Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

biografia · 5 min czytania

Prawdziwy Prezydent

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Prawdziwy Prezydent

W pierwszej połowie lutego, dwa tysiące siódmego roku, największe po Warszawie, polskie miasto odwiedził nowo wybrany prezydent, Lech Kaczyński. Przyjechał spotkać się z chicagowską Polonią i podziękować za poparcie w niedawnych wyborach prezydenckich. Tak, za poparcie, bo w Chicago uzyskał trzy razy więcej głosów od forowanego przez paltformersów Tuska. Wybrał się w piątek do Niles na przedmieściach Chicago, gdzie w salach Białego Orła odbywało się uroczyste przyjęcie na cześć prezydenta. Nie uczestniczył w bankiecie, bo karta wstępu kosztowała osiemdziesiąt pięć dolarów, a jemu brakowało na życie, ale jak tysiące innych rodaków, chciał zobaczyć i przywitać swojego prezydenta. Czwartego prezydenta Polski po okrągłym stole, ale tak naprawdę, to dopiero pierwszego, za którego nie musiał się wstydzić. Niewysoka sylwetka Lecha Kaczyńskiego ginęła w tłumie ludzi wchodzących do sali udekorowanej w polskie barwy narodowe. Wiwatujący Polonusi pozdrawiali prezydenta, stojąc na krzesłach. - Niech żyje nasz prawdziwy prezydent, sto lat – rozległy się podchwytywane natychmiast głosy. – Oto nasz prawdziwy prezydent, pierwszy polski prezydent po transformacji, który zasługuje na szacunek, jak tu do nas przyjechał Wałęsa, tośmy go obrzucili jajkami i uciekał tylnymi drzwiami przez kuchnię. Spoglądał z aprobatą na wiwatujące tłumy, rozumiejąc, że po raz pierwszy od obalenia komuny, polski naród wybrał w demokratycznych wyborach opatrznościowego prezydenta na miarę dwudziestego pierwszego wieku. Podobnie, jak kiedyś z Józefem Piłsudskim, wraz z Lechem Kaczyńskim, zrodziła się nadzieja na sanację, na uzdrowienie wyniszczających Polskę patologii. Matecznikiem, z którego rozsiewało się na cały kraj łajdactwo, było skorumpowane sądownictwo, chroniące przed karą i odpowiedzialnością samozwańczy establishment lewackich wykształciuchów. - Powiedz sędziowskiej kaście prosto w oczy nagą prawdę – szept cichy, delikatny, ledwie słyszalny jak szmer strumienia. - Powiem, razem z Tobą, Poezjo, bo tylko prawda może nas wszystkich uratować:

"Rączka w rączkę tworzycie mafijne układy, nepotyzm z kumoterstwem z uczciwości szydzi, promujecie bezprawie, nie ma na was rady, bo Temida oślepła i prawdy nie widzi. Okradacie Polaków, od narodu wara, jak się nie poprawicie, to spotka

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%