Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 8 min czytania

Prawie jak fantasy

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

W roku 665 po śmierci Wielkiego Drunkera w małej wiosce o wdzięcznej nazwie Gówno Wielkie na skraju lasu Humpsiompsium (w języku starożytnych baboli oznacza to „wszędzie ku*wa jabłonie”) ludzie spali jak nigdy w życiu. Niesamowita cisza jaka zaległa w całej osadzie wspomagała sny mieszkańców. Duży, aczkolwiek jeszcze młody, z upośledzeniem umysłowym oraz paraliżem prawej nogi, Alfons obudził się koło północy. Śnił o pięknej kobiecie ubranej w białą, jedwabną suknię z czerwonymi cekinami w seledynowe groszki. Spotkał ją u siebie na ganku przed domem, proszącą o pomoc. Alfons już chciał jej pomóc, zdjął nawet spodnie, gdy nagle usłyszał odgłosy kroków dochodzących z przed domu. Obudził się i nakrył głowę pierzyną przestraszony. Ktoś rzucił cegłą w okno. Jednak nie narobił dużej szkody, gdyż nie mieli szyby w ramie. Alfons krzyknął przestraszony: -Kto tam? -To ja. Piękna kobieta z twojego snu. -Nie możesz być kobietą z mojego snu. Ja sobie tą panią wymyśliłem. -Ależ nie, Alfonsie. Jestem właśnie nią. Dokończmy to co zaczęliśmy. -Ja nie wiem jak. Nie wiem o co chodzi. Może zawołam tatusia? -Nie - powiedziała stanowczo kobieta - Potrzebuję tego od ciebie. Tylko ty możesz mi pomóc - powiedziała to milutkim głosikiem. -Ale jak? – zapytał Alfons. -Otwórz drzwi to ci pokaże. Alfons przebiegł przez korytarz podniecony i podbiegł do drzwi. Drzwi były wykonane z gówna i słomy jak wszystkie drzwi w wiosce, ponieważ nastała moda na rzeczy zrobione przez samego siebie (mieszkańcy wioski trochę źle zrozumieli to hasło „coś własnej roboty”). Przekręcił klucz w zamku i otworzył je na oścież. Uchyliły się bezszelestnie, co trochę zdziwiło chłopaka, gdyż zawsze skrzypiały na całą okolicę. Alfons wyszedł przez okno. Rozejrzał się po okolicy. Zobaczył dom sąsiada, w którym nie paliło się żadne światło. „Nie umie włączyć światła, stary pierdoła” pomyślał chłopiec. Obrócił głowę w drugą stronę. Zobaczył długą szosę – koniostradę Północ – Dalsza północ. Jednak na całej widocznej trasie była pusta. Nigdzie nie widział żadnej kobiety. -Halo, gdzie pani jest? – zapytał cicho. -Tutaj – odpowiedział słodko głos. - Za rogiem. Alfons w pośpiechu wyjrzał za róg i powiedział: -Czemu wygląda pani jak brudny szczur wyjadający resztki dzisiejszego obiadu którego nawet Azor nie chciał ruszyć? -Z drugiej strony domu, ciemnoto... aniołeczku.- szybko się poprawiła. Chłopak wybiegł za zakręt i stanął jak wryty. Stała tam jakaś postać schowana w cieniu. Alfons nie widział jej twarzy. Jedyne co mógł zobaczyć to dziwne runy wyszyte na rękawach czarnej szaty, błyszczące w świetle gwiazd. -Proszę się nie opierać o ścianę domu, gdyż wykonana jest z delikatnego materiału (własnej roboty). Kobieta spojrzała na niego z ukosa (miała zespół downa). Maluch chciał uciec albo chociaż krzyczeć, ale jego ciało odmówiło mu posłuszeństwa tudzież nie mógł się w ogóle poruszyć. Mógł tylko oddychać i patrzeć jak mroczna postać podchodzi bliżej i łapie go za jaja. -Hmmm… niezły towar. Przerzuciła gzuba przez ramię. -Kolejny naiwny bachor. Arcykapłani będą zadowoleni. – odezwał się niski, męski głos. Tak naprawdę ta kobieta była transseksualistą, która bardzo lubi małe dzieci. -Poza tym, sam jesteś małym szczurem wyjadającym resztki po psie. – powiedział i odszedł w stronę gór. On już zdobył siedmioro dzieciaków na ofiarę. *** Trzech kapłanów Zarżniy-Kosą’y, bogini mordu i nikczemności, weszło do komnaty. Mieli założone na siebie granatowe szaty, które zdobiły na rękawach różowe runy. Ściany komnaty wykonane były z brązowej substancji niewiadomego pochodzenia. Na środku pomieszczenia był narysowany trójkąt, w którym znajdowały się magiczne symbole (w tym znaczek Batmana). Kapłani rozstawili się w równych odległościach wokół…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Prawie jak fantasy — czytnik · opowiadania