Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 10 min czytania

...PrEzEnT..TaKi iNnY...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

.....Spezentuję potrzebującej..samotnej dziewczynie nowy , głęboki wózek dziecięcy . Osiem słów , policzyłam , żeby sprawdzić ile będzie kosztowało ogłoszenie .... Po jednym słowie za każdy dzień życia mojego....synka . Tylko na chwilę pojawił się na świecie i... i zniknął . Ale nikt już po Nim nie płacze . Bliscy nie zdążyli Go poznać i pokochać.... ..Mój Ojciec..płakał jak dziecko tylko pierwszego dnia , kiedy to zawoziliśmy nieprzytomnego noworodka do szpitala ...ale... już na drugi dzień wydawał się być pogodzony ze śmiercią wnuka...Ja jednak nie chciałam uwierzyć , że Go nie ma raz na zawsze...Stało się coś niedobrego , ale przecież to niemożliwe , żeby nie dało się tego jakoś naprawić . Przecież moje życie...życie wówczas siedemnastoletniej dziewczyny nie może lec w gruzach w ciągu jednej godziny . Przecież zaraz ktoś zadzwoni ze szpitala .. i... i powie , że to pomyłka , że to nie moje dziecko umarło.... Wtedy mój chłopak...Krzysiek...powiedział - " ..Pójdę zamówić trumienkę.." ...Jak mógł uwierzyć , że mój...Nasz synek nie żyje ?!!!....Przecież urodził się zdrowy !

Usiadłam na podłodze przy kominku i postanowiłam czekać...czekać aż sprawa się wyjaśni...... Po jakiejś godzinie Krzysztof wrócił z zakładu pogrzebowego....-..." trumnę zrobią na piątek"..- powiedział... Zrobiłam to..czego odemnie oczekiwali...Poszłam do sklepu..kupiłam najcudowniejsze..najdroższe ubranko , grzechotkę , pampersy.... ......Wracałam do domu jak lunatyczka.... Gdy pojechałam ubierać maleńkiego...niespełna dwu i pół kilogramowego Igora...wyglądał jakby spał...tylko.... był taki zimny jak sopel i sztywny jak metal............. ...Wzięłam Go w ramiona i poprosiłam.... - "..Synku...Igor...daj się ubrać mamusi...nie pozwól by ubierali Cię obcy ludzie...którzy połamią Ci rączki .."... I wtedy moje malutkie dziecko zmiękło mi w rękach.... On chciał...bym to ja..Go ubrała .

Dnia pogrzebu prawie nie pamiętam...był ksiądz , mój Ojciec , Ojciec mojego dziecka i paru przyjaciół . Nie oglądałam swojego dziecka w trumnie . Nie pozwoliłam na jej otwarcie . ....Cały ten pogrzeb...to...to było jak oglądanie jakiejś makabrycznej sztuki teatralnej..... Nie uroniłam ani jednej łzy.....

...Wróciłam do domu w ponurym milczeniu i tak już pozostało.... Pani Maria...moja "niania"...i...i druga "mama"... od czasu ..gdy ta ..ta prawdziewa zamknęła oczy...... - kochana starsza pani...stawiała przedemną kolejne posiłki... ale ja...wciąż nie czułam głodu ani pragnienia . Byłam odrętwiała . Wszystkie codzienne czynności wydawały mi się bezsensowne i niepotrzebne . Myłam się i przebierałam tylko z przyzwyczajenia . Piersi miałam pełne pokarmu , którego mój maleńki synek już nie potrzebował....... Te osiem dni...podczas których mogłam Go brać na ręce , dotykać , całować i karmić...wydały się snem . Umysł i serce nadal nie przyjmowały do wiadomości , że naprawdę Go straciłam . ...Tylko obolałe ciało przypominało , że mojego dziecka już nie ma przy mnie .

..Mijały dni...Krzysiek wrócił do pracy.. a ja ...ja nie miałam za wiele do roboty.....- a przecież moje dni i noce miały być wypełnione po brzegi..dla mojej dzidzi !!! Bezmyślnie tkwiłam przed telewizorem...oglądając jak leci programy : dla rolników , nastolatek i polityków . Tylko programów dla młodych matek nie mogłam znieść...Po co je bez przerwy nadają..skoro ja już ich nie potrzebuję..?..- złościłam się...

Mój Ojciec patrzał na mnie...słuchałam Jego stłumione westchnienia , czasami wychodził ...wychodził i płakał. Pewnego przedpołudnia..kiedy byłam w domu sama...sięgnęłam do szuflady w której mój Tata składał rachunki . Na samym dnie..leżał rachunek z zakładu pogrzebowego . Wpatrując się w ten kawałek papieru , zrozumiałam , że mój maleńki synek naprawdę umarł... że nieżyje... Gdyby żył..nie czułabym tego bólu w piersiach . Bylibyśmy rodziną , a nie grupą samotnie żyjących ludzi... pod jednym dachem . Tak bardzo samotnych i sobie obcych .

...Chciałam płakać..ale niepotrafiłam...moja rozpacz nie umiała znależć ujścia.... W apteczce nie było żadnych środków nasennych . Nie miałam doś siły by....by szukać innego sposobu samobójstwa.... Tak właśnie wyglądało moje życie . Udawane...jakby nic się nie stało...nic nie zmieniło...

...Jednego dnia spotkałam na swoim osiedlu koleżankę.... Nie widziałyśmy się długo.. ..- O ! Już po wszystkim ! - zawołała wskazując na mój płaski brzuch.... ..- Tak..już po wszystkim - powtórzyłam z rezygnacją... Pytała jeszcze czy to chłopiec .. czy dziewczynka... - spieszę się..- odpowiedziałam ...i ..i odeszłam... zostawiając Ją zdumioną i obrażoną na srodku chodnika....... ....Nie byłam w stanie wymówić słów : "..moje Dziecko umarło.."... Tego dnia po raz pierwszy od dnia pogrzebu ..wybrałam się na cmentarz.......Wszystko było tam takie zimne i obce..tak bardzo obce....…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%