Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 11 min czytania

PRL Fantasy cz. II

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Gdy następnego dnia obudziłem się... rano, niech będzie, z lekkim bólem głowy i poplątanymi myślami, nie od razu przypomniałem sobie o fancie w piwnicy. Byłem wciąż pół przytomny, gdy dowlokłem się do kuchni. Wujaszek już tam siedział i przegryzał ogórki konserwowe z wielkiego słoika. I nawet ten słoik nie podziałał trzeźwiąco na mój skołatany umysł. Dopiero gdy wuj się odezwał... - Wiesz, Janku – rzekł mi z dziwną miną – nie uwierzysz, jak ci powiem. Zszedłem rano do piwnicy po ogórki... Tak. Właśnie wtedy. - ...a tam leży facet w zbroi. Wytrzeźwiałem w jednej chwili. Wiesz coś o tym? Szlag. Tak, wujku, znalazłem go w śmietniku. Zabrałem go, bo może da się wypolerować i sprzedać w antykwariacie... - Ehm... – powoli, bardzo powoli sięgnąłem na półkę po szklankę. Bardzo, bardzo powoli położyłem ją na stole. Szybko, bardzo szybko starałem się myśleć. - To kolega... z kółka historycznego – mówiły usta bez konsultacji z mózgiem; nie było na to czasu. – No, zrobili wczoraj... taki mały spektakl... i kolega trochę pijany tu wczoraj przyszedł wieczorem. Późnym wieczorem. Bardzo – sięgnąłem po czajnik i podstawiłem go pod kran. – Sam wiesz, jak to bywa. Bawili się, popili... - Ho ho – zaśmiał się wujaszek. – Młodość... a jakże, wiem, wiem... - No – odchrząknąłem. – To go do piwnicy dałem, bo na górę by przecież nie wszedł. Nie? Nawet ubrania... znaczy, zbroi nie zdjął. Odkręciłem kran. Zaburczał, jakby obrażony, i uronił strużkę wody koloru wypalonej gliny. - Dziś nie będzie – rzucił wujek, sięgając do słoika. – Robią wodociąg na Belgijskiej. No, to całe szczęście – wrócił do tematu – bo jak go zobaczyłem, to mi przez głowę przeszło, czy nie zatruty był ten bimber. - Nie, no przecież wujka bimber pierwsza klasa... – powiedziałem, odkładając pusty czajnik na kuchnię. Sięgnąłem do stojącej w rogu skrzynki z mineralną; coś tam jeszcze było. – A czy on, tak jakby, obudził się już może? - Leżał tam jak kłoda i chrapał chyba gorzej ode mnie – odparł wujaszek. Dokończył ogórka i wstał od stołu. – Nie chciałem go dotykać, rozumiesz, ja tam się nie tykam takich egzotycznych rzeczy. Chociaż – mówił dalej już z przedpokoju, ubierając buty i kurtkę – gdyby był pusty, może i niezłą sumkę na złomie by dali. Dopiął guziki munduru i wcisnął na głowę służbową czapkę. Prezentował się nie najgorzej, może tylko przekrwione oczy psuły trochę efekt. - A może to przez ten hełm? – zapytał nagle, odrywając wzrok od swego odbicia w lustrze. - Co przez hełm? – spytałem. Myślami byłem w piwnicy, ciało skupiało się na mineralnej. - No, tak chrapał. Echo, rozumiesz. I tak dziw, że się nie udusił. Ech – strzepnął jakiś niewidzialny pyłek – będę leciał. Na twoim miejscu bym tam zajrzał do niego. Może się przestraszyć, jak się zbudzi. No, to cześć, Janeczku! Gdy tylko wyszedł, pobiegłem po klucze od piwnicy – ktoś przecież mógł zamknąć drzwi wejściowe, następnie do kuchni po butelkę mineralnej – pewnie będzie go suszyć; czy coś mogło mi grozić z jego strony? Powinienem zaopatrzyć się w jakąś broń, tak na wszelki wypadek, przecież nie znałem gościa? Może młotek? Hm, cokolwiek bym nie wymyślił, mógłbym co najwyżej tylko w niego popukać. Trzeba było mieć nadzieję, że gdy się przebudzi, nie będzie agresywny. Potrzebowałbym solidnego muru, żeby go powstrzymać; z drugiej strony, może sam nie zdoła się podnieść? Przestraszy się, dobre sobie. Schodząc w dół, zacząłem się martwić, czy przypadkiem ktoś już go nie odkrył. Kto by miał wtedy większą niespodziankę? Sąsiad emeryt znajdujący w piwnicy faceta w zbroi, czy facet w zbroi budzący się w piwnicy na drugim, zapewne, końcu miasta? Była co prawda sobota, więc mało prawdopodobne, by ktoś rankiem schodził do blokowego podziemia po rower, na ten przykład, by wyruszyć nim do pracy. Z drugiej strony, ranek minął jakieś cztery godziny temu. Wszystko jednak zastałem tak, jak zostawiłem; drzwi otwarte, światło zapalone. Żadnych oznak paniki. Gość mój leżał na parcianym worku i cichutko pochrapywał. Rzeczywiście, pomyślałem, mogłem mu przynajmniej uchylić przyłbicę. Stuknąłem parę razy butelką w bok hełmu. - Pobudka! – krzyknąłem. Żelazny człowiek drgnął ledwie i wymruczał coś niezrozumiałego. - Wstawaj! Nie będziesz tu przecież cały dzień leżał! Prawa dłoń uniosła się powoli, z wysiłkiem, w tym powszechnym u ludzi skacowanych odruchu sprawdzenia, czy głowa wciąż jest na swoim miejscu. W połowie drogi jednak coś zgrzytnęło i ręka nieruchomiała, a z głębin hełmu dobiegło kolejne rozdzierające westchnienie. - Wstawajże, człowieku... – zniecierpliwiłem się i uderzywszy lekko butelką, odszpuntowałem głowę delikwenta z więzienia przyłbicy. Małe, przekrwione oczka spojrzały na mnie, obok mnie, jeszcze raz na mnie i wnet otworzyły się szeroko, jak u każdego, kto po solidnej imprezie obudziłby się zakuty w zbroję w czyjejś piwnicy. Zbladł jednak, a nawet coś na kształt przerażenia przemknęło przez jego twarz. - Gdzieżem? – spytał ostrożnie. - W mojej piwnicy – wyjaśniłem. – Zawołać ci taryfę? Zyskałem tym nieufne, badawcze spojrzenie. - Azali w jęctwie mnie trzymacie? - Co? – zbaraniałem. – Za nic cię nie trzymam. Chcesz tę taryfę czy wolisz wracać z buta? Wiesz, nie mam całego dnia. Zamiast odpowiedzi, spojrzenie przesunęło się powoli ku butelce wody, którą wciąż trzymałem w dłoni. - A, tak – przypomniałem sobie, - Pewnie cię suszy, co? – Z pomocą krawędzi stołu pozbyłem się kapsla; z butelki dobiegł cichy szum bąbelków. –

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
PRL Fantasy cz. II — czytnik · opowiadania