śmierć. Ale naprzód musiałem dokonać zemsty... Wiele krwawych strzelanin. Policja nigdy nie mogła znaleźć sprawcy. Jednak ja nie mogłem znaleźć tych których szukałem, a których okazało się że jest więcej - prawie wszyscy szefowie tej gałęzi…