Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 11 min czytania

Prawda

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Szedłem za nią. Śledziłem ją. Każdy by tak zrobił, więc szedłem, przeciskałem się przez masę ludzi, wymijałem objuczone siatkami kobiety, potrącałem starszych panów z laseczkami, aż wreszcie odwróciła się i zapytała, dlaczego za nią idę.

I wówczas zrozumiałem. Była naga! Zupełnie naga. Tak ją widziałem. Tak widziałem Prawdę. Jeszcze nie wiedziałem, że jest Prawdą, ale gdy patrzyłem na nią, rosła między nami nić porozumienia, przyjaźni i sympatii.

Nikt nie widział, że jest naga. Wymijało nas tysiące ludzi, samochody, potok mężczyzn, kobiet, dziadków, dzieci, dorastających panienek i wyrostków, ale nikt tego nie widział. Patrzyliśmy na siebie. Pudełko było małe i drewniane. Wnętrze obite pluszem. W samym środku leżał pierścień. Tysiącem barw iskrzył na wszystkie strony. Prawda delikatnie ujęła go w palce. "Piękny" - wyszeptała. Świat poszarzał, zniknęły kolory. Pierścień zamienił się w metalową nakrętkę. Prawda spojrzała w lustro. Ujrzeliśmy brzydką, starą, pomarszczoną twarz. Prawda zamknęła oczy. Z krzykiem na ustach upuściła śrubkę. Ja też zamknąłem oczy, ale czułem, jak zachodzi transformacja. Nie wiem jak, ale czułem. Gdy wreszcie otworzyłem oczy, dziewczyna w lustrze była młoda, ładna, uśmiechnięta. "Co to było?" - Zapytałem. "Prawda" - odpowiedziała swoim niskim, śpiewnym głosem. U jej stóp spoczywał pierścień.

Zostaliśmy przyjaciółmi. Spotykaliśmy się na rogu ulicy, w knajpie albo w miejskim parku. Czasami, gdy byłem samotny i smutny, wychodziłem i spotykałem ją. Czasami ona do mnie przychodziła. Spacerowaliśmy po mieście, wzgórzach okalających wschodnie rogatki miasta, lasach porastających północny skrawek. Chodziliśmy trzymając się za ręce, uśmiechając do siebie, niekiedy rozmawiając. Przy Prawdzie czułem się spokojny, dojrzały, ufny w siebie i ludzi. Jej obecność napełniała radością i optymizmem.

Weszliśmy do knajpy. Nie chciałem iść, ale ona nalegała. Barman oszukiwał. Do piwa dolewał wody. Próbowałem powstrzymać Prawdę, ale i mnie coś powstrzymywało. Dolatujący zza ściany, przybliżający się hałas. Narastał wolno. Początkowo nieśmiały, daleki, z każdą chwilą zwiększał się. Jechał samochód. Stara, zdezelowana ciężarówka. Nikogo nie widziałem za kierownicą. Samochód płynął bucząc i posapując. Jechał wprost na nas. Rejestracja składała się z czterech zer. Był coraz bliżej. Auto nie zwalniało, nabierało prędkości. Próbowaliśmy uciec, ale na nic to się zdało. Samochód wjechał na twarz Prawdy.

Podniosłem ją i wytarłem krew sączącą się z wargi. Bardzo szybko zregenerowała siły. "Skąd jesteś?" - Pytałem, ale nie umiała odpowiedzieć. Może nie wiedziała, może nie chciała. Może nie rozumiała pytania. "Jestem, zawsze byłam, jestem i będę, nawet, gdy mnie nie będzie" - odpowiadała. Ale nic z tego nie rozumiałem. Może miała swoje tajemnice, których nie chciała zdradzać. Czekałem cierpliwie rozkoszując się chwilą.

Czasami Prawda opowiadała różne rzeczy. Nie wiem, na czym to polegało, ale obrazy jaśniały we mnie, czułem je, dotykałem oczami wyobraźni. Pokazywała różne swoje oblicza. On stał. Był bardzo przystojny, aż mi się żal zrobiło. Prawda, gdy zobaczyła go, podniosła się. Podszedł i objął ją. Mocno przytulił. Całując zniżał się i uklęknął u stóp. Przytuliła jego głowę, gdy nagle ugryzł ją w udo. Moje wszystkie kłębuszki nerwowe przeniknął ostry, świdrujący ból. Odepchnęła głowę. Z rany sączyła się krew. Piekło. On przeżuwał odgryziony kawałek uśmiechając się ironicznie. Stał w rogu pokoju. Był przystojny. Podszedł do niej. Objął i mocno przytulił. Całując zniżał się, aż klęknął u jej stóp. Patrzyliśmy, jak całuje aksamitne ciało. Jego zęby wbiły się w nogę. Mocno szarpnął. Wygryzając kawałek tkanki wydarł cienki, czerwony kabelek. Patrzyłem w ciemny otwór, gdzie roiło się tysiące drucików. Stał w rogu pokoju i patrzył na jej młode, zgrabne ciało. Podszedł do niej. Objął. Mocno przytulił. Całując zniżał się. Klęknął u jej stóp. Ugryzł ją. Wyrwał kawałek mięsa. Nie było żadnej reakcji. Systematycznie obgryzał jej udo, aż do znudzenia. Patrzyliśmy, jak rany zabliźniały się, wygładzały i już po chwili nie było żadnego śladu. Idealnie gładka skóra.

Siedzieliśmy w knajpie, Zamówiłem dwie filiżanki kawy i torty, ale Prawda nie miała ochoty jeść. Była smutna. Czasami Prawda była smutna. Nie lubiłem jej takiej. Jej melancholia i mnie się udzielała, zarażałem się jak katarem. Właśnie wtedy czułem, że czeka na coś, na kogoś, na coś, co przerwie naszą sielankę, zburzy spokój, na coś złego, ale nieuchronnie zbliżającego się. "Co ci jest?" "Nic" - kiwała głową i uśmiechała się smutno. "Pójdziemy do lasu?" - spytałem. Zgodziła się. Zostawiliśmy kawę i pobiegliśmy trzymając się za ręce.

Prawda lubiła słuchać moich opowieści. Snułem rozważania o ludziach, ich samotności, szaleńczym tempie świata, a ona chłonęła. Odnosiłem wrażenie, że karmi się tymi wiadomościami. Opowiadałem o krzywdzie, niesprawiedliwości, nietolerancji, zepsuciu, braku miłości, znieczulicy. Wydawało się, że Prawda nie wiedziała o tym, słuchała…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Prawda — czytnik · opowiadania