Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 21 min czytania

Prezent

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Eskulap jak zwykle emanował kompletnym zaprzeczeniem optymizmu i wydawać by się mogło, że u ludzi jego profesji jest to chyba stan normalny. Jak zwykle także ów słynny detektyw prezentował swoim zachowaniem postawę godną naśladowania, o ile ktoś był akurat szympansem w zoo. Z tą różnicą, że ów wspaniały wzór siedział sobie wygodnie w fotelu w siedzibie Agencji Czarowniczej „1001 Życzeń” i wpatrywał się w holowizor, który zresztą był prezentem od zadowolonego klienta. Jednocześnie Wontorek odbębniał ciężką pracę, gdyż sprawował nadzór kuratorski nad młodym czarownikiem Pierwiosnkiem. Dzień był jak zwykle śliczny, zupełnie jak w jakimś tandetnym opowiadaniu o duperelach nie z tej ziemi, więc klienci raczej nie dopisywali, a znudzony mag wypełniał całą litanię przykazań, jaką zostawił mu gruby wujcio:

1. podlać kwiatki; 2. odkurzyć szklaną kulę i natrzeć pastą antystatyczną; 3. sprawdzić ekranowanie agencji; 4. nakarmić wróbelki.

Przy ostatnim punkcie ktoś dopisał adnotację: ”nie karmić szatami rytualnymi!”, co pewnie miało swoje uzasadnienie. Młodzieniec akurat kończył karmić wiecznie głodne pierzaste straszydła, kiedy z pokoju śledczego dobiegł go co najmniej rozczarowany okrzyk. - Pierdoły!... Wróble poderwały się przestraszone z parapetu. - Kto? Twoja ulubiona drużyna piłkarska? - Pierdoły! W holowizji pierdoły pociskają! – wrzasnął detektyw i rzucił kapciem w wyłącznik holowizora, lecz niestety spudłował i przestrzenny obraz spikera „Wieści News” zmieszał się z przymglonym wizerunkiem kapcia. - Nie tak nerwowo. – upomniał go mag. – Złość piękności szkodzi. - Biorąc poprawkę na twoją tezę – Eskulap zapakował sobie w usta jednego ze swoich ulubionych papierosów serii 150 – to monsieur Clickle powinien chodzić notorycznie wkur...ny. - Wychodzisz? W pomieszczeniu błysnęła iskra archaicznej, indukcyjnej zapalniczki. - Tak, a ty bądź tak uprzejmy i siedź na dupie, bo może tego nie zauważyłeś, ale właśnie sprawuję nad tobą nadzór... – zauważył detektyw i naciągnął kraciastą marynarkę. - Ależ drogi Eskulapie! – zaperzył się czarownik. – Przecież mnie znasz! - Znam. – przyznał Wontorek. – I tego się właśnie obawiam. Nałożył przeciwsłoneczne okularki i wyszedł.

* * *

- Cholera jasna! – z tym okrzykiem śledczy niemalże wturlał się do pomieszczeń firmy jakąś godzinę później. – Nowe okularki! I to za ćwierć krugeranda! - Przepłaciłeś. – skwitował rozbudzony Pierwiosnek. – Coś taki wściekły, przecież nigdzie nie wychodziłem, nic nie zbroiłem, nawet nie wykonywałem żadnych czarów... – przeciągnął się i wstał z fotela przed holowizorem. - Nowe okularki!... – marudziła kwintesencja optymizmu. - Ejże, drogi Eskulapie! – mag nachylił się nad towarzyszem. – Kto ci nabił tą śliwę pod okiem? Znowy wdałeś się w politykę z portierem? Uprzedzałem, że to całkiem krewki staruszek, ale ty mnie słuchać nie chciałeś no i masz za swoje! - Baaaaaardzo śmieszne…! - No więc? – dopytywał się czarownik. - Co więc? - No skąd masz te kolory tęczy w oczodole? - Efekt nieudolnie prowadzonej inwigilacji... – Wontorek wsparł się o biurko. - Jak się czujesz? - Jak podły drink w kuflu po piwie. – mruknął Eskulap i wywijając wdzięczny piruet uwalił się na fotelu. - Aha, wstrząśnięty, ale nie zmieszany. Więc cóż to ci się przytrafiło ? – mag rozsiadł się wygodnie na kanapie. - W telewizji podawali informację o jednym z ostatnich ukrytych arsenałów broni masowego rażenia... – zaczął detektyw. - Aha, pierdoły. – wtrącił Pierwiosnek. - Dosłownie. Takie arsenały, jak sam wiesz, zostały zlikwidowane ponad sto lat temu – oficjalnie ma się rozumieć. Tajemnicą poliszynszyla był fakt, że ówczesne rządy posiadały takowe arsenały ukryte... – i tu Wontorek zrobił dramatyczną przerwę na odpalenie swojej ukochanej stopięćdziesiątki. - Poliszynela. - Nie, broni MR. Nikt nie magazynuje poliszyneli. - Mówi się „poliszynela”. – poprawił czarownik. – Szynszyle to takie króliczki na futerka. - Niech ci siedzi. – detektyw machnął ręką, bo faktycznie, nie miało to większego znaczenia. - Rety, nie kurz tyle! Podusimy się! I co dalej? - Co to ja, tego? Pierwiosnek zrobił zniecierpliwioną minę. - Arsenały, rządy, te sprawy. - No tak; właśnie odkryto podobno ostatni z takich tajnych atutów poprzednich elit rządzących i jak się domyślasz, trzeba go utylizować. - Oczywiście, zgodnie z przepisami? - Oczywiście. – skwitował śledczy i wypuścił nosem kłąb toksycznego oparu. Mag zamyślił się. - No to chyba nie ma z tym problemu? - Sto osiemdziesiąt cztery głowice ?! – Eskulap wykrzywił twarz w fałszywy uśmiech. - No to jest problem. Wiesz, co? Daj zakurzyć, na wszystkich filmach to dobrze robi na nerwy... Wontorek bezwiednie poczęstował kolegę ciągnąc swój wywód. - Głowice bojowe od ponad stu lat utylizuje się wywożąc kontenerowcami prosto w słońce. Dzięki temu nasza macierzysta gwiazda się regeneruje, co pozwoli egzystować ludzkości jakieś dwieście tysięcy lat ekstra na Ziemi. O mamo, pomyśl, tyle lat na tym zadupiu! - No to zasilą słońce na pół miliona lat. Faktycznie problem! Pocieszę cię, nie dożyjemy tego… Pożycz zapalniczki. Detektyw pokręcił głową i podał antycznego Rojona. - Jeżeli choć połowę tego wyślą w kontenerze solarnym nastąpi eksplozja, która rozsadzi słońce! Nie trzeba być solarfizykiem, żeby na to wpaść! - O Święty Samaelu! – jęknął Pierwiosnek. - Co, dotarło do ciebie? - Nie, to świństwo jest za mocne! – skrzywił się mag i po chwili było widać, że zielenieje na twarzy. – Jak ty to możesz palić? Eskulap uśmiechnął się z satysfakcją. - Można się przyzwyczaić. Witaj w klubie lekko chorych.... No i zapadło niezręczne milczenie, które pewnie by się przeciągnęło, gdyby czarownik usiłował skończyć swojego papierosa. Na całe szczęście szybkim gestem zamienił go w długą i dorodną dżdżownicę i wyrzucił przez okno. Po chwili jeden z wróbli złapał robaka w locie. - No, punkt czwarty litanii wujcia Grubcia wypełniony. – westchnął mistrz. - Co proszę ? - Nic, kontynuuj, bo akurat wracam do życia. – to mówiąc przeciągnął się paskudnie do tego ziewając. - Widzisz, start kontenera przewidzieli na jutro. - Pocipieli do reszty?! - O, kolega zaczyna gadać ludzkim językiem! Popatrz jak na ciebie wpłynął twój pierwszy w życiu papieros. - No tak. – czarownik wzruszył ramionami i dodał. – Teraz muszę się odrobinę odchamić. Chyba pójdę do teatru, lub na jakiś wieczorek poetycki… Wiesz, czuję w tym nielichy kant. - No to masz i czytaj. - Wontorek podetknął mu pod nos poranną gazetę. - Nie widzę w tym nic dziwnego: „Tajemniczy Foxman udaremnia napad na nocny sex-shop. Jeszcze raz tajemniczy bohater w masce udowodnił, że zasługuje na swój przydomek. „Człowiek – spryt”. Po raz....” - Na drugiej stronie. – mruknął Eskulap. - Co? Korporacja „MARDI” wygrała przetarg na utylizację arsenału? - Przeliterować? – zapytał zirytowany śledczy. - Czuję tu kant! I to jak cholera! - - A ja głupi myślałem, że to moje skarpety... - To swoją drogą, drogi Eskulapie. – czarnoksiężnik powracał powoli do swoich normalnych kolorów. – Musimy jutro pilnie obserwować start. - Mam lepszy pomysł. Pierwiosnek? - No? - Zdradź mi, jak ty to robisz, że tak ciągle zmieniasz kolorki? - Tajemnica poliszynszyla. – uśmiechnął się kwaśno mag. – Czy możesz mi gdzieś wypożyczyć fachową bibułę na temat lotów kosmicznych oraz ogólnych założeń rozbrojeniowych metodą utylizacji solarnej? - Się załatwi. – burknął detektyw. I zaciągnął się mocno dymem. – Przynajmniej posiedzisz na tyłku w firmie spędzając czas na pożytecznej lekturze.

* * *

Pilnie strzeżony magazyn korporacji „MARDI” tonął w mroku. Przez uchylony lufcik stróżówki wleciała mała mucha, która zdecydowała się na dość niebezpieczne, nocne loty. Nie zdziwiło to grających w karty strażników, gdyż silne światło zawsze przyciągało wszelkiego sortu robactwo. A szczególnie muchy. Na chwilę okno zasłonił niewielki cień, gdy tymczasem mucha poleciała w głąb olbrzymiej hali magazynowej klucząc pomiędzy ustawionymi tam sprzętami i towarami. Tymczasem cień w krótkiej pelerynce był już w hali i pełzał poniżej okna stróżówki, by po chwili zniknąć w mroku. Przemykał przyczajony między skrzyniami, gdy nagle nad jego głową załopotały włochate skrzydła nocnego łowcy. Nie przeraziło to cienia, jednak zmobilizowało do większej czujności. Wtem tuż nad jego głową zmaterializował się inny, trochę większy cień, by po chwili runąć mu na plecy całym swoim ciężarem. - Auuu! – zajęczał zaskoczony cień. - Auuu! – zawtórował mu Pierwiosnek. - Co tam jest, do cholery! – wrzasnął zaniepokojony strażnik. Zapadła cisza. Cień nachylił się nad magiem i szepnął: - Miaucz ile pary w płucach! - Miauuuuuu! Miauuuuuu! – rozległo się chóralne miauczenie. - W dupę jeb...a bryndza! Ale mnie te koty wystraszyły! - rzekł strażnik do kolegi. - Daj im się pomarcować. – odpowiedział spokojnie drugi. – Chodź, ty zdajesz. I poszli. Przyczajony Pierwiosnek zaczął obwąchiwać przyczajoną obok postać w śmiesznej pelerynce i lisiej masce na twarzy. - I co? Będziesz mnie marcować? – zapytał zirytowany Foxman, ochrzczony przez brukowce „Człowiekiem – Sprytem” - Hmmm! Ten aromat! - Chyba za mocno w łepetynę oberwałeś przy tym upadku…! - Stopięćdziesiątki. Któż by pomyślał, że ociężały umysłowo gliniarz Eskulap Wontorek i słynny „Człowiek – Spryt”, to jedna i ta sama osoba. - Gratuluję spostrzegawczości. – rzuciła kwaśno chodząca irytacja. – I pomyśleć, że jesteś mistrzem magii; powiedz jak na to wpadłeś? - Przez okno, to proste. Odurokuj się ode mnie! – żachnął się mag. - Ja nie inwigiluję przyjaciół! Tym razem Wontorek nie wytrzymał. - A kto mi spadł na głowę?! – Po chwili zreflektował się, że było to o pół tonu za głośno, więc dodał zwyczajowo. – Miauuuuuu! - Pozwól, że wyjaśnię: zmieniłem się w muchę, aby zbadać sprawę, lecz nie przewidziałem ataku wygłodniałego nietoperza. Śledczy uśmiechnął się ukazując szyderczy uśmiech. - Nie przewidziałeś naturalnego systemu alarmowego. I pomyśleć, że do tej pory pilnowałem obiadu latającej myszy... Pierwiosnek popukał się w czoło. - A nie zapomniałeś czegoś? - Mianowicie? - Och, chodź już. Przecież mamy tu sprawę do załatwienia! Dwa cienie posuwały się w kierunku niewielkiej platformy ustawionej centralnie w magazynie. Na niej pośród czarnych i czerwonych świec spoczywał śmiercionośny ładunek. Tuż nad nim wzniesiony był mały ołtarzyk z miseczkami na sól i wodę, zaś pomiędzy

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Prezent — czytnik · opowiadania