Fantastyka · 14 min czytania
Prawdziwa Siła
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kłębek oddechu przeniknął do zimnego powietrza, tworząc podmuch pary. Było zimno, choć to zaledwie początek jesieni. Mocny wiatr wiał z północy, przez co niebo było szare, a słońce wychodziło rzadko, prawie wcale. Postać w ciemnym, długim płaszczu kucała na dachu kościoła. Nie robiła tego dla rozrywki czy też dla zaspokojenia swoich dziwnych pobudek, nie była świrem. Kucała już od godziny, może trochę więcej, a przez ten czas nie ruszyła się nawet o minimetr. Wyglądała jak posąg, posąg z pięknymi palącymi się zielenią oczach. Czekała na kogoś, ale z dalszym upływem kolejnych minut wiadomo było, że ją wystawiono. Przez bladą twarz przeszedł grymas niezadowolenia. Straciła tak wiele czasu właściwie na próżno, bo nikt się nie zjawił. Rozejrzała się po okolicy. Ludzie niczym mrówki przeplatali się ze sobą, gnąc do domów lub pracy. W oddali, może kilka kilometrów stąd usłyszała grzmot. Silny grzmot, który zapowiadał jedną z większych ulew w okresie jesiennym. Nie miała już, na co czekać. Zeskoczyła zgrabnie z dachu, a czarny płaszcz uderzył o jej łydki. Westchnęła i idąc prosto w stronę parku miejskiego, wyciągnęła z kieszeni płaszcza telefon komórkowy. Czarny, wysuwany Sony Ericsson, którego kupiła po przecenie. Wykręciła numer, powoli bez żadnego pośpiechu. Była spokojna, a równocześnie nieco spięta. Już od kilku minut marszu czuła na sobie czyjś wzrok. Była obserwowana, wiedziała to, ale kto i po co ją obserwował? Odrzuciła te pytania na drugi plan, po czym przystawiła telefon do ucha. Dwa sygnały, policzyła w myślach, a wtedy po drugiej stronie odezwał się głos: -Co z informatorem? -Nie przyszedł. Chyba się wycofał. Znaleźć go? Na chwilę zapadła cisza, a po chwili po drugiej stronie telefonu usłyszała ciche westchnięcie. -Tak. Znajdź i zabij… albo nie, nie zabijaj go. Przyprowadź go do mnie. Mam z nim do pogadania. -Wyślij mi raport gdzie ostatnio bywał i co robił przed naszym spotkaniem. Informacje o rodzinie, znajomych. Wszystko może się przydać.Postaram się go znaleźć w ciągu dwóch dni. Rozłączyła się. Schowała komórkę z powrotem do kieszeni. Zatrzymała się raptownie. Spojrzała na budkę z fast foodem. Nagle poczuła się okropnie głodna i stwierdziła, że czekając na informację wrzuci coś na ząb. Weszła pod mały daszek w czerwonobiałe paski. Do jej nozdrzy dotarł przyjemny zapach mięsa i sosów. Usiadła wygodnie przy ladzie, na wysokim skórzanym krześle, który przy najmniejszym ruchu skrzypiał głośno. Zignorowała ten dźwięk i zamówiła hot doga. Gruby facet w przepoconym fartuchu przyglądał się uważnie nieznajomej. Jego twarz błyszczała od potu, a pyzate policzki pokryte były czerwienią, która odzwierciedlała zmęczenie mężczyzny. -Nigdy tu, panienki nie widziałem.-odezwał się, wkładając do podłużnej bułki parówkę. -Nie bywam za często w tych okolicach. Jestem tutaj by pozałatwiać kilka spraw. Nic osobistego. -Ach, tak… Wie, panienka jak to jest. Prowadząc taką budę jak ta, widzę i obserwuję ludzi. Szybko i łatwo zapamiętuje twarze. Kiedyś chciałem zostać policjantem, chodzić z spluwą i takie tam rzeczy, ale jestem za gruby. Gdzie to, taki grubas na stróża prawa?- zaśmiał się. Spojrzała jeszcze raz na odpychający fartuch mężczyzny, a po chwili na hot doga, którego kończył robić. -Tu nie chodzi o to czy jest pan gruby czy nie. Jeśli nie ma się poczucia obowiązku i impulsu by poświecić swoje życie na rzecz innych, to nie można zostać policjantem. W pana przypadku jest tak, że to, co pan widzi… może być złudne. Złudny spokój, rodzina. Czyste złudzenie, a potem, kiedy siedzisz w tym wyjątkowo głęboko pytasz, dlaczego, kurwa, jeszcze żyję.-wzięła do ręki hot doga i podniosła się z miejsca.- Świat jest bardziej popieprzony niż się wydaje. Zapłaciła za usługę i odeszła, pałaszując przysmak. Hot dog był dobry, więc nie jeden raz tutaj zawita. Szybko przyzwyczajała się do dobrych rzeczy. Przełknęła kęs jedzenia i zerknęła kątem oka w bok. Nadal czuła, że jest obserwowana, a to uczucie powoli ją denerwowało. Poczuła lekkie wibracje z boku. Telefon. Dokończyła hot doga i przecierając wargi wierzchem dłoni, wyciągnęła komórkę. Sms. Odczytała wiadomość, po czym z grymasem na pozór lenia, westchnęła. Przymknęła powieki. Usłyszała świst. Zrobiła krok w tył i otworzyła oczy, wyciągając dłoń przed siebie. Zacisnęła palce na nożu sprężynowym- cisnęła nim o chodnik i ruszyła biegiem w stronę uliczki, która mieściła się między biblioteką a supermarketem. Była pewna, że właśnie stamtąd posłano nóż w jej stronę. Zmarszczyła brwi. Wbiegła do uliczki, rozglądając się. Ściany były podrapane i pomazane sprejem. Poza tym śmierdziało tutaj moczem i papierosami. Po kątach walały się worki ze śmieciami, które zwiedzały duże, brązowe szczury. Pisk gryzoni jak i dźwięk małych ząbków wbijających się w odpadki, słyszała bardzo wyraźnie. Na chwilę znieruchomiała. Sięgnęła do kabury, która przylegała do jej boku po broń. Rewolwer magnum 500. Był całkiem ładny i idealnie pasował do jej ręki. Ruszyła przed siebie. Zmrużyła oczy by lepiej dostrzec jakiś detal w półmroku uliczki. Nabrała powoli powietrza do płuc, a wtedy poczuła zimny metal przy skroni. Rozdziawiła nieco wargi, zaciskając palce na rewolwerze. -Owieczka się zgubiła. Nie powinnaś chodzić tutaj bez swojego kochasia. Dean jest chyba zbyt zajęty gonieniem za wilkołakami by zwrócić na ciebie uwagę. Tak mi przykro, kochanie… Może zaoszczędzić ci tego cierpienia i cię zabić? Lufa pistoletu mocniej docisnęła się do jej skroni. -Cokolwiek wiesz o Deanie musi być to nieprawda. Nie goni wilkołaków. Ma ambitniejsze plany, jeśli o to ci chodzi. Twój szef musi na kogoś zrzucić winę, a Dean jest dobrym kandydatem. -A, co ty, kurwa, możesz wiedzieć? Salvador wybił naszych, zabił ich, uprzednio torturując… Chcesz mi powiedzieć, że jest niewinny? Poczuła zapach psa. Parsknęła cicho, powstrzymując odruch wymiotny. Oddech mężczyzny był obrzydliwy. Schwyciła nieznajomego za nadgarstek i przerzuciła go przez siebie, a płaszcz, który nosił przeczesał jej włosy. Mężczyzna upadł z hukiem na podłoże i skrzywił się nieznacznie. Złapał za pistolet, pociągnął za spust. Kula przeleciała tuż przy jej policzku. -Głupia suka !-wrzasnął. Był czarnoskórym mężczyzną. Miał czarne, krótko przystrzyżone włosy i duże złote oczy. Była pewna, że to wilkołak. Kły, które obnażył, kiedy się nad nim nachyliła, wiele mówiły. -Nigdy nie lubiłam waszej rasy. Cuchniecie psem.- przystawiła lufę rewolweru do czoła mężczyzny.- Do zobaczenia w piekle. – dodała. Kulka zatopiła się w czaszce czarnoskórego, a krew jak i mózg wypłynęły na zewnątrz, oblepiając podłoże i ściany. Spojrzała na swoją dłoń. Ona także pokryta była krwią i resztą mózgu wilkołaka. Skrzywiła się nieznacznie i wytarła się o sprany podkoszulek mężczyzny. Splunęła jeszcze na jego twarz i chowając rewolwer do kabury, wyszła z uliczki. Sięgnęła po telefon. Przeczytała wiadomość…