Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Opowiadania.pl · 16 min czytania

Prezent ślubny

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Prezent ślubny

Postawiłam ostatnią kropkę. Uff, moja kilkumiesięczna praca dobiegła końca. Tekst liczył ponad dwieście stron. Jeszcze tylko ostatnia korekta i mogę śmiało walić z nim do wydawnictwa. Parę tygodni później zadzwoniłam do redakcji. - Czy mogłaby mnie pani umówić z redaktorem Wolakiem na rozmowę? – poprosiłam. – W jakiej sprawie? – zapytała sekretarka. Przedstawiłam jej specjalnie wymyśloną historyjkę o zagubionym rękopisie kuzynki. Mówiłam długo i zawile, aż zniecierpliwiona dziewczyna przerwała. - Jak nazywa się ta pani kuzynka? - Kolasa. Izabela Kolasa. – wypaliłam. - Proszę oddzwonić za godzinę. Godzinę później znowu wykręciłam numer do redakcji. - Pan Wolak nie zna żadnej osoby o nazwisku Izabela Kolasa. Nic mu nie wiadomo o jakimś zaginionym rękopisie. - Widzi pani, bo ta sprawa jest bardziej złożona. – Tu zaczęłam jeszcze bardziej komplikować historię swojej rzekomej kuzynki. - Najlepiej, jeśli osobiście wyjaśniłabym wszystko redaktorowi Wolakowi. - zagryzałam wargi w oczekiwaniu na odpowiedź. Sekretarka głośno westchnęła. – Dobrze, niech pani przyjdzie w przyszły czwartek między czternastą a piętnastą. Odłożyłam słuchawkę i zaczęłam skakać z radości. Musiałam wszytko opowiedzieć Markowi. Zadzwoniłam na jego komórkę. - Słuchaj, udało się! Umówiłam się z nim! - Z kim się umówiłaś? – mój narzeczony zaniepokoił się. - Jak to z kim? Z redaktorem Wolakiem! Zaniosę mu osobiście mój tekst. - Chyba o czymś zapomniałaś. O co mu chodzi, zastanawiałam się. - Obiecałaś, że dasz mi do przeczytania ostateczną wersję. – odpowiedział z wyrzutem Marek. - Ach tak! Jasne! Przegram na USB. Wpadnę do ciebie wieczorkiem. Mój narzeczony był zachwycony. – Tekst jest naprawdę dobry. Myślę, że publikację masz jak w banku. - Mówisz serio czy po prostu mi schlebiasz? - Całkiem poważnie. Nie znam się na tych sprawach, ale jako czytelnik mogę cię pochwalić za kawał udanej roboty. Podbudowana na duchu udałam się w wyznaczonym dniu do wydawnictwa. Redaktor Wolak okazał się sympatycznym mężczyzną. Mógł mieć nie więcej niż czterdzieści lat i nosił postrzępioną we wszystkie strony kozią bródkę, co przydawało mu nieco zabawnego wyglądu. - Cóż to za historia z tym zaginionym rękopisem? – uśmiechnął się. – Sekretarka nie potrafiła mi tego dokładnie wyjaśnić. Odwzajemniłam uśmiech. – Nie do końca chodziło o zaginiony rękopis. Chodzi o to, że…Ja napisałam coś, co wydaje mi się warte opublikowania i… - I chce pani, żebym, to przeczytał? Czy tak? Przytaknęłam głową. - I wykorzystała pani chwyt literacki z zaginionym rękopisem, żeby przyjść do mnie osobiście i zostawić mi ów tekst. Czy tak? Penetrował moje myśli na wylot. – Bardzo przepraszam, że trochę nazmyślałam, ale bardzo mi zależy, żeby pan się z tym zapoznał. – Wręczyłam mu wydruk. Redaktor przygryzł wargi. – Co to jest? - To jest przewodnik po Istambule. - Proszę pani, przewodników to my mamy pełno. Aż półki się od nich uginają. - Ale mój jest wyjątkowy! – krzyknęłam. Mężczyzna nie spuszczał ze mnie wzroku. – Na czym polega jego wyjątkowość? - Widzi pan. – odchrząknęłam. – Przez kilka lat mieszkałam w Istambule. Znam to miasto wzdłuż i wszerz. Nie tylko zabytki, miejsca turystyczne, ale przede wszystkim jego podskórne życie. To wszystko, co decyduje o wyjątkowości, magii, geniusz loci. - Co pani robiła w Istambule? – przerwał moją wypowiedź. - Byłam żoną. Gotowałam, robiłam zakupy na bazarach, targowałam się z handlarzami, spotykałam się z przyjaciółkami w łaźni. Zobaczyłam zdziwienie na jego twarzy. - Mój mąż był Turkiem. Od dziecka mieszkał w Istambule. – wyjaśniłam. W milczeniu rzucił okiem na rękopis. - Więc czy mogę liczyć… na pana przychylność? – nieśmiało spytałam. Uśmiechnął się. – Proszę się ze mną kontaktować tak za jakieś pięć tygodni. Aż uniosłam się z radości na krześle. - Zapoznam się z tekstem, ale nic nie obiecuję. – Podał mi rękę na pożegnanie. Wracałam do domu w podskokach. Byłam pewna, że mój przewodnik zostanie dobrze przyjęty. Teraz już na spokojne mogłam zająć się przygotowaniami do ślubu. Marek pojawił się w moim życiu w niedługi czas po powrocie z Istambułu. Myślę sobie, że zesłali go aniołowie. Albo sam Pan Bóg przeznaczył mi go na wyłączność. Byłam przybita rozwodem z Yasarem, w kraju nie miałam pracy, a dawni przyjaciele nie znaleźli już dla mnie miejsca w swoim życiu. Marek nigdy nie pytał, dlaczego się rozeszłam, dlaczego nie mam dzieci i dlaczego zostawiłam dom w Istambule. Pewnego wieczoru sama zaczęłam opowiadać swoim małżeństwie. O tureckiej rodzinie i przyjaciółkach w hidżabach, o ramadanie, który odciskał się piętnem na naszym życiu domowym, o zapachu przypraw w mojej kuchni, o szkole koranicznej, do której w dzieciństwie uczęszczał Yasar, o mieście, które stało się dla mnie moim domem. Godziny mijały, a ja snułam istambulską opowieść. Marek słuchał, a kiedy skończyłam, odezwał się. - Powinnaś to wszystko spisać. Osłupiałam ze zdziwienia. - Co? - Masz dar narracji. Usiądź i napisz książkę. Przez kilka dni zastanawiałam się nad tym, co powiedział. Pomysł wydał mi się ciekawy, ale… Ale ja przecież nigdy nic nie napisałam! Kiedy zwierzyłam się Markowi ze swoich wątpliwości, wzruszył ramionami. - Przecież nie musisz tego od razu wydawać. Po prostu spróbuj. - Myślisz, że powieść byłaby dobra? A może reportaż? – rozważałam. - Magdusiu, cokolwiek to będzie, musisz opisać Istambuł. Ale tak inaczej, tak jak mi opowiadałaś. Widziany twoimi oczami. Godzinami głowiłam się, co zrobić z tym tematem. Ostatecznie zdecydowałam się na formę przewodnika. Zaczęłam myśli ubierać w słowa, słowa układać w zdania. Jeśli ktoś kiedyś sądził, że praca pisarza jest miła i przyjemna, nie mógł bardziej się mylić. Czasami ze złości zamykałam komputer i gapiłam się bezwiednie w okno. - Ty wymyśliłeś, a ja muszę się męczyć! – narzekałam Markowi. – Ślęczę nad tym przeklętym tekstem i nic mi nie idzie! Nie traktował moich utyskiwań poważnie. Śmiał się i mówił. – Widzisz, masz przedsmak małżeństwa ze mną. Nie będzie ono ani łatwe ani przyjemne. - Wcale nie wyjdę za ciebie za mąż! – odgryzałam się. - Dlaczego nie? Skoro wyszłaś za Yasara, to dlaczego masz nie wyjść za mnie? Jestem dużo lepszy niż on. Zaciskałam więc zęby i pisałam. Cierpliwie, strona po stronie. Cieszyłam się jak dziecko z każdego nowego wersu. Pomysłów mi nie brakowało. Pewnego wieczoru, kiedy znużona ślęczałam nad tekstem, pomyślałam o publikacji. Szukałam sposobu, jak dotrzeć do redaktora naczelnego. Wtedy przyszedł mi do głowy pomysł z kuzynką i niby zaginionym rękopisem. Czekałam na odpowiedź od Wolaka. Mijały dni, a on się nie odzywał. Po dwóch miesiącach postanowiłam osobiście pójść do redakcji. Tym razem sekretarka nie robiła problemów z wyznaczeniem terminu spotkania. Stawiłam się punktualnie o wyznaczonej godzinie. Redaktor Wolak ucieszył się na mój widok. - A, to pani od zaginionego rękopisu! Proszę usiąść. Myślałem ostatnio o pani. Posłusznie usiadłam na krześle. – Troszkę niecierpliwiłam się i pomyślałam, że może powinnam się przypomnieć. – odparłam skromnie. Z nerwów wbijałam paznokcie w skórę. - Tak. – przygładził bródkę. – Więc przeczytałem pani przewodnik po Istambule. Jest rzeczywiście interesujący. - Zrobił pauzę. Interesujący? Tylko tyle ma do powiedzenia? Byłam rozczarowana. Dużo bym dała za to, żebym mogła w tym momencie czytać w jego myślach. Przeglądał luźne kartki mojego rękopisu. Nic nie mówił. - Czy mam szansę na publikację? – nie wytrzymałam i zapytałam wprost. Podniósł głowę i poprawił okulary. – Jest interesujący. Dobrze napisany. Tyle że, na rynku wydawniczym mamy kryzys. Na ten rok nie ma już szans. - Nie szkodzi, mogę poczekać. Może być w następnym. – odparłam bez chwili zastanowienia. - Tak. Widzi pani. Jest pani nieznanym autorem. Wydawanie książek nowego pisarza jest zawsze związane z ryzykiem.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Prezent ślubny — czytnik · opowiadania