Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przyjaźń · 6 min czytania

Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Miałam i mam nadal wiele problemów: To nie ma pieniędzy na mąkę, lub chleb, to rodzice znów się pokłócili. Mieszkam na wsi, w małej norce ze słomianym dachem. Rodzice prowadzą gospodarstwo. Hodujemy: krowy, świnie, kozy. Nasz trudna sytuacja finansowa ciągnie się od wielu pokoleń. Nigdy nie miałam koleżanek, zawsze Drozdowska wielki odludek W czasie, gdy dziewczyny chodziły na zabawy z chłopakami, ja pasłam owce, doiłam krowy. Nawet w wolnych chwilach nie miałam czasu na rozrywkę, ojciec znalazł mi jakaś robotę, lub opiekowałam się rodzeństwem. Karmiłam, przewijałam, pilnowałam. W moim wiklinowym wózku wychowali się: Janek, Krzysiek, Sławek, Mieszko, Mirek, Zbyszek. Mam na imię Tosia, Tosia Drozdowska. Rude włosy, piegi, bardzo wychudła sylwetka – szpeciły mnie. Nigdy nie miałam chłopaka, ani przyjaciela. W naszym domu nie istnieją takie słowa jak: telewizor, radio. W lepiance mieliśmy dwa skromne pokoje, piwnicę i strych. Wszystkie dzieci mieszkały w jednym pokoiku. Szafa, dwa łóżka, stół – to wszystko co się w nim znajdowało. Kuchnia i sypialnia ojca z matką była połączona. Często w wolne chwile spędzałam czas na strychu. Zajęta własnymi myślami, przesiadywałam tam w samotności. Spałam na podłodze, był tam także maluteńki stoliczek zrobiony z kartonu oraz piec. Dawniej w piecu piekłam z mamą chleb, lecz teraz ojciec zbudował nowy w kuchni. Duży parkiet, na którym śpiewałam i tańczyłam, służył mi za scenę. W mojej szkole nikt nigdy mnie nie tolerował jest to przykre, lecz byłam tam po prostu śmieciem. Chodziłam na pieszo do szkoły, do pobliskiego miasteczka oddalonego o sześć kilometrów. Większość dzieci chodzących do mojej klasy mieszka w małych miasteczkach. Śmieją się ze mnie, wyzywają, oczerniają. Jestem inna, bo biedna. Rzadko miałam kromkę do chleba, byłam głodna, wykończona od pracy. Oni nie znali tego, nie rozumieli, nie wiedzieli. Często płakałam. Żadna z dziewcząt mnie nie pocieszała, tylko ona, Ela. Pożyczała mi kromkę chleba mimo iż wiedziała, że nie oddam. Moja cała rodzinka była wykarmiona, dzieliłam się wszystkim z rodzeństwem. Przecież oni także byli głodni. Rodzice jej pracowali w mleczarnie, prowadzili własną. Codziennie odwiedzając mnie przynosiła mi bochenek chleba słój mleka. Litowała się nad mną i pocieszała mówiła wtedy : „Nie przejmuj się Tosia, przecież zawsze mogło być gorzej.” Pamiętam jej słowa do dziś. To dzięki Elce nie chodziłam głodna, nie martwiłam się. Pomagała mi w wolnych chwilach przy lżejszych robotach: pasłyśmy kozy, czasem świnie. Siadałyśmy wtedy na ogromnym kamieniu na łące, który nazwałyśmy „Kamieniem Przyjaźni”. Gadałyśmy. Właśnie w tym miejscy najczęściej zwierzałyśmy się ze swoich trudnych spraw. Opowiadałam jej o nowych kłótniach ojca i matki. Ela głaskała moje długie pomarańczowe włosy mówiąc przy tym: „To minie,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. — czytnik · opowiadania