Inne · 10 min czytania
Pralka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Silny wiatr uginał dostojność naszego świata. Drzewa, symbol siły, zdrowia i mądrości uginały się przed przewrotną siłą żywiołu. Sto kilometrów na godzinę mknęło powietrze, nie znajdując swego miejsca postoju. Bezużyteczna i niszczycielka siła, jakby chciała odgrodzić mnie od potrzeby zakupu. Poplamione spodnie, brudna koszulka, z której wydobywał się niezbyt przyjemny zapach, nie były symbolem mojego istnienia. Lubiłem czystość, szczyciłem się zawsze wypranymi ubraniami, pedantycznie uprasowanymi żelazkiem osiągającym dwieście stopni. Żadnego zagięcia, wszystko płaskie niczym tafla niezmąconej wody. Teraz ubrania także były idealnie wyprasowane, niestety w obliczu wyraźnych plam oraz wznoszącego się ponad podziałami zapachu nie nadawały się do użytku. Próbowałem różnych sztuczek, wkładałem ubrania do zamrażalnika, spryskiwałem je dezodorantem, a nawet starałem się uprać ręcznie. Niestety podejmowany wysiłek nie przynosił sukcesu. Jak jednak mogłem się mierzyć z pralką, która mknęła z prędkością tysiąca obrotów na minutę. Wiatr uginający me ciało był niczym niewinna igraszka, w porównaniu z siłą pralki. A w niej występował także żywioł wody, atakujący zewsząd brud i robactwo. Szedłem więc dalej, ignorując siły natury. To właśnie one stawały się moim sprzymierzeńcem. To dzięki porywom wiatru większość ludzi została w swoich klitkach, nie myśląc o zrobieniu jakichkolwiek zakupów.
Zbliżałem się do sklepu z AGD, a może on się zbliżał w moim kierunku. To jest w końcu nieistotne. Miałem misję i byłem lepiej przygotowany niż do zakupu odkurzacza. Pytania wykute na blachę nie wystarczają, by zmierzyć się z nieznanym. Byłem przede wszystkim czujny i żadna siła nie była w stanie mnie zdezorientować. Stałem w wejściu do sklepu, obserwując to niepokojące miejsce. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to obecne wszędzie odkurzacze, gotowe do ataku. Dlaczego ułożyli je w każdym niemal miejscu? Czy to miała być pułapka, czy też jedynie próba wciśnięcia ich klientom? Pytania rodzące się w głowie nie były istotne. Nauczony doświadczeniem zdawałem sobie sprawę, iż nie mogę zignorować niebezpieczeństwa. Fotograficzna pamięć powinna mi to ułatwić. Oprócz odkurzaczy stały tam także wentylatory, ekspresy do kawy, gofrownice, lodówki oraz pralki. Niemal na końcu sklepu stały chłodne obiekty mojego pożądania.
Byłem zdecydowany wkroczyć do sklepu, mijając panoszące się po nim odkurzacze, jednak wciąż nie miałem pewności, jak zachowają się sprzedawcy. Było ich dwóch, obaj ubrani w żółte uniformy. Jakże oni się różnili! Pierwszy z nich niski, starannie uczesany, z wyprasowanym uniformem, zapiętymi guzikami i czystymi butami typu lakierki. Drugi zaś wysoki i potężny z niechlujną bujną czupryną, z rozpiętą koszulą, spod której wychylała się nazwa znanego zespołu: „Faith no more”. Przyglądałem się im i wciąż nie wiedziałem, który z nich jest mniej groźny. Gdybym nie był odpowiednio przygotowany, z pewnością kroki me instynktownie skierowałabym w kierunku tego chudziny. Wypracowany w ostatnich tygodniach zmysł obserwacji zdemaskował niemal natychmiast niskiego sprzedawcę. Przebiegłe oczka, chytrość wymalowana na jego twarzy dyskwalifikowała go ostatecznie. Drugi sprzedawca, mimo iż nie wyglądał zachęcająco i miał z pewnością więcej siły, wydawał się lepszym rozwiązaniem. To właśnie w jego kierunku ruszyłem, klucząc między półkami, umiejętnie omijając odkurzacze. Stanąłem twarzą w twarz z tym olbrzymem, o głowę wyższym ode mnie i przyglądałem się mu ze strachem pomieszanym z fascynacją. Stanąłem tak blisko niego, iż przez ułamek sekundy jego olbrzymi okrągły brzuch dotknął mojej plamy na koszulce. Cofnął się! Pierwsza bitwa została wygrana, ale co będzie dalej? Moje rozważania przerwało przywitanie.
– Dzień dobry, w czym mogę służyć? – powiedział grubym, lekko zachrypniętym głosem.
Część 22 / 2
– Dzień dobry. Pralkę chciałem kupić. Czy wszystkie są na sprzedaż?
– Niestety proszę pana, znaczna ich część jest zarezerwowana. Pokażę panu najlepsze sztuki, z tych, co zostały.
Ruszył przed siebie nie oglądając się. Czy zmierzałem do umiejętnie zakamuflowanej pułapki? On mknął, ja zaś co rusz mijałem odkurzacze, starając się zachować względem nich możliwie największą odległość. Wciąż też kątem oka obserwowałem drugiego sprzedawcę, właśnie rozmawiającego z jakimś klientem. Czy to możliwe, że i tamten człowiek przedarł się przez wichurę? Musiałem natychmiast przerwać rozmyślania prowadzące w ślepy zaułek. Teraz był czas zakupów.
– Ta jest dobra. – Facet…