Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przyjaźń · 12 min czytania

próba

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

29.01.06

„Rozdwojenie jaźni”!... Dwa miesiące. Dwa niezwykłe, niepowtarzalne, niepokojące i tak cholernie męczące miesiące: najgorsze i zarazem najlepsze w moim życiu. I jedyne lekarstwo na powrót do normalności, jakie zdołałem (z nieopisanym trudem) wymyślić, to „rozdwojenie jaźni”?! Ha, a może roztrojenie! To by było jeszcze lepsze! Nie no, przecież ja się nie nadaję na bigamistę. To zabawa w sam raz dla Karola, jemu to nie przeszkadza, ba, nawet mu się to podoba. Dziewczyna w każdym porcie. Znaczy w każdym bloku. To nie dla mnie. Za bardzo bym się bał… I co ja w ogóle najlepszego wyprawiam? Bawię się w Bridget Jones? Może coś ze mną rzeczywiście jest nie tak… No bo ilu chłopaków w moim wieku pisze pamiętniki? Nie licząc gejów, oczywiście. Oni mogą to nawet lubić. W końcu to Adrian, jedyny gej jakiego znam, mnie do tego namówił. Tak się właśnie poznaje przyjaciół – idziesz do takiego, otwierasz się, wysypujesz mu na stół wszystko co cię uwiera, i w oczekiwaniu na jedno słowo, które ma ci naprostować życie słyszysz: „Napisz pamiętnik”. Nienormalny?! – tak sobie pomyślałem. No a potem tak powiedziałem. Nie zraziło go to jednak (upór to chyba wrodzona cecha gejów), tylko dalej swoje: to bardzo pomaga, uspokaja, pozwala zrobić krok w tył i ujrzeć wszystko w nowej perspektywie, bla bla… Jeszcze wczoraj się z tego śmiałem, a dziś… Zresztą, kurde, no po co ja pisze akurat o tym? No przecież nie Adriana mam z innej perspektywy oglądać! No proszę, już na samym początku wychodzą moje braki w pisaniu pamiętników. Może gdybym się urodził jako Alicja, jak chciała moja matka, to byłoby inaczej, a tak… No i nie musiałbym się golić co dzień rano (przynajmniej nie na twarzy), tracić włosów na głowie od ukończenia dwudziestego roku życia z perspektywą całkowitego wyłysienia na długo przed czterdziestką, no i na pewno nie miałbym takich problemów jak teraz. No właśnie. Problemy. Czyli powrót do Tematu. Powód oczywisty: kobiety. Nic odkrywczego, ani oryginalnego. Tak przez całe życie – już od małego: albo depresja, że się żadnej nie podobam, albo złość, że jak już jakaś się zainteresuje, to najbrzydsza na osiedlu. Jak wreszcie jakaś ładna, to z problemami egzystencjalnymi godnymi profesorów filozofii, a przy tym nieprawdopodobnie oziębła i nieprzystępna – co akurat według niej było objawem czystego non komformizu. Najgorzej wspominam jednak ładną i uległą Izę. Czasem wydawało mi się, że nie pamiętała jak mam na imię (jak można mieć problem z zapamiętaniem imienia Tomasz?), ale o tym co robiliśmy w łóżku mogłem się chwalić chłopakom godzinami. Tej krótkiej znajomości zawdzięczam długo oczekiwaną utratę dziewictwa i niemal równie długie leczenie dwóch chorób wenerycznych z powikłaniami. Widać Iza nie tylko dla mnie była miłą konformistką. Od tamtej pory nie lubię blondynek, za bardzo kojarzą mi się z bólem i pieczeniem w kroku, a takich rzeczy łatwo się nie zapomina.

No tak. Wiedziałem. Od początku wiedziałem, ze to kompletna bzdura! Pamiętnik! Nowa perspektywa, spojrzenie z boku… Bzdura i nic więcej! Jakie spojrzenie, jaka perspektywa? Siedzę i piszę jakieś bzdety o Adrianie, o łysieniu, o tej nimfomance Izie nawet, i to ma mnie uspokoić?! Pokazać mi wyjście? To już chyba wolę rzucać monetę. Orzeł – rozum, reszka – serce, i tyle, załatwione. Podkusiło mnie pamiętnik pisać, dobre sobie, chłop 28 lat i szuka wskazówek jak żyć na kartkach przez siebie zapisywanych. Pierwszy i ostatni raz. Dziękuję bardzo, mam już dość. Idę spać. To by było na tyle, mój… kochany pamiętniczku. Nic ci już nie powiem, nie nadajesz się na życiowy drogowskaz. Mam gdzieś taką perspektywę. KONIEC i już.

31.01.06

Orzeł – rozum, reszka – serce. Tak właśnie napisałem dwa dni temu. Jeszcze wczoraj mieszałem z błotem Adriana i ten jego durny pomysł z pamiętnikiem, a dziś… Znalazłem w koszu ten zeszyt, pomyślałem, że przeczytam ten mój myślowy mętlik zanim wyrzucę go na dobre. No i miałem rację – kilka chaotycznie zapisanych stron, coś na kształt burzy mózgów, czy raczej burzy mózgu, jednego, mojego. I to zdanie: orzeł – rozum, reszka – serce. Czyżby to jednak zaczątek tej całej perspektywy, którą miałem osiągnąć? Czyli, że jednak to prawda? A więc to takie proste. Orzeł i Reszka. Rozum albo serce. Może czasem coś tu jednak zapiszę. Nie pamiętnik (to zbyt infantylne, albo zniewieściałe, jak dla mnie), zbiór wolnych myśli. Tak. Na początek Orzeł. Mój Orzeł to Helena. Ta mała Helenka z bloku naprzeciwko. Tak właśnie pomyślałem kiedy Karol opowiadał, że wpadł na nią gdzieś w centrum. Mała, ciągle zasmarkana Helenka, wiecznie ubrudzona i zawsze gdzieś na uboczu: w kącie piaskownicy, sama na trzepaku. No, może nie tak całkiem sama – jak cień śledził każdy jej ruch jej młodszy brat, Romek. I chociaż wydawało się, że to niemożliwe, to jednak był jeszcze mniejszy, jeszcze chudszy, jeszcze bardziej zasmarkany niż Helenka. Pamiętam ich smutne oczy i to, że nigdy nie płakali. Bez względu na to jak bardzo dzieciaki dawały im w kość, czy na to co się działo w u nich domu gdy wracał ojciec (zawsze wiedzieliśmy kiedy wracał: nowe, fioletowe siniaki u dzieciaków i pani Krystyny nie pozostawiały wiele niedomówień), oni nigdy nie płakali. Kulili się tylko w sobie jeszcze bardziej, jakby chcieli zniknąć. I trzymali się za ręce. Romek był odważniejszy od Helenki, czasem nawet coś krzyczał albo rzucał patykiem w bardziej dokuczających im chłopaków. Widziałem nawet kilka razy, jak bawił się z innymi dziećmi w piaskownicy, czy w berka. Ale zawsze czujnie się rozglądał wokół, szukając wzrokiem Helenki. Nigdy nie pozwolił sobie na to żeby zniknęła mu z oczu. Któregoś czerwca (pamiętam, że był to pierwszy tydzień wakacji) cała rodzina Helenki zniknęła. Nigdy więcej ich nie zobaczyliśmy na placu zabaw. Pytałem rodziców co się stało, ale nie chcieli mi powiedzieć. Karol dowiedział się od starszych chłopaków, że kilka dni wcześniej ojciec wrócił do domu, i jak zwykle zaczął awanturę. Tyle że tym razem był pijany w trupa i zły jak…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%