Kryminał · 8 min czytania
Prawdziwa przyjaciółka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Cześć Kaśka – usłyszałam za plecami jakiś damski głos – wyglądasz jak swoja własna matka, co prawda nie widziałam cię sześć lat, ale to już przesada, co się z Tobą dzieje ? – mówiła dalej. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Jolę, koleżankę ze szkoły, którą zawsze bardzo lubiłam, mimo jej bezpośredniego zachowania. Uśmiechnęłam się zadowolona z tak niespodziewanego spotkania. W szkole średniej przyjaźniłyśmy się, ale potem Jola wyjechała na studia, poznała chłopaka i już nie wróciła do naszego miasteczka. - Masz czas, może wstąpimy gdzieś na kawę i porozmawiamy, jak za dawnych dobrych czasów ? – spytała Nie miałam nic pilnego do załatwienia, wręcz przeciwnie, teraz gdy byłam na zwolnieniu lekarskim, miałam dużo wolnego czasu. Poszłyśmy do kawiarenki w której spędziłyśmy wiele godzin, gdy chodziłyśmy do szkoły. Widok Jolki i jej niepoprawny optymizm, poprawiły mi nieco nastrój. Kiedy zamówiłyśmy kawę, Jolka jak zwykle bez owijania w bawełnę, powiedziała - No to teraz gadaj, ale najlepiej wszystko od początku, mam masę czasu, mogę siedzieć tu z Tobą choćby i do rana – Kiedyś nie miałyśmy przed sobą tajemnic, zwierzałyśmy się sobie właściwie ze wszystkiego, radziłyśmy sobie wzajemnie, jak postępować z chłopakami, pomagałyśmy sobie w nauce, ja jej w polskim, ona mi w matmie i było naprawdę fajnie. No tak , ale wtedy to były inne problemy, bo te ważne rozwiązywali za nas rodzice, teraz musiałyśmy radzić sobie same i tu pojawiały się schody, które trzeba było pokonywać na własny rachunek. - Dobrze, chcesz od początku, to słuchaj ale to potrwa, nie miej do mnie potem pretensji, że się rozgadałam – powiedziałam i zaczęłam mówić Jakieś trzy lata temu, poznałam chłopaka, tak zupełnie przypadkowo, na prywatce u koleżanki. Kiedy weszłam do niej do domu, zobaczyłam tylko jego, stał oparty o drzwi do kuchni i patrzył na mnie. W jego oczach świecił wesoły ognik, który przykrywała jakaś zaduma, a może lekki smutek. Widać było, że facet jest w nie najlepszym humorze, ciekawa byłam co mogło sprawić, że ktoś taki może być smutny. Karolina przedstawiła mnie wszystkim znajomym, również jemu, trochę zdziwiło mnie jego nietypowe imię, ale no cóż nietuzinkowy mężczyzna, nietuzinkowe imię Kiedy podawałam Benedyktowi rękę, mówiąc swoje imię, czułam się bardzo dziwnie, nagle moje imię, które zresztą mi się podobało, wydało mi się jakieś mało ciekawe, jakieś takie pospolite. O wiele lepiej brzmiałoby, gdybym zamiast Katarzyna, miała na imię Ludwika, może Dominika, a tu tylko Kaśka. Na tej prywatce przegadałam i przetańczyłam z Benedyktem wiele czasu, a później wszystko potoczyło się tak, jak to w życiu bywa, umówiliśmy się na spotkanie, potem kolejne i na następne i tak zostaliśmy parą. Bardzo szybko doszliśmy do wniosku, że chcemy iść przez życie razem, zaplanowaliśmy ślub i wesele. To wszystko troszkę trwało, a my czuliśmy, jak za każdym dotykiem rąk, za każdym pocałunkiem, krew w naszych żyłach krąży w zawrotnym tempie, jak ogień ogarnia nasze ciała. Zapragnęliśmy siebie tak bardzo, że nie chcieliśmy czekać z tym ani chwili dłużej. Pewnego wieczoru wynajęliśmy pokój w małym hoteliku i stało się. Benedykt okazał się wspaniałym, czułym kochankiem, który nie myśli tylko o sobie. Byliśmy bardzo szczęśliwi, że to się stało. Jeszcze tylko przez krótki czas ukrywaliśmy się ze swoim szczęściem, ale co niektórzy chyba mają szósty zmysł, bo bardzo szybko się zorientowali, że już nie wystarcza nam trzymanie się za ręce. - I co się dziwisz – przerwała mi Jolka – kiedy ludzie się kochają bije od nich jakiś dziwny blask, którego nie da się ukryć. Uśmiechnęłam się do Joli i zaczęłam mówić dalej - zostało…