Inne · 4 min czytania
Preludium
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Tutaj będziemy bezpieczni. - John ostrożnie położył brata na ziemi. - Dokopaliśmy im, prawda, bracie? - Jerry ledwo mówił. Rana postrzałowa brzucha sprawiała, że słowa przeradzały się w charkot. - Tak, braciszku. Dokopaliśmy. - zgodził się John. - a teraz leż i nic nie mów. - Wyrwiemy się stąd, prawda? - Jerry nie usłuchał. - będziemy wolni, wrócimy do naszego miasteczka. Do naszych rodziców. Powiedz, że tak będzie... Wrzawa strzałów i wybuchów na zewnątrz przycichła. Walka była skończona. Okupanci przeszukiwali okoliczne budynki w poszukiwaniu poległych lub ukrywających się buntowników. Takich jak John i Jerry. - Nie martw się. - powiedział John. - wrócimy do domu. Wszystko będzie dobrze, obiecuję. A teraz zaczekaj na mnie, idę zobaczyć jak wygląda sytuacja na zewnątrz. John chwycił karabin i sprawdził magazynek. Dwanaście pocisków. Zdawał sobie sprawę, że w panujących warunkach może zginąć niezależnie od ilości amunicji. Wojna była przegrana. - A co jeśli oni tu przyjdą? - Jerry próbował zatrzymać brata. - Wiesz, że mam niewielkie szanse, żeby się obronić... Jerry był spanikowany. Nic dziwnego - poważnie ranny, nieuzbrojony człowiek, któremu na tamten świat już bliżej niż dalej, nie ma szans na przetrwanie, kiedy wokół roi się od wrogich wojsk. - Posłuchaj, nie odejdę daleko. Będę cały czas w zasięgu wzroku. Jeśli ktokolwiek się tu zbliży - zabiję go. Po tych słowach John wybiegł przez otwór we wschodniej ścianie.
-----------------------------------------------------
- Co się stało? Co zobaczyłeś? - Jerry oparł się na łokciu i z rosnącym niepokojem przyglądał się badawczo bratu. - Nic, nic... - Przecież widzę.…