Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 18 min czytania

Prawie

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Prawie

Ciężkie od woni potu powietrze przesiąknięte było donośnym skrzekiem tłumu. Apetyt odbierał stęchły zapach starego moczu i mokra jeszcze gnijąca wydzielina. Poskładana ze starych desek mroczna ściana przesiana była rzędami wyraźnych placków światła. Blask z placków przeszywał wąską celę, by po mozolnej wędrówce wyjść przez grube kraty, które w rzeczywistości były jedynie drewnianym murem z foremnymi otworami. Z pędzącymi tunelami było tak, jak przeważnie bywa z dziećmi dzikich zwierząt w przyrodzie. Młody diplodok ma wielu braci i wiele sióstr, ale zanim dorośnie liczba jego rodzeństwa znacznie się zmniejszy. Taki sam los czekał wspomniane tunele. Światło wychodziło z każdego otworu w dziurawej ścianie, jednak nie wszystkie dochodziły do drugiego końca celi. Jeden zatrzymał się na wielkiej jak soczysty grejpfrut pięści więźnia, drugi natrafił na brudny brzuch, inny na udo, jeszcze inny na przygnębioną twarz. Jedna z przetrzymywanych osób, prawdopodobnie ta o owocowych gabarytach, zerknęła przez rodzicielkę światła, innymi słowy dziurę w ścianie. Za kratami malował się, może nie tyle wolny, co zupełnie inny świat. Po drugiej stronie światło nie musiało już walczyć o terytorium, przeciwnie, beztrosko pływało po całej arenie. Powiedziałem arenie? Chyba zbyt wcześnie się wygadałem. Miałem zamiar długo opowiadać o bujno rosnącej, gdzieniegdzie rozkopanej trawie, porozrzucanych po wielkim ogrodzonym okręgu kościach. Naturalnie nie przepuściłbym okazji, oczywiście nie w sensie dosłownym, potarcia dłonią gładkiego muru sięgającego na kilka metrów, by pod opuszkami palców poczuć duszę starannie wypalonych zdobień. Wspomniał bym również, że delikatne zdobienia nasilały się wokół kilku rozmieszczonych w murze drewnianych wrót z dziurami, oplatając konstrukcje w sposób zmysłowy, ale i dziki. Nie szczędziłbym także słów na temat skrzeczących kibiców, oczekujących przedstawienia z wysokich trybun. Opowiadałbym o ich wielkich i okrągłych jak dorodne ziemniaki oczach, o śmiesznych, przypominających małe wulkany uszach oraz o szalonym wyrazie twarzy. Zapewne z mojego opisu lepiej poznalibyście te sięgające zaledwie do pasa zwykłego człowieka stworzonka, które jako przedstawiciele rasy arana, nawet wśród dzikusów uważani byli za lud bardzo brutalny. I wówczas zapewne wspomniałbym, że ten cały plac ogrodzony trybunami to nic innego, jak arena. Niestety wszystko zepsułem już na początku, więc może po prostu przejdę dalej, opuszczając ten fragment, który niewątpliwie mógł okazać się bardzo ciekawy. - Niewiele czasu nam jeszcze pozostało – zaczął wsparty o kraty postawny mężczyzna swoim szorstkim, ale spokojnym głosem. Był on człowiekiem o niezwykłej odwadze, a przy tym… yyy… w każdym razie męstwa mu nie brakowało. Rozumu nie posiadał zbyt wiele. Jak sam mawiał „Jedni się rodzą, by żyć mądrze, inni by długo”, co zresztą powtarzał każdemu wrogiemu geniuszowi gdy ten tylko zawisł na ostrzu jego miecza. Mężczyzny rzecz jasna nie obchodziło, że żaden z wrogów mowy ludzkiej nie rozumiał. Postawny człowiek został złapany do niewoli podczas bitwy, która toczyła się na umówionej granicy dzielącej ziemie wyjców w tym także ludzi od ziem dzikusów. Mężczyzna, mimo iż niezbyt bystry wiedział, że pozostawionej w Rekisi żony i kilkumiesięcznej córeczki już nigdy nie ujrzy, mało tego, wiedział że nie dożyje zachodu słońca. - Moim marzeniem było zginąć za ojczyznę – ciągnął po chwili potężny mężczyzna o niezwykłej odwadze, której nie wyrzekł się nawet w takiej chwili. – Niestety nie będzie mi dane wyzionąć ducha na ociekającym krwią polu bitwy, ale tutaj, dostarczając rozrywki tym przeklętym dzikusom. Swoją drogą, ciekawe jak skończyła się bitwa. - Co cię to teraz obchodzi? – zapytał ruchliwy młody chłopak, nie kryjąc w głosie zaskoczenia wynikającego z ignorancji współwięźnia. – Musimy obmyślić jakiś plan działania i to powinno być teraz naszym jedynym zmartwieniem. Stąpający z nogi na nogę młody mężczyzna jako jedyny patrzył na całą sytuacje optymistycznie. Radość go rozpierała na myśl o tym, że może zostać kolejnym bohaterem wojennym, który uciekła z niewoli dzikusów. Nadpobudliwy żołnierz nie był głupi, tylko ambitny, a głowę miał pełną wyssanych z palca historii i złudnych ideałów narzucanych przez wojsko. Nierzadko pisano książki wielkich ucieczkach oraz zapraszano na jednostkę osoby, które rzekomo wymknęły się z dzikich kajdan, uchodząc z życiem. Dzięki temu morale wojska stale trzymało wysoki poziom. Chłopak brał udział w tej samej bitwie co pozostali więźniowie, ten jednak wojował wysłany z ramienia Kin. Przed rokiem opuścił swoją rodzinną wioskę, by zasłynąć w gwardii. Żaden ze współwięźniów młodego nadpobudliwego człowieka nie zamierzał dzielić się z nim prawdą na temat tego typu niewoli. Zapewne nawet gdyby wszyscy zgodnie podnieśli głos i oświadczyli, że te wszystkie wojskowe historyjki to kłamstwo, podejścia niedoświadczonego rekruta by nie zmienili. Według mnie jednak, powód milczenia był inny. Więźniowie po prostu stwierdzili, iż w ciasnej celi jest już zbyt duże nasilenie pesymizmu, nawet jeśli jest on w stu procentach uzasadniony i prawdziwy. Postawny mężczyzna w ciszy włożył rękę pod pozostałości niegdyś wartościowego pancerza i wyciągnął podniszczoną fotografię, którą następnie wykąpał w jednym z tuneli światła. Wolną dłonią przetarł śliską powierzchnie zdjęcia, odkrywając ukrytą pod zaschniętym błotem uśmiechniętą twarz kobiety. Dziewczyna z fotografii miała kruczoczarne długie włosy, co dumnie zestawiało się z ciemną karnacją i delikatnymi rysami. - Kto to jest? – zapytał wciąż pytający młody idealista, zerkając zza ramienia olbrzyma. Gdyby nie panujący mrok, niechybnie wszyscy zauważyliby pełzające po twarzy ciekawskiego człowieka nierządne myśli. - To moja żona – odpowiedział smutno tępy żołnierz, szlochając bezgłośnie po każdym słowie. - Nie przejmuj się tak – rzucił pocieszająco – bo jak już wrócimy do swoich to cała armia się dowie, że pękałeś. Postawny mężczyzna postanowił żartobliwą groźbę puścić mimo uszu. Oczy wlepiał w zdjęcia, jakby krótka rozmowa w ogóle nie miała miejsca. - Pomyśleć, że natura tak partaczy swoje obowiązki – rzekł w zamyśleniu jakby do siebie trzeci ze zniewolonych mężczyzn, w złości uderzając pięścią w drewnianą ścianę. W normalnych warunkach pozostali powinni z uwagą słuchać Niewysokiego mężczyzny, przewyższał pozostałych stopniem wojskowym, ale wówczas nikt nie zwracał na to uwagi. Rangą niewysokiego dowódcy, który do niedawna władał całym oddziałem, nie przejmował się nawet młody rekrut, ponieważ nie miał zamiaru służyć komuś, kto reprezentował armię Rekisi. W każdym razie doświadczony usilnie starał się zapanować nad swoimi nawykami i nie wydawał rozkazów. Był on człowiekiem wykształconym, a wojować zaczął jako młody chłopak. Już wtedy wyróżniał się od innych rekrutów zmysłem taktycznym oraz wykazywał wielokrotnie zduszane cechy dowódcze. Awansował ratując życie rannego generała w bitwie o swoje rodzinne miasto Rekisi. Niestety seria udanych bitew sprawiła, że niewysoki dowódca przytłoczony rutyną, walkę o granicę traktował jako kolejną, prostą potyczkę, co w znacznym stopniu przełożyło się na jego zmysł taktyczny i rozwagę. Jako dowódca oddziału walczącego w pierwszej linii wystawił swoich żołnierzy zbyt szybko, co finalnie skończyło się, tak jak się skończyło. Przez nieostrożność skazał na śmierć cały swój oddział, a trzeba wam wiedzieć, że nie ma większej hańby dla dowódcy, oczywiście mam na myśli tych dobrych dowódców, niż tracić cały oddział i patrzeć jak ginie żołnierz po żołnierzu, a samemu ujść z życiem. - Co masz na myśli? – zapytał zgadnijcie kto. Tak, nasz młody idealista. - To co miało miejsce dziesiątki miliomów lat temu – drążył temat niewysoki dowódca, niewyraźny wyraz twarzy skrywając w mroku.

Niemal całą ziemię pokrywała bujna roślinność, powietrze było czyste, a woda orzeźwiająco błękitna. Dinozaury panowały nad tym wszystkim niepodzielnie przez długi czas, a natura przymykała na to oczy, ale nie mogło to trwać wiecznie. Pewnego dnia postanowiła z tym wszystkim skończyć, by dać szanse pozostałym gatunkom na spokojny rozwój. Zesłała na Ziemię wielki meteoryt, który skrył całą planetę w ogniu i trującym pyle.

- Wówczas dinozaury miały wymrzeć – ciągnął nieprzerwanie niski dowódca. – Niestety natura coś poplątała, a dinozaury z naukowego punktu widzenia, jedynie „ prawie” wymarły. Myśleliście kiedyś o tym, jak świat by wyglądał gdyby na ziemi nie uchował się żaden z tych przeklętych jaszczurów? - Nie? – dowódca wznowił wypowiedź po krótkiej przerwie – Ja myślę o tym niemal bezustannie. Życie bez tych dzikusów byłoby bajką. Nagle skrzeczenie tłumy ustało, a ziemia zadrżała. Młody optymista podskoczył…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%